PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sylwetki

Jeśli Adam Sandler ma wygrać Oscara, to właśnie za „Jaya Kelly’ego”

W roli oddanego menedżera, który od lat troszczy się o osamotnioną gwiazdę kina graną przez George’a Clooneya, Adam Sandler okazuje się duszą najnowszego filmu Baumbacha.

Udostępnij

Adam Sandler w filmie „Jay Kelly"

Autor zdjęcia: materiały prasowe Netflix

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
04.12.2025

Adam Sandler jest jak powietrze.

Czy to wyolbrzymienie? Nie dla fanów i fanek filmów. Nie dla osób wychowanych w latach 90. Być może to twierdzenie jest bardziej uzasadnione w Stanach niż w Polsce. Ale nawet u nas, gdy pomyślimy „komedia”, zapewne pierwsze, co przyjdzie nam do głowy, to głupkowaty uśmiech Sandlera, usłyszymy też jego charakterystyczny nosowy głos, który aktor dodatkowo zniekształca lub podkręca w filmach – sepleniąc.

Adam Sandler jest też największą gwiazdą filmów na poprawę humoru. Przynajmniej tak zostaliśmy przyzwyczajeni (wychowani?). Do tego stopnia, że choć w rewelacyjnych „Nieoszlifowanych diamentach” braci Safdie, wciela się w jubilera kanciarza, parszywego gnoja – który by móc spekulować i zgarnąć jak najwięcej szmalu, jest gotowy postawić na szalę całe swoje życie, łącznie z rodziną – kibicujemy właśnie jemu.
 

Nasz kochany Sandler!

Przecież to nasz Sandler! Jeszcze niedawno nagrywał filmy cierpiącej na pamięć krótkotrwałą bohaterce Drew Barrymore w „50 pierwszych randkach”, by przypomnieć jej, że się kochają. To on zaadoptował dzieciaka, by zaimponować swojej dziewczynie w „Super tacie”, a w finale dostał lekcję życia i zmądrzał. Wreszcie w „Mr. Deeds – Milionerze z przypadku” jako sympatyczny chłopak z prowincji otrzymał w spadku kontrolę nad koncernem medialnym i zaczął rządzić po swojemu, sprawiedliwie.

Mimo że wszystkie te obrazy miały premierę ponad 20 lat temu, doskonale je pamiętamy. Najpierw zapisywaliśmy się po nie na listę oczekujących w lokalnej wypożyczalni kaset, a później oglądaliśmy powtórki w telewizji. Ale właśnie – czy do Adama Sandlera mamy sentyment? Czy może faktycznie jego umiejętności i produkcje artystycznie rezonują z widownią? Gdy bliżej przyjrzymy się jego karierze, możemy zwątpić w to drugie. 

Adam Sandler jako Opera Man w „SNL”

Opera Man, SNL Autor zdjęcia: Getty Images

Love & hate

W Stanach popularność przyniósł aktorowi udział w „Saturday Night Live”, kultowym programie rozrywkowym, w którym występował od 1990 roku, kreując uwielbiane postacie, takie jak Opera Man, Canteen Boy i Brian, ale też – a może przede wszystkim – grał i śpiewał najbardziej bekowe piosenki okołoświąteczne. Tuż po opuszczeniu (podobno na skutek wyrzucenia przez zarząd NBC) „SNL” Sandler zagrał w dwóch filmach, „Billym Madisonie” w 1995 i rok później w „Farciarzu Gilmorze”. Oba zapisały się w annałach slapstickowej komedii, a także umocniły status Adama nie tylko jako „gościa z telewizji” i aktora, lecz także „ulubieńca Ameryki”.

Grał dalej, jakby jutra miało nie być. Niemal co roku wychodziły nowości: „Kuloodporni”, „Od wesela do wesela”, „Kariera frajera”, wspomniane „Super tata”, „Mr. Deeds…” i kolejne. Jedne bardziej popularne, inne mniej. Wszystkie – raczej glanowane przez krytykę. Zaczęto porównywać jego aktorstwo do muzyki Nickelback. Filmy określano jako jedne z najgorszych wszech czasów.

Można powiedzieć „przesada”, „hejt”. Nie do końca. Sandler ma drugą największą liczbę nominacji do Złotych Malin: łącznie 39, z czego siedem w kategorii najgorszy film. Na portalu Rotten Tomatoes znajdziemy kilka produkcji z jednocyfrowymi wynikami (czyli – posługując się nomenklaturą strony – są „przegniłe”), w tym jeden z zerowym procentem: „The Ridiculous 6” z 2015 roku. Wyśmiewano go również w satyrycznych „Family Guyu” i „South Parku”. Podkreślano, że filmy Sandlera to głównie żarty z odchodów i nic poza tym.

Tymczasem aktor (przynajmniej publicznie) nic sobie z tego nie robił. Podobnie jak jego fani, fanki. Na górze Rushmore amerykańskiej komedii jedną z wykutych w skale twarzy jest ta Adama Sandlera. Bez dwóch zdań.

Adam Sandler w „Billym Madisonie"

Adam Sandler w „Billym Madisonie" Autor zdjęcia: Getty Images

Ambicja dostępna

Czyli jednak przesada? Filmografia aktora nie daje łatwych odpowiedzi. Krytykowane najnowsze komedie (wszystkie z Netfliksa) – „Farciarz Gilmore 2”, „Zabójcze wesele” czy „Hubie ratuje Halloween” – może i durne, ze słabymi scenariuszami, są jak spotkanie ze znajomymi. Dla widowni metaforycznie, a dla Sandlera na serio. Gra z Julie Bowen, Jennifer Aniston, Benem Stillerem czy Christopherem McDonaldem, z którymi prywatnie się lubi. Angażuje nawet własne córki (Sadie i Sunny). Nepotyzm? Oczywiście, ale w wydaniu super cute. Role młodych Sandlerówien w „Farciarzu…” nikomu nie wadzą, tylko – znowu – umacniają wizerunek Adama, tym razem jako faceta troszczącego się o własną rodzinę. Godne pochwały.

Jednoznaczną ocenę jego aktorskiego kunsztu utrudniają filmowe perełki, które choć nieliczne, pokazują, że potrafi znacznie więcej, niż mu się przypisuje. Gra zakochanego sprzedawcę przepychaczy do toalet w rewelacyjnym „Lewym sercowym” Paula Thomasa Andersona, wspomnianego kanciarza w „Nieoszlifowanych diamentach”, a także łowcę koszykarskich talentów w „Rzucie życia”. Wreszcie też dwukrotnie pojawia się u Noah Baumbacha – w genialnych „Opowieściach o rodzinie Meyerowitz” i tegorocznym „Jayu Kellym”. 

Pora na Oscara

Gdy do kin wchodzą „bardziej prestiżowe” produkcje z aktorem w jednej z ról, krytyka filmowa jakby budziła się z anty-Sendlerowego snu. Pyta: „Dlaczego Adam nie dostał jeszcze Oscara?”. Największy szok wzbudził brak nominacji właśnie za film braci Safdie. Pisano nawet o „okradzeniu” i „wielkiej niesprawiedliwości”. Fakt – rola Howarda Ratnera naprawdę była wielkim osiągnięciem, jakby duet reżyserki wyciągnął z aktora coś więcej, sięgnął głębiej. Nadal bez Oscara.

Tymczasem mamy 2025 rok, w którym to premierę miały dwa już wspomniane filmy z Adamem – bekowa kontynuacja „Farciarza Gilmore’a” w reżyserii Kyle’a Newachecka (cenionego chyba tylko przez samego Sandlera) ze scenariuszem ze śmietnika oraz fetowany komediodramat „Jay Kelly” Baumbacha, uwielbianego przez Akademię.

Tytułowy Jay to światowej sławy, charyzmatyczny aktor, uwielbiany przez tłumy. Gra go George Clooney, co nie powinno dziwić – postać to poniekąd jego alter ego. Samotnik, goniący za kolejnym przebojem kinowym. Otoczony ludźmi, którzy prawdę o nim mówią tylko za jego plecami. Sandler gra menedżera gwiazdy, Rona Sukenicka. Może nie jest do końca szczery ze swoim klientem, ale na pewno jest mu oddany i bezinteresownie gasi kolejne kryzysy. To też postać tragiczna – w pewnym momencie orientuje się, że jego poświęcenie i przyjaźń są jednostronne. W dużej mierze film opowiada o tej relacji. Gdzie kończy się biznes, a gdzie zaczyna przyjaźń? Czy w świecie hollywoodzkiej ściemy jest ona w ogóle możliwa? Pojawiają się głosy, że „Jay Kelly” miejscami zbyt mocno skręca na sentymentalne tory, lecz mimo to szczerość Sandlera wypada prawdziwie. Duszą filmu jest właśnie jego postać.

Zarówno Clooney i Sandler, jak i Noah Baumbach zjedli zęby na fabryce snów. Zatem śmiem twierdzić, że wkładają samych siebie i swoje historie w fabułę ich wspólnego obrazu. Widownia kocha filmy o Hollywood. Podobnie jak Hollywood kocha filmy o swojej branży. Czy zatem możemy się spodziewać wysypu nominacji do Oscara? W tym roku wyścig jest bardzo wyrównany. Mimo to nagrodźmy Adama Sandlera. Już czas.

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Tagi

Czytaj więcej

Borja Iglesias

Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias

„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?

Artur Dela w sesji dla GQ Poland

Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”

Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.

Cezary Pazura jest kultowym aktorem

Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”

Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.

NIGO

Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype

Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.

Jeremy Sochan

Jeremy Sochan. Władca pierścienia

W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.

Masza Wągrocka z „Matek pingwinów” o odwadze

Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu

„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.

Kylian Mbappé w sesji dla GQ

Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo

Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.

Hugh Jackman nie może uwolnić się od roli Wolverine'a

Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?

Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.