PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

Sylwetki

Cillian Murphy i sztuka znikania

O takich jak on mówi się, że są aktorami charyzmatycznymi – po prostu ciężko od niego oderwać oczy. Na ekranie potrafi wypełnić każdą przestrzeń, poza nim – znika niemal całkowicie z przestrzeni publicznej. Irlandzki aktor Cillian Murphy od lat porusza się między dwoma biegunami: intensywnością pracy i programową powściągliwością wobec świata, który chce wiedzieć o nim więcej i więcej. GQ Poland dostało taką szansę.

Udostępnij

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy, bohater okładkowy trzeciego numeru magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
01.04.2026

W ciasnym korytarzu pokoju hotelowego w centrum Londynu tłok. Trudno przecisnąć się między producentami, stylistkami, ochroniarzem i asystentką. Gwar. W powietrzu czuć kłopotliwe napięcie. „Ten uśmiech jest fajny!” – słychać zza czarnej blendy fotograficznej blokującej światło. „A przecież ja nigdy się nie uśmiecham!”

Zaskoczony głos należy do Cilliana Murphy’ego, który na gorąco przegląda foty w trakcie okładkowej sesji zdjęciowej dla GQ Poland. Musi być naprawdę zadowolony, skoro fotografowi i fotografce udaje się go namówić na uśmiech. Niecodzienny to widok, wszak słynie z melancholijnych, czasami wręcz posępnych zdjęć, jak gdyby nigdy nie wychodził z ról… melancholijnych i posępnych bohaterów, w których najczęściej wciela się przed kamerą. Takie też zdjęcia preferuje. Moody, nastrojowe. 

Może to ubranie wprawia aktora w dobry humor? Ma na sobie klasyk: biały T-shirt pod dżinsową kurtką. Na zdjęciach wygląda, jakby właśnie – z zupełnie zrozumiałych względów – dołączył do grona hollywoodzkich ikon: Jamesa Deana, Marlona Brando, Paula Newmana. Podobno Christopher Nolan już jakiś czas temu mianował go najlepszym aktorem swojego pokolenia. Potwierdzeniem tych słów może być sześciokrotny angaż Cilliana w filmach brytyjskiego reżysera, w tym w obsypanym Oscarami „Oppenheimerze” z 2023 roku. Za rolę ojca bomby atomowej również Murphy otrzymał statuetkę, co sprawiło, że raz na zawsze dołączył do aktorskiej superligi i jest jednym z najbardziej rozchwytywanych nazwisk w fabryce snów. Murphy jest jednak ostrożny.

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy w T-shircie Paul Smith i czarnym bomberze vintage na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

– Żyjemy w świecie jednorazowego użytku – stwierdza podczas naszej rozmowy już po sesji zdjęciowej. – To jak z ekranem telefonu: jednego dnia wypełnia go jakieś zdarzenie, ludzie zajmują się czymś lub kimś, a następnego wszystko znika, zastąpione kolejną gorącą sprawą. Coś pojawia się i zaraz przemija, tak bez końca.

Siedzi niemal nieruchomo w niewygodnym (wiem, bo siedzę na takim samym) fotelu, z lekko ugiętymi nogami, od czasu do czasu dłonią przeczesuje czarne, poprzetykane nitkami siwizny włosy. Rozczochrana fryzura nadaje mu look weterana rocka. Ja zaś nie mogę nie patrzeć w te jego jasne oczy, żywo lustrujące mnie przy każdym pytaniu.

Cillian ziewa tylko raz.

Jesteś zmęczony? – pytam.

Kręci głową przecząco.

– Stary, uwielbiam nie pracować – śmieje się w głos.

Deklaracja jest ironiczna – wywiady to część pracy aktora. Cillian Murphy promuje film dla Netfliksa „Peaky Blinders: Nieśmiertelny” w reżyserii Toma Harpera, domykający sześć sezonów popularnego serialu stworzonego przez Stevena Knighta o tytułowym gangu z Birmingham lat 20. ubiegłego wieku. Na jego czele stoi grany przez Murphy’ego Tommy Shelby – straumatyzowany I wojną światową i cierpiący na PTSD posępny, chłodny strateg. Ambicje ma większe niż miasto, z którego pochodzi. Z sezonu na sezon skala rośnie: lokalne porachunki szybko ustępują miejsca polityce, ideologiom i wielkiej historii. Rodzina Shelbych wychodzi poza Birmingham, a nawet poza Anglię. Serial coraz mniej opowiada o samej przestępczości, coraz więcej o mechanizmach władzy. Są tu mafijne wendety, rewolucyjne nastroje, faszyzm przesiąkający do mainstreamu i polityka, która okazuje się tylko kolejną odmianą brutalnej gry.

W finale „Peaky Blinders” przestaje być opowieścią o gangu, a staje się mrocznym portretem epoki, podszytym złowieszczymi pytaniami: ile trzeba przemocy, żeby wejść na salony? Czy potrzeba wyzbyć się do tego człowieczeństwa? Ostatecznie jest to serial o morderczej drodze na szczyt, ale tylko po to, by pokazać, jak samotnie jest na samej górze.

Dziś prestiżowe produkcje telewizyjne są jedną z dróg kariery aktorów i aktorek, często też szansą na przypomnienie o sobie widowni, krytyczkom i krytykom, a także otrzymanie sowitego honorarium. W czasie kiedy pomysł na „Peaky Blinders” dopiero kiełkował, udział aktorów i aktorek filmowych w serialu był uważany za krok wstecz w ich karierze. Cillian nigdy nie miał jednak jednoznacznych preferencji w kwestii doboru ról i formatów. Grał zwyrola – Stracha na Wróble – w docenianym „Batmanie: Początek” Nolana oraz w „Mrocznym Rycerzu”, mignął w „Incepcji”, pojawił się w artystycznym science fiction „W stronę słońca” Danny’ego Boyle’a, za dobrą rolą w serialu poszedłby jak w dym.

Opowieść Cilliana o tym, jak otrzymał propozycję zagrania Tommy’ego Shelby’ego, obrosła już legendą. To był czas, kiedy oglądał „Prawo ulicy”, kultowy serial kryminalny z akcją w Baltimore, marząc, by powstał podobny osadzony w jego rodzinnej Irlandii lub w Wielkiej Brytanii. Lokalna telewizja nie miała niczego takiego w planach. I właśnie wtedy Murphy otrzymał scenariusz Stevena Knighta o gangu, do którego ponoć należał wuj ojca twórcy. Aktora zachwycił pomysł. Początkowo miał powstać tylko jeden sezon. Skończyło się na 36 odcinkach i filmie.

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy w T-shircie i spodniach Paul Smith na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

Kiedy w 2013 roku Murphy zaczynał grać w serialu „Peaky Blinders”, miał 37 lat. W 2026 zarówno on, jak i jego bohater dobijają 50.

– To dar i przywilej móc wcielać się w postać, która zmienia się wraz z aktorem. Rzadko tak się zdarza – komentuje. – Tylko telewizja daje szansę, by przejść z bohaterem tak długą, wieloletnią drogę, starzeć się razem z nim. Czułem pełny ciężar doświadczeń Shelby’ego.

Co prawda „Peaky…” to serial sensacyjny, więc o pełny realizm w nim trudno. Ale jak zauważa Murphy, wraz z wiekiem ludzie przechodzą podobne metamorfozy, niezależnie, czy na ekranie, czy w prawdziwym życiu. – Bardzo polubiłem to, że mój bohater się zmieniał – dodaje.

Aktor graną postać rozwijał razem z Knightem. W ciągu wielu lat przyglądali się Tommy’emu, dyskutowali o nim, zastanawiając się, gdzie poniesie go wiatr historii. W „Nieśmiertelnym” wywiał go na peryferia Birmingham, do wielkiego i ponurego gmaszyska, które lata świetności ma dawno za sobą. Jest 1940 rok, trwa II wojna światowa. Towarzyszem Shelby’ego jest jego oddany pomocnik, ale nie tylko on.

– Tommy widzi duchy – Cillian opowiada spokojnym głosem, w którym od czasu do czasu (jak teraz!) – słyszę nutkę ekscytacji. – Zażywa narkotyki i dużo pije. Myślę, że próbuje pożegnać się ze światem.

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy w T-shircie i spodniach Paul Smith na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

Król gangsterów i srogi morderca staje się myślicielem, człowiekiem intelektu. Na wpół pogrążony w szaleństwie, komunikujący się ze zjawami przeszłości, przy zawalonym papierami biurku pisze memuar – dla potomności. W czasie rozmowy z Cillianem żartuję, że to typowy odruch faceta w średnim wieku, który zamiast iść do psychiatry lub na terapię, postanawia spisać wspomnienia.

– Jasne, ale on nienawidzi lekarzy i wszystkiego, co mu się z nimi kojarzy. Próbuje więc przelać na papier przeżycia, nadać kształt swojemu zwariowanemu i długiemu życiu, zrozumieć je – Murphy mówi poważnie. Mam wrażenie, że rozmawiam z Shelbym.

– Na początku wojna w ogóle go nie interesuje. Z czasem jednak, niemal niepostrzeżenie, zostaje wciągnięty w sam środek wydarzeń i zaczyna rozumieć, że nie da się w życiu niczego naprawić, pozostając na uboczu. Żeby coś zmienić, trzeba być częścią świata, a nie jedynie jego obserwatorem.

Zatem Tommy wraca, by pojednać się ze zbuntowanym synem (gra go Barry Keoghan) i… zasadniczo powstrzymać hitlerowską okupację Wielkiej Brytanii. Kto powiedział, że fabularne i emocjonalne stawki w „Peaky Blinders” mają być skromne?

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy w płaszczu Prady na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

Shelby, choć to postać w dorobku Irlandczyka wyjątkowa, bo odgrywał ją ponad dekadę, wpisuje się w kanon małomównych, emocjonalnie skondensowanych samotników, w których postaci Murphy wciela się od początku kariery. Emily Blunt, partnerująca Cillianowi w „Cichym miejscu 2” Johna Krasinskiego i wspomnianym „Oppenheimerze”, kiedyś powiedziała, że aktor „do perfekcji opanował granie straumatyzowanych bohaterów”. Skąd bierze się ta jego biegłość?

– Interesuje mnie motyw zmagania się. Przecież każdy z czymś walczy – odpowiada Murphy. – Życie bywa trudne. Myślę, że ludzie chcą postępować właściwie, ale nieustannie popełniają błędy. Właśnie przyglądanie się tej walce, zmaganiom, jest dla mnie tak fascynujące. To, co łatwe, zwyczajnie mnie nudzi.

Nie pociąga go też granie szczęśliwych postaci, bo nie sądzi, by naprawdę istniały. – Nigdy nie jesteśmy ostatecznie spełnieni, cały czas przebywamy w drodze i próbujemy dokądś dotrzeć. Właśnie na tym polega bycie człowiekiem.

Im bardziej bohater wewnętrznie skonfliktowany, nieprzewidywalny i im większej poddawany presji, tym chętniej Murphy zagląda do scenariusza, bo taki opis pasuje mu do prawdziwych ludzi.

Sam jest miły i profesjonalny, ale bez wylewności. Tak jak Tommy Shelby zaszył się na peryferiach Birmingham, tak aktor woli unikać mediów i hollywoodzkiego splendoru.

– Nie potrzebuję żadnego zewnętrznego potwierdzenia swojej wartości. Jestem szczęśliwy z przyjaciółmi i rodziną – komentuje, gdy pytam, czy myśli o sobie jako o outsiderze w branży. – Cała reszta to tylko szum.

Żeby uniknąć tego szumu – popularności i wielkiego miasta – po 14 latach spędzonych w Londynie (dokąd wyprowadził się na początku lat 2000.) Cillian i jego żona, artystka Yvonne McGuinness, postanowili wrócić do Irlandii, na przedmieścia Dublina. Chcieli też, by ich synowie – 20-letni Malachy i 18-letni Aran – dorastali bliżej dziadków. Życie rodziny Murphy kręci się wokół – cóż – zwykłego życia: spacery z psem, muzyka i czas spędzany razem. – Lubię też pójść do pubu.

No i kocha kino.

– Widziałeś „Left-Handed Girl”? – pyta.

Nie widziałem. Trochę mi głupio.

– Piękny!

I jakby na pocieszenie mówi mi: – Tak to działa – robisz film, a potem trzeba sprawić, by ludzie dowiedzieli się, że istnieje. Mówisz o nim, promujesz go i tak dalej.

A potem? Potem Murphy na powrót może zaszyć się na przedmieściach Dublina.

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy w T-shircie Paul Smith i kurtce Levi's na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

Podczas sesji zdjęciowej usłyszałem, jak fotograf prosił Cilliana: „Możesz spojrzeć prosto w słońce? Chcę, żebyś skierował głowę w stronę światła dla lepszego ujęcia”. Ale brzmiało to, jakby próbował ustawić go w świetle reflektorów, których aktor unika. Zastanawiałem się, jak musiał się wtedy czuć. Niekomfortowo? Czy myślał tylko o tym, kiedy to się skończy i będzie mógł wrócić do domu?

Gdy go obserwuję i rozmyślam, w głowie leci mi „Cover Girl”, piosenka RuPaula, najsłynniejszej amerykańskiej drag queen. W tym queerowym nawiązaniu nie ma przesady, bowiem Cillian niejednokrotnie wcielał się w postacie z tęczowego spektrum. Chociażby w „Śniadaniu na Plutonie” Neila Jordana grał Kitten, transpłciową dziewczynę, która w latach 70. wyrusza z niewielkiego katolickiego miasteczka przy granicy z Irlandią Północną do Londynu, gdzie ma nadzieję odnaleźć swoją mamę i żyć pełnią życia. To jeden z pierwszych queerowych filmów obejrzanych przeze mnie po coming oucie. Pokazał mi – chłopakowi z małej miejscowości – że życie w zgodzie z własną tożsamością czy orientacją jest możliwe. Dzielę się tym z Murphym, który jest mi wdzięczny za te słowa.

– Choć kręciliśmy ten film tak dawno temu, uwielbiam go! – mówi uradowany. – Jestem z niego ogromnie dumny. Niestety, niewiele osób go chyba pamięta.

Z dzisiejszej perspektywy „Śniadanie…” może uchodzić za kłopotliwe – cis hetero facet wciela się w queerową postać. Jednak zaangażowanie Cilliana wydaje się szczere. Mówi, że rolę Kitten wymarudził u reżysera. Nawet napisał do niego list z prośbą o casting. Opłaciło się – dostał pierwszą nominację do Złotego Globu.

– Miłe, kiedy ludziom podoba się czyjaś praca. To powinno być jedynym kryterium oceny aktorów. Mam wrażenie, że już rzadko tak bywa – przyznaje. Chodzi mu o przymus nieustannej obecność w (social) mediach, czerwone dywany i fotografowanie się na ściankach, czyli o tę całą celebrycką otoczkę, która stała się normalnością w branży, a która też często jest brana pod uwagę w przypadku angażu.

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy w T-shircie Paul Smith i czarnym bomberze vintage na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

Gdy Cillian wchodził do filmowego światka, rzeczywistość wyglądała inaczej. Na początku lat 90. zaczynał od muzyki. Śpiewał i grał na gitarze w zespole Sons of Mr. Green Genes (nazwa pochodziła od piosenki Franka Zappy), który zdobył lokalną rozpoznawalność w Cork, skąd aktor pochodzi. Grupa dostała nawet możliwość nagrania płyty, ale część członków była niepełnoletnia – w tym młodszy brat Cilliana, Páidí – i rodzice nie zgodzili się na dalsze koncertowanie. W międzyczasie Murphy rozpoczął studia prawnicze na University College w Cork, ale już po kilku dniach wiedział, że kodeksy prawa go nie interesują. Przełom nadszedł, gdy w miejscowym teatrze Corcadorca zobaczył „Mechaniczną pomarańczę”. Postanowił, że spróbuje aktorstwa, bo – jak twierdzi – ta dziedzina sztuki dawała mu większe możliwości wyrazu niż muzyka. Podobno na zupełnego bezczela tak długo nagabywał Pata Kiernana, reżysera i założyciela wspomnianego teatru, aż ten w końcu zaprosił go na casting.

Sierpień 1996 roku zapisał się w pamięci Murphy’ego jako przyjemnie intensywny. Dostał angaż w „Disco Pigs”, adaptacji sztuki Endana Walsha, w którym miał zagrać rolę Piga, porywczego nastolatka prowadzącego wojnę z całym światem. Poza tym w tymże sierpniu oblał egzamin na studiach, co przyjął z ulgą, i spotkał przyszłą żonę, Yvonne.

„Disco Pigs” okazało się sukcesem. Cillian zaczął otrzymywać kolejne role teatralne. Przyszedł też czas na kino. W 1999 roku pojawił się w „Sunburn” w reżyserii Nelsona Hume’a. To film o grupie irlandzkich studentów i studentek, którzy wyjeżdżają do pracy sezonowej do USA. Za dnia harują, w nocy się bawią, oswobodzeni spod rodzicielskiej kurateli. Cillian gra lekkomyślnego i impulsywnego Davida, dwudziestoparoletniego urokliwego bad boya, który ucieka do Stanów przed odpowiedzialnością.

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Muprhy w T-shircie Paul Smith na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland

Zwierzam się Murphy'emu, że widziałem „Sunburn” w 2006 roku, kiedy rzuciłem szkołę i wyemigrowałem do Dublina sprzedawać alkohol w Tesco.

– Naprawdę?! – reaguje z ożywieniem. – To mój pierwszy film. Słodki, mały obraz, nie doczekał się normalnej dystrybucji

Oglądając, poczułem więź z Irlandczykami. Też musieliście wyjeżdżać do pracy za granicę. Ale skoro film nie miał oficjalnej premiery, gdzie ja go widziałem?

Przez chwilę zastanawiamy się, z jakiego nielegalnego źródła korzystałem, żeby dorwać aktorski debiut Irlandczyka. Nie mogąc dojść do satysfakcjonującej konkluzji, skupiamy się na temacie emigracji zarobkowej naszych rodaków. Wreszcie, chcę wiedzieć, czy „Sunburn” było istotne w jego karierze.

– Coś ty! Nie puszczali go w kinach, więc pomyślałem: „O rany, już nigdy nie zagram w filmie!”.

Stwierdził: „A zatem będę aktorem teatralnym”. Słowa te brzmią jak wzruszenie ramion. Nie robił z tego powodu dramatu. Zresztą Cillian opisuje granie na scenie jako „uzależniające”, „efemeryczne”, „niebezpieczne, seksowne i elektryzujące – po prostu zdumiewające”.

To nie tak, że nie występował w filmach. Pojawiał się to tu, to tam w niewielkich rolach. Za to w teatrze grał często: „Wiele hałasu o nic” Szekspira, „The Country Boy” irlandzkiego dramatopisarza Johna Murphy’ego czy „Juno i Paw” Seána O’Caseya, by wymienić tylko kilka tytułów. – Najlepiej uczyć się aktorstwa, grając – konstatuje.

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

Tymczasem marzenia o kinie go nie opuszczały. W opowieści o życiu i karierze Murphy’ego króluje przypadek. Sukces scenicznego „Disco Pigs” zaowocował ekranizacją sztuki w reżyserii Kirsten Sheridan. W filmie już wyraźnie dają o sobie znać cechy Cilliana, które później staną się jego aktorską wizytówką – zdolność budowania napięcia bez podnoszenia głosu, a także łatwość portretowania postaci balansujących między przemocą a wrażliwością.

Film szczęśliwie obejrzała Gail Stevens, specjalistka od castingów, która poleciła Cilliana Danny’emu Boyle’owi, gdy ten szukał odtwórcy roli Jima w „28 dni później”. Podobno aktor był przesłuchiwany sześć razy. W filmie bohater budzi się po śpiączce i odkrywa świat po katastrofie – przerażająco puste ulice Londynu, społeczeństwo wyniszczone przez „wirusa wściekłości”, ludzi zmuszonych do walki nie tylko o przetrwanie, lecz także o resztki człowieczeństwa.

Boyle nakręcił postapokaliptyczny thriller, który był równie surowy, co hipnotyzujący. Chodziło w nim zarówno o grozę, jak i nastrój ciągłego napięcia, o zgłębianie psychiki ocalałych niż o samych zainfekowanych (czyli zombie). Film stał się hitem (ostatnio pojawiły się kolejne jego części: „28 lat później” i „28 lat później – część 2: Świątynia kości”, których Murphy jest producentem).

 Dla Cilliana był to game changer, choć smak miał słodko-gorzki. Zaczęli się nim interesować fani, a przecież on tego nie chciał. Wierzył jednak, że porządna robota skutkuje dobrą pracą.

– Znalazł mnie Christopher Nolan – wspomina.

Reżyser miał go zobaczyć na plakacie promocyjnym „28 dni później”. Wystarczyło, by zaprosić irlandczyka na casting do wspomnianego „Batmana”. Ich (lukratywna) przyjaźń trwa do dziś.

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy w T-shirtcie Paul Smith na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

– Kiedy byłem młodszy, chciałem udowodnić, że potrafię grać i Amerykanów, i Anglików, pokazać swoją wszechstronność – aktor wierci się w fotelu. – Ale z czasem coraz bardziej zależało mi na opowiadaniu o Irlandii i jej historii. Miałem ogromne szczęście zrobić kilka filmów, które moim zdaniem są ważne.

Już „Śniadanie na Plutonie”, które wzięło mnie w queerowe objęcia, rozgrywało się podczas „Kłopotów”, czyli konfliktu w Irlandii Północnej związanego ze sprzeciwem części społeczności wobec rządów korony brytyjskiej. W „Wietrze buszującym w jęczmieniu” Kena Loacha, Murphy przeniósł się do czasów walk o niepodległość Irlandii. Film pokazał, jak wojna z brytyjską hegemonią dzieliła nie tylko naród, lecz także najbliższych. Z kolei w niedawnych „Drobiazgach takich jak te” Tima Mielantsa (ze scenariuszem Endy’ego Walsha, tego od „Disco Pigs”) Cillian wcielił się w handlarza węglem, który odkrywa, że w pralniach sióstr magdalenek kobiety pod nadzorem zakonnic wykonują katorżniczą pracę, są tam trzymane pod przymusem, jak w więzieniu. Ten rozdział w historii kraju nazywa traumą zbiorową.

– Irlandia była kolonizowana dwukrotnie: raz przez Anglików, a drugi raz przez Kościół, który zajął ich miejsce – komentuje Cillian. – Państwo rozliczyło się już z własną historią, teraz próbujemy ten czas zrozumieć i się z nim pogodzić.

Kiedy mówi o zmaganiu Irlandii z przeszłością – kolonializmem, militarną przemocą, dominacją Kościoła – i przepracowywaniu jej w filmach, myślę też o polskim doświadczeniu. Dzielę się refleksją, że nad Wisłą historia bywa zawłaszczana przez prawicę, a filmowe opowieści o II wojnie światowej często są redukowane do moralnego banału, przedstawiają świat czarno-biały, w którym synonimem Polaka jest bohaterski patriota. Pytam, czy w irlandzkiej kinematografii również mierzą się z podobnymi problemami, ale Cillian zaprzecza.

– Młodzi ludzie – jak moi synowie – mają znacznie bardziej wyważone spojrzenie na przeszłość naszego kraju. Nie jest ona dla nich jednowymiarowa. Widzą niuanse.

Młodszy syn Murphy’ego, Aran, poszedł w aktorskie ślady ojca. Zagrał w filmie „Lola” z akcją osadzoną w czasie II wojny światowej. Opowiada on o maszynie odbierającej sygnały z przyszłości i wykorzystywaniu ich przez Brytyjczyków, by wpłynąć na przebieg konfliktu. Gdy interwencje zaczynają zmieniać historię, obraz staje się refleksją nad odpowiedzialnością i konsekwencjami manipulacji. Pokazuje cienką granicę między chęcią ratowania świata a doprowadzeniem go do destabilizacji. Przeszłości nie da się zmienić, trzeba ją umieć zaakceptować i wyciągnąć z niej wnioski.

Cillian Murphy GQ Poland

Cillian Murphy na sesji okładkowej dla magazynu GQ Poland Autor zdjęcia: Tatiana i Karol

W czasie II wojny światowej Birmingham zostało zbombardowane przez Niemców, czego przedsmak dostajemy w „Peaky Blinders: Nieśmiertelnym”. Tommy’emu Shelby’emu nawet przyjdzie zmierzyć się z nazistowskim szwarccharakterem (w tej roli Tim Roth), by zatrzymać bieg wydarzeń. Ten wątek, zauważam, może przyciągnąć międzynarodową widownię przed ekrany. Jak pokazał „Indiana Jones”, nie ma bardziej uniwersalnego i – nomen omen – nieśmiertelnego wroga niż faszysta.

Podczas rozmowy wracamy jeszcze do serialu i zastanawiamy się z Cillianem, z czego wynika jego ogromna popularność (na świecie odtworzono łącznie 904 miliony minut produkcji). Podsuwam kontekst polski.

Historia mojego kraju, ale przecież nie tylko Polski, jest głęboko związana z walką o tożsamość i samostanowienie. Wydaje mi się, że ten duch jest obecny w narracji „Peaky Blinders”. Może to miało znaczenie? Ale przecież ten duch jest też obecny w historii Irlandii. Czy miał wpływ na twoje przygotowania do roli Tommy’ego?

– Fakt, że jako Irlandczyk wcielam się w tego konkretnego angielskiego żołnierza, miał sens, bo przecież Shelby był robotnikiem z Birmingham, nikim wysoko urodzonym. System i wojsko kompletnie go przemieliły, a wszyscy wiemy, ilu młodych chłopaków zostawiło życie w okopach. Nie żywi więc żadnego szacunku wobec władzy ani arystokracji…

…a to jest przecież bardzo irlandzkie.

– To czyniło tę rolę tak interesującą – kontynuuje Murphy. – Do tamtej pory brytyjska kultura mitologizowała elity, a nie klasę robotniczą.

W filmie Anglii grozi niemiecka okupacja. Z kolei Irlandia była okupowana przez Anglię.

– Widzę te punkty wspólne. Film ma jednak przede wszystkim bawić – przyznaje aktor.

Zagalopowaliśmy się w historycznych nawiązaniach, a przecież rozmawiamy o produkcji sensacyjnej.

– W „Nieśmiertelnym” polityka jest gdzieś bardzo, bardzo daleko w tle – ciągnie Cillian. – Jeśli ktoś chce się w nią zagłębiać, proszę bardzo. Nam jednak przede wszystkim chodzi o satysfakcjonujące zakończenie.

Cillian uwielbia domykać historie.

Kiedy sesja zmierzała ku końcowi, panowała atmosfera odprężenia. Były żarty, śmiech.

– Cillian, jesteś gotowy? – pyta fotografka.

– Ja się taki urodziłem! – aktor odpowiada i ustawia się we wskazanym miejscu.

Tu już ostatnie zdjęcia.

Czekam, aż ktoś nagle wykrzyknie: „That’s a wrap!”, ale tak się nie dzieje.

Po rozmowie natykam się na Cilliana jeszcze raz. Tuż przy wyjściu z hotelu. Podchodzi, podaje mi rękę i mówi: – Miło było pogadać.

A ja wracam do siebie obejrzeć „Left-Handed Girl”.

Bo nadal mi głupio.

 

Sesja odbyła się w ramach premiery filmu „Peaky Blinders: Nieśmiertelny”, dostępnego w serwisie Netflix.

Zdjęcia Tatiana i Karol

Grooming Gareth Bromell/A-Frame Agency

Koordynacja stylizacji Karla Gruszecka

Krawcowa Nafisa Tosh

Asystent fotografów Luca Pellegrino

Asystentka stylistki Paulina Tarnowicz

Produkcja Zbigniew Szymańczyk

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

Adam Driver to aktor nieprzeciętny

Adam Driver: Aktor, który nie znosi oglądać siebie na ekranie. Czy dlatego jest najlepszy na świecie?

Scorsese nazwał go najwybitniejszym aktorem swojego pokolenia. Nolan go obsadził. Spielberg też. A on wciąż wymyka się z premier, gdy gasną światła – żeby nie musieć patrzeć na samego siebie. Adam Driver to najbardziej intrygująca sprzeczność współczesnego Hollywood.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Mateusz Banasiuk zegarki

Nosi na nadgarstku swoje wspomnienia. Mateusz Banasiuk o swoich zegarkach

Jako nastolatek mijał go niemal codziennie w przejściu podziemnym. Patrzył, odkładał pieniądze, marzył. W końcu kupił. I stracił w miejscu, gdzie najmniej się spodziewał. Dziś Mateusz Banasiuk ma kolekcję zegarków, z których każdy nosi historię ważnego momentu. Aktor Opowiada, dlaczego bez zegarka na nadgarstku nie wyjdzie z domu i czemu żadnego nigdy nie sprzedał.

Livka na Orange Warsaw Festival

Livka: „Chciałabym, żeby ludzie dalej marzyli”

Marzenia są po to, żeby je spełniać. Tak głosi słynne powiedzenie, a kariera Livki, która marzyła o występowaniu na scenie od dziecka, jest żywym dowodem na to, że wszystko jest możliwe.

Anthony Boyle w wywiadzie specjalnie dla GQ Poland

Aktor Anthony Boyle: od „Harry’ego Pottera” do antykapitalistycznego buntu w Cannes

Broadway, Spielberg, Netflix, Festiwal Filmowy w Cannes. Anthony Boyle jest wszędzie, ale nigdy nie zapomina, skąd przybył. Przy okazji festiwalowej premiery „I See Buildings Fall Like Lightning” irlandzki aktor opowiada GQ Poland o tym, co napędza jego bohaterów – i jego samego.

Robert Biedrzycki

Hojny kibic. Robert Dobrzycki nie tylko o piłce

Robert Dobrzycki jest wizjonerem. Nie miał nawet 30 lat, kiedy zaczął od zera budować w Europie potęgę Panattoni. Dziś jest współwłaścicielem i CEO firmy w Europie, Indiach i krajach Bliskiego Wschodu. Nie kupuje luksusowych dóbr, ale w czasie aukcji charytatywnych wydaje ciężkie miliony. Ostatnio rozbił transferowy bank Ekstraklasy, sprowadzając do Widzewa Łódź kilka prawdziwych gwiazd.

EN_01676939_0744

Kosmiczne marzenia Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego

Widok Ziemi z orbity go zachwycił. Przyznaje jednak, że tym bardziej tęsknił wtedy za rodziną. – Cieszę się, że jestem już z najbliższymi – mówi Sławosz Uznański-Wiśniewski, inżynier i astronauta, drugi Polak w kosmosie i pierwszy, który przebywał na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Martyna Wojciechowska

Wszystkie drogi Martyny Wojciechowskiej. Czy czuje się inspiracją dla młodych ludzi?

Po zdobyciu Everestu sporo się w jej życiu wydarzyło. – Chcę to opowiedzieć światu – zapowiada Martyna Wojciechowska, dziennikarka, podróżniczka. Jej najnowsza książka „Przesunąć horyzont. 20 lat później” właśnie ukazała się na rynku.

Paweł Dutkiewicz prowadzi urokliwe miejsce na Sycylii

Paweł Durakiewicz rzucił alkohol, korporację i buty. Dziś prowadzi najbardziej niezwykłe miejsce na Sycylii

Minus dziesięć stopni, śnieg i lód pod stopami. Paweł Durakiewicz biegnie boso przez półmaraton, zostawiając za sobą ślady krwi. Jeszcze kilka lat wcześniej codziennie pił alkohol i nie chciał żyć. Dziś mieszka na Sycylii, prowadzi ośrodek terapii uzależnień i mówi, że największym rekordem nie był Guinness, ale odzyskanie kontroli nad własnym umysłem.