PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
Pilates był mężczyzną. Skąd mit, że to trening tylko dla kobiet?

Sport

Pilates był mężczyzną. Skąd mit, że to trening tylko dla kobiet?

Niedawno okazało się, że Ed Sheeran swoją życiową formę zawdzięcza pilatesowi. Co jednak sprawia, że wciąż jest to mało atrakcyjny rodzaj treningu dla mężczyzn?

Udostępnij

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland

Kinga Nowicka
26.12.2025

Twórca pilatesu, Joseph Pilates, mówił: „Po 10 sesjach poczujesz różnicę, po 20 zobaczysz ją, a po 30 będziesz mieć całkiem nowe ciało”. Brzmi kusząco, prawda? Dowodów potwierdzających tę obietnicę nie brakuje. Podobnie jak miejsc do ćwiczeń. Co więc sprawia, że to wciąż mało atrakcyjny rodzaj treningu dla mężczyzn? Przyczyn może być kilka, a większości z nich należy szukać raczej w głowie niż w ciele.

Na pilates na reformerach chodzę od ponad roku. W tym czasie byłam w kilku różnych studiach i nigdy nie ćwiczyłam obok żadnego mężczyzny. I tylko dwa razy zdarzyło mi się, że minęłam jakiegoś na korytarzu, a jego strój wskazywał, że musiał być na zajęciach przede mną. Żeby nie zakłamywać rzeczywistości, zrobiłam rekonesans wśród moich koleżanek, które również ćwiczą pilates – miały podobne doświadczenia. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje, szczególnie że widywałam już ćwiczących mężczyzn na macie na zajęciach jogi, choć to również były pojedyncze przypadki. Co sprawia, że pilates – także ten na maszynach, które osobiście uważam za wspaniały wynalazek – ich nie przyciąga? Postanowiłam podrążyć temat i porozmawiać z ekspertami: od ciała i od głowy.
 

Kocie ruchy i cadillac

Ale zacznijmy od początku. Twórca metody, Joseph Pilates, miał podobno zainspirować się… kotami. W wywiadzie z 1962 roku wspominał, że podczas internowania w czasie I wojny światowej na brytyjskiej wyspie Man obserwował ich ruchy, rozciąganie – i doszedł do wniosku, że to właśnie regularna praca z ciałem stoi za ich zwinnością oraz energią. Równolegle zaczął opracowywać własny zestaw ćwiczeń, które pomagały współinternowanym utrzymać formę i szybciej wracać do sprawności po chorobach czy urazach.

Po wojnie wyemigrował do Nowego Jorku. W 1926 roku na Manhattanie, wraz z żoną Clarą, otworzył studio, w którym zaczął propagować swoją „kontrologię” (ang. contrology), jak początkowo nazywał metodę. Uważał, że przez ćwiczenia najpierw odzyskujesz pełną kontrolę nad własnym ciałem, a z czasem także naturalny rytm i koordynację. To właśnie w nowojorskim studiu Josepha i Clary – obok ćwiczeń na macie – pojawiały się też prototypy charakterystycznych dziś urządzeń: wczesne wersje reformera i cadillaca, zbudowane na bazie sprężyn i prostych konstrukcji, które miały wspierać ruch, a nie go zastępować.

„Kontrologia” przyciągała osoby wracające do formy po kontuzjach, a także ludzi sceny – w tym mężczyzn: aktorów, takich jak Laurence Olivier, oraz choreografów i tancerzy, m.in. George’a Balanchine’a, Jerome’a Robbinsa czy Rona Fletchera, który później rozwinął własną szkołę – czyli środowisko, które szczególnie ceniło precyzję i pracę nad kontrolą ruchu. Co ważne, pilates nigdy nie adresował swojej metody wyłącznie do jednej płci i opisywał ją jako drogę do lepszej sprawności dla każdego.
 

Najpierw świadomość, potem rzeźba

Pilates nie jest więc treningiem tylko dla kobiet – to mit. Skąd się wziął? O tym za chwilę. Jednocześnie fakt jest taki, że ciała kobiet i mężczyzn różnią się m.in. za sprawą hormonów, co bywa odczuwalne w pracy nad mobilnością, elastycznością czy siłą. Jak to wygląda w praktyce, tłumaczy mi Paulina Mira – nauczycielka Stott Pilates, fizjoterapeutka i założycielka MIRA Studio Terapii na warszawskim Powiślu. – U kobiet wyższy poziom estrogenów rozluźnia struktury więzadłowe, szczególnie w obrębie dużych stawów, co może sprzyjać większej mobilności. U mężczyzn z kolei wyższy poziom testosteronu wpływa na rozwój tkanki mięśniowej – a im więcej masy mięśniowej, tym zwykle trudniej o elastyczność i zakresy ruchu.

Jak podkreśla Paulina, kluczowa jest jednak świadomość ciała: coś, co dostajemy od natury w pewnym sensie „losowo”, ale co możemy rozwijać przez całe życie – wielotorowo i niezależnie od płci. A to właśnie połączenie świadomości, siły, elastyczności i mobilności jest sednem pilatesu. Dlatego ta metoda pozostaje obszarem treningu i rozwoju zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. A jakie korzyści może przynieść tym drugim? – Wszystko, co w męskim ciele ciasne i sztywne – przody bioder, odcinek lędźwiowy kręgosłupa, tylna grupa mięśni uda, obręcz barkowa – będzie szczęśliwe, gdy damy tam pilatesowy ruch i uelastycznienie – mówi Paulina.

Fizjoterapeutka zaznacza, że w tej metodzie nie chodzi wyłącznie o „rozciąganie”, lecz o zgranie ruchu ze świadomym oddechem i równoważącą pracą mięśni głębokich, czyli tzw. core, który stabilizuje ciało. W tym sensie pilates może być brakującym ogniwem w męskim treningu – szczególnie u tych, którzy ćwiczą intensywnie i obciążają ciało w sportach takich jak bieganie, tenis, triathlon czy narciarstwo. Paulina podkreśla również, że pilatesu nie można traktować jak „magicznej tabletki” na wszystkie dolegliwości, ale potrafi on realnie wesprzeć ochronę kręgosłupa oraz przyspieszyć bezpieczny powrót do formy po urazie.
 

W erze #PilatesGirls

Skoro nie ma żadnych zdrowotnych przeciwwskazań, by mężczyźni trenowali pilates – ba, mogli wyciągać z niego wyraźne korzyści – dlaczego wciąż tak mało widać ich na zajęciach? Tym bardziej że pilates stał się powszechnie dostępny i już dawno przestał kojarzyć się wyłącznie z „treningiem z kolorową piłką”.

Raporty i dane z aplikacji rezerwacyjnych pokazują, że to jeden z najchętniej wybieranych formatów. Zauważalnie rośnie też liczba studiów oferujących pilates na maszynach – jeszcze kilka lat temu w samej Warszawie było ich kilka, a dziś jest ich kilkadziesiąt. Reformery przestały być kojarzone z treningiem „dla wybranych”, a ceny karnetów stały się bardziej przystępne. Równolegle zmienia się też to, jak wyglądają same studia: wiele z nich kusi „instagramowymi” wnętrzami oraz dodatkowymi atrakcjami – od wieszaków z odzieżą do ćwiczeń, przez matchę i wspólne śniadania po treningu, po testowanie kosmetyków.

Media społecznościowe też robią swoje: trend „pilates girl” zamienia praktykę w konkretną estetykę i styl życia. Choć to świetnie buduje społeczność, jednocześnie sprawia, że cała oprawa bywa projektowana przede wszystkim z myślą o kobietach – nic więc dziwnego, że wielu mężczyzn zwyczajnie się w niej nie odnajduje. Dlatego też niektóre studia zaczęły proponować zajęcia „tylko dla mężczyzn”. To dla niektórych zapewne bywa dobrym progiem wejścia, choć jednocześnie może sugerować, że mężczyźni potrzebują osobnej kategorii, żeby w ogóle zacząć.
 

Pilates był mężczyzną, ale jego metoda jest za mało „męska”?

To, że pilatesowi przyczepiono łatkę „treningu dla kobiet”, kojarzącego się z delikatnym ruchem i kobiecą przestrzenią, dostrzega Kuba Głąb, trener i współzałożyciel warszawskiego Palm Studio. Choć przyznaje, że mężczyźni mimo wszystko przychodzą na zajęcia – albo z polecenia partnerek, albo w poszukiwaniu treningu, który pomoże im zredukować dolegliwości bólowe – uważa, że jednym z czynników zniechęcających mężczyzn do treningów na reformerach jest także niewielka liczba męskich instruktorów i nauczycieli, co jednak stopniowo się zmienia.

Faktycznie – szukając męskich instruktorów na Instagramie, trafiłam nie tylko na Kubę, lecz także na Adama Macha, który na co dzień prowadzi zajęcia w Spring Pilates, a także w Polka Pilates – pierwszej reformerowni w Polsce. Mówi, że na jego zajęcia trafiają zarówno kobiety, jak i mężczyźni. A jeśli chodzi o estetyczny klimat niektórych miejsc z pilatesem, Adam zauważa, że może on część mężczyzn odstraszać, ale jednocześnie – bardzo słusznie – przywołuje prostą analogię: na siłowni, gdzie mało kto zwraca uwagę na wystrój, ćwiczą też kobiety i nikogo to nie dziwi.

Jak fakt, że pilates bywa postrzegany jako przestrzeń stricte kobieca, wpływa na decyzje mężczyzn, nawet jeśli wiedzą, że ćwiczenia mogłyby im pomóc? Psycholog Michał Sawicki tłumaczy, że uruchamia się tu prosty łańcuch: – Przekonania powodują myśli, myśli aktywują emocje – np. niechęć lub wstyd, a emocje z kolei są motywatorem działań, czyli w tym przypadku rezygnacji z pilatesu. Dodaje, że dla części mężczyzn problem zaczyna się jeszcze wcześniej: – Nikt ich nie uczy o tym, że mogliby pójść na pilates. Co więcej, niektórzy mogą nie znać tego słowa. Mężczyzna musiałby więc włożyć ekstrawysiłek, żeby zakręcić się wokół tematu pilatesu lub szczęśliwie ktoś mu rzetelną wiedzę na ten temat przekazał – mówi.

Choć na Instagramie czy TikToku treści promujących pilates nie brakuje, oprócz merytorycznych publikacji bardzo często są to również filmiki, w których mężczyźni wylewają siódme poty podczas rozjazdu na reformerze albo ledwo podnoszą nogę. Intencją – poza wstrzeleniem się w algorytm – jest oczywiście puszczenie oka do odbiorców i pokazanie wysokiego poziomu trudności. Ale Adam Mach uważa, że nie tędy droga. – Skoro widzisz mężczyzn, którzy nie potrafią czegoś zrobić, a obok stoi szczupła kobieta, która robi to samo z łatwością i szerokim uśmiechem, możesz pomyśleć: „To nie jest dla mnie”.

Psycholog Michał Sawicki potwierdza, że takie treści mogą wzmacniać niechęć i niepewność, nawet jeśli w założeniu mają być tylko niewinnym żartem. – Są one po prostu przemocowe – dodaje. Zwraca również uwagę na działający – i szkodliwy – w naszej kulturze mechanizm zawstydzania: mężczyzna ma być „dzielny, silny”, a potknięcie czy bezradność w nowej aktywności łatwo są czytane jako „ujma”. – Największa krytyka dla mężczyzn to odebranie im tej społecznie rozumianej „męskości” – mówi psycholog. – Dzieje się to często przez określanie ich epitetami żeńskimi czy cechami przypisywanymi kobietom. Któż nie zna powiedzeń: „chłopaki nie płaczą” albo „marudzisz jak baba”. Tymczasem dla mnie męskość to umiejętność stawania ponad stereotypy i realizowania siebie po swojemu.

Na poziomie potocznych wyobrażeń łatwo byłoby stwierdzić, że mężczyźni „potrzebują” sportów, które pozwalają udowodnić siłę – siłowni, sportów kontaktowych, biegania – a formy kojarzone z uważnością i spokojem są „nie dla nich”. – Niekoniecznie – mówi psycholog. – Kobiety też lubią rywalizację, choć rzeczywiście biochemicznie mężczyzn do takich aktywności może popychać testosteron. Wszystko jednak zależy od norm społecznych. Mężczyznom łatwiej przyznać się do jogi niż do pilatesu, bo joga nie ma tak silnie przypisanej w wyobraźni „kobiecej natury”. Tę „naturę” wsadzam w cudzysłów, bo to określenie jest po prostu błędne.
 

Bądź jak Ronaldo, czyli na przekór stereotypom

Zatem to, że pilates wciąż bywa „zakładnikiem” kobiecej estetyki, nie wynika z tego, że naprawdę jest tylko dla kobiet ani że mężczyźni nie mogą go ćwiczyć. To kwestia przekonań – wielu mężczyznom po prostu wydaje się, że to nie jest aktywność dla nich. Dobrym przykładem jest choćby Cristiano Ronaldo (czy wspomniany Ed Sheeran!): żywa piłkarska legenda i ikona żelaznej formy, który pilates ćwiczy od lat. Jednak nawet gdy pojawiają się informacje, że tacy topowi sportowcy jak on wplatają do treningu pilates (bo chcą uniknąć kontuzji, a co za tym idzie – utraty milionowych kontraktów), to wcale nie musi to działać jak argument „za”. – Przekonania, w tym stereotypy, nie lubią faktów albo je pomijają – podkreśla Michał Sawicki.

Co więc w praktyce ma szansę zadziałać na mężczyzn, którzy do pilatesu, reformera czy innego cadillaca podchodzą nieufnie? Kuba Głąb rozumie ideę „męskich” zajęć, jednak Palm Studio konsekwentnie stawia na inkluzywność, jednocześnie próbując mówić językiem, który ułatwi mężczyznom ten pierwszy krok. Kuba prowadzi autorskie sesje Fitness Reformer. – Z moich doświadczeń wynika, że wielu mężczyzn łatwiej przekonać do reformera wtedy, gdy czują w treningu intensywność, strukturę i jasny cel. Te zajęcia świetnie wpisują się w ten sposób pracy: są techniczne, mocne, ale jednocześnie bardzo świadome ruchowo. Zwraca też uwagę, że sam sposób pracy na maszynie potrafi obalać stereotypy. – Trzeba wiedzieć, że sprężyny to nie sztanga: lżejsza sprężyna często oznacza większe wyzwanie, a wolny ruch wcale nie znaczy łatwy. Wielu mężczyzn jest zaskoczonych, że nie da się „przepchnąć” ćwiczenia samą siłą.

Można zacząć również od treningów indywidualnych, które – jak mówi Adam Mach – są często wybierane przez mężczyzn. Jego własna droga do pilatesu była daleka od „lifestyle’u”. Zaczął od rehabilitacji po wypadku. – Zobaczyłem w tym ogromną wartość. To system ćwiczeń, który odpowiada zarówno na potrzeby sportowców, jak i tych siedzących wiele godzin przy biurku. Efektem jest lepsze czucie ciała – dla wielu brzmi to abstrakcyjnie, ale po kilku treningach nabiera sensu. Inaczej stoisz, siedzisz, ruszasz się. A gdy sięgasz po zgrzewkę wody w markecie, nagle okazuje się, że robisz to lepiej: używasz innych mięśni – opowiada. Pytam Adama, jak reagują mężczyźni, kiedy słyszą, że trenuje pilates i uczy innych. – Często dopytują, czy chodzi o to „rozciąganie z piłeczką na macie”, które kojarzą z Instagrama – mówi. Dopiero kiedy dowiadują się, jak w rzeczywistości wygląda trening na reformerze, zaczynają się nim interesować.

To „odczarowywanie” często dzieje się dopiero z czasem i jak zauważa Paulina Mira – wiele zależy od wieku. – U młodszych mężczyzn pojawia się element wstydu i skojarzenie z „kobiecą” stroną pilatesu, więc taka forma ruchu nie wydaje im się atrakcyjna. U dojrzałych mężczyzn ból i ograniczenia stają się natomiast najlepszą motywacją – mówi. – Wielu z nich ma już za sobą doświadczenie, że siłownia, tenis, crossfit czy inne obciążające sporty potrafią dokładać dolegliwości zamiast pomagać się ich pozbyć. Wtedy pilates zaczyna działać jak brakujący balans i nowy wymiar sprawności ciała. Mira trafnie pointuje też coś, co dotyczy nie tyle „kobiecych” czy „męskich” treningów, ile po prostu współczesnego stylu życia. – Pamiętajmy, że duża część dzisiejszych 50–60-latków ostatni raz dotykała palcami podłogi w skłonie w podstawówce. A po dłuższej praktyce pilatesu odzyskuje się właśnie tę dawno utraconą, a kluczową elastyczność i komfort we własnym ciele.

Dlatego może nie ma co na siłę robić z pilatesu „treningu dla facetów” ani też odbierać kobietom oswojonej przestrzeni, ale po prostu zaufać metodzie, która od lat realnie działa – niezależnie od płci.

PS To z kim widzę się na zajęciach?

Kinga Nowicka

Z dziennikarstwem związana od ponad dekady. Pracowała w redakcjach magazynów drukowanych i online, gdzie pisała m.in. o modzie, urodzie i kulturze. Ma również doświadczenie w content marketingu, które zdobywała przy projektach dla międzynarodowych marek. W tekstach najchętniej opowiada o ludziach – ich pasjach i doświadczeniach – a także o tym, jak żyć lepiej i bardziej świadomie. Uznaje książki tylko w wersji papierowej, rowerem najchętniej jeździ poza miastem i pije czarną kawę – bez cukru.

Czytaj więcej

Podsumowanie mundialu 2026

Zmiennicy, zmiana warty i rozstania. Czy futbol obronił mundial?

Przed startem mistrzostw świata nie brakowało obaw o poziom, ingerencje polityczne i formę najlepszych drużyn. Jak było w praktyce? Podsumujmy mundial po finałowym meczu.

Sergio Ramos Hiszpania Argentyna

W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie

Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.

Mundial 2026: pierwszy w historii mistrzowski pierścień FIFA

Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA

Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.

Ferran Torres Argentyna Hiszpania

Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron

W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Bukayo Saka podczas meczu Anglia-Francja na mundialu 2026

Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja

To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.

Lionel Scaloni i Luis De La Fuente podczas mundialu 2026

Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?

Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.

Djed Spence Anglia-Argentyna

Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo

Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.

Mikel Oyarzabal w meczu półfinałowym z Francją

Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.