Ostatni koncert Pepa Guardioli – o dziedzictwie wybitnego trenera
PARTNERZY SERWISU
Sport
Ostatni koncert Pepa Guardioli – o dziedzictwie wybitnego trenera
Piski pod sceną, śpiewy tłumów, radość i wzruszenie, gdy na telebimach pokazywano główną gwiazdę. Manchester City po dekadzie pożegnał Pepa Guardiolę jak gwiazdę rocka, która już nie ma sił na granie swoich największych hitów.
Udostępnij

Pep Guardiola żegna się z Manchesterem City Autor zdjęcia: Getty Images
Było wiele kultowych kapel muzycznych, które kończyły działalność na wypełnionym stadionie, w nabitej ludźmi hali i dostarczyły historycznego performance’u. Queen na swój finisz grania w oryginalnym składzie zebrało 120 tysięcy ludzi w Knebworth Park. The Police kończyli w słynnym Madison Square Garden w Nowym Jorku. Black Sabbath wybrali grę u siebie, w Birmingham, po trwającym osiemdziesiąt koncertów na całym świecie tourze. Ale już the Beatles po prostu wyszli na dach, bez żadnego ogłaszania swojego show, w samym środku Londynu. Po trzech kwadransach zjawiła się policja, by ich uciszyć.
W ostatni poniedziałek przy 25 tysiącach fanów swój ostatni koncert dał Pep Guardiola. Tym razem z dala od boiska, nawet nie na sali konferencyjnej, choć wyliczono, że w ciągu dekady w Manchesterze City spotykał się z dziennikarzami ponad tysiąc razy. Przedstawicieli mediów miał już dosyć, więc pytania zadawali jego piłkarze, osobowości związane z Manchesterem City.
Na scenie hali stojącej blisko stadionu pojawił się nawet Vincent Kompany – kolejna klubowa legenda, która jeszcze dzień wcześniej poprowadziła Bayern Monachium do triumfu w finale Pucharu Niemiec. Show miało być podkreśleniem trofeów zdobytych przez drużyny żeńską i męską w minionym sezonie, ale raz jeszcze było oddaniem hołdu najwybitniejszemu trenerowi w historii City. A może i futbolu?

Pep Guardiola i Bernardo Silva Autor zdjęcia: Getty Images
Okiełznać chaos
O tym zaraz. Zatrzymajmy się na chwilę przy samej Anglii. Guardiola po dziesięciu latach odchodzi z Manchesteru City i opuszcza Premier League – rozgrywki, których krajobraz całkowicie odmienił. Przemeblował układ sił na rynku krajowym i lokalnym. Sir Alex Ferguson, legendarny menedżer United, powiedział kiedyś, że za jego życia City nigdy nie będzie zdecydowanym faworytem derbów Manchesteru.
Chociaż wzbogacony pieniędzmi funduszu ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich klub jeszcze przed Guardiolą zdobywał tytuły, to Hiszpan jeszcze mocniej podkreślił różnicę między miejskimi rywalami. Przez dziesięć lat ani razu nie kończył sezonu poniżej United. Ferguson, zresztą, w pierwszych latach budowania nowego City mówił o przeciwnikach dosyć lekceważąco – jako „głośnych sąsiadach”. Teraz to błękitna strona miasta może się tak zwracać do tej czerwonej i jej podrygów w celu przywrócenia dawnego blasku.
Guardiola ustabilizował coś, co zaczęło się w 2008 roku od chaosu. Gdy fundusz z Abu Zabi przejął City, to szybciej wiedzieli o tym dziennikarze niż pracownicy klubu, a w dniu inwestycji starano się jeszcze dokonać kilku spektakularnych transferów. Zresztą, na jego przyjście przygotowywano się kilka lat, zbudowano światowej klasy centrum treningowe, kompletowano ludzi do struktur, których on znał i sprowadzano piłkarzy pod styl gry. Ale styl jeszcze trzeba było wdrożyć i to w jednej z najbardziej odpornych na zewnętrzne wpływy futbolowych kultur.
Guardiola to przede wszystkim styl, koncepcja gry. O tym może się nie zapomina, ale na Wyspach w ostatnich dniach pisano głównie o trofeach, podbojach, zawodnikach, rywalizacjach z trenerami i nawet kontrowersjach związanych z trwającym sporem klubu z Premier League. Guardiola odchodzi, nie znając decyzji w sprawie 115 zarzutów oszustwa finansowego również w latach, gdy Hiszpan zarządzał drużyną.
Na pożegnanie jeden z felietonistów „Guardiana”, Barney Ronay, pisał również, żeby nie zapominać o tym, że ze swoimi zwycięstwami, pamiętnymi meczami i zatrudnianymi gwiazdami Guardiola był twarzą jednego z najbardziej spektakularnych przykładów sportswashingu. „Te czynniki nie dyskredytują spuścizny Pepa, one nią są” – wskazywał dziennikarz, podkreślając, że we współczesnym futbolu nawet najwspanialsza historia ma swoją ciemną stronę.
Nawet najbardziej zaciekły przeciwnik Guardioli – Jose, witaj ponownie w Madrycie – nie zaprzeczy, że zdarzył się on w najlepszym dla futbolu momencie. W pierwszej dekadzie XXI wieku taktyka zaczęła odgrywać coraz większe znaczenie. Rósł wpływ trenerów-strategów jak Jose Mourinho czy Rafa Benitez. Barcelona, która była od czasów Johana Cruyffa wyznacznikiem tego, co w futbolu estetyczne, poza dwoma sezonami Franka Rijkaarda nie potrafiła odbudować swojej potęgi.
Zresztą, o zawieszeniu w jakim znalazł się wówczas futbol świadczy to, że latem 2008 roku, gdy szukano następcy Holendra, w Barcelonie rozpatrywano Mourinho i młodego trenera rezerw klubu, właśnie Guardiolę. Klub mógł obrać jedną z dwóch bardzo różnych dróg do sukcesów i właśnie ta – własnego wychowanka – nie była wówczas tak oczywista.

Tak kibice żegnali Guardiolę Autor zdjęcia: Getty Images
Autorskie idee
Tamta decyzja szefostwa klubu zmieniła bardzo wiele. Nie dlatego, że w Barcelonie, a później Monachium czy Manchesterze kluby wypełniły swoje gabloty pucharami (w City aż dwudziestoma!) ale ze względu na przykład idący z góry. Guardiola nie był pierwszy, sam wielokrotnie powtarzał, że jest uczniem Cruyffa, który z kolei wiele zawdzięczał Rinusowi Michelsowi.
Ale idee piłkarskie nie różnią od pomysłów czy innowacji z innych dziedzin życia. Według teorii Everetta Rogersa ich rozprzestrzenienie zależy od tego, czy inni uznają, że coś „nowego” jest lepsze, czy pasuje do standardów, jak łatwo jest to wdrożyć, czy są zauważalne efekty oraz: czy można po prostu spróbować, zanim się na to rozwiązanie zdecyduje.
Guardiola dał więc ideę, a futbol – możliwość. Hiszpan szybko zaczął wygrywać i to w spektakularnym stylu, więc przyciągnął uwagę. Pierwsza dekada XXI wieku to także ogromny skok jakościowy w szkoleniu piłkarskim (także za sprawą Hiszpanii), więc i kolejne roczniki potrafiły oraz rozumiały coraz bardziej kompleksowe rozwiązania.
Futbol Guardioli, jak wiele razy podkreślał, opierał się na prostych koncepcjach właściwego rozstawiania się na boisku w konkretnych momentach, poruszaniu się i umiejętnym, szybkim operowaniu piłką. Lubił powtarzać, że jego zadaniem jest doprowadzenie jego zespołu do trzydziestego metra od bramki przeciwnika, a potem działała już magia i umiejętności piłkarzy.
Jego przenosiny z Hiszpanii do Niemiec i później do Anglii tylko przyspieszały rewolucję. Nawet jeśli w przyzwyczajonej do intensywności i fizyczności Bundeslidze prym zaczęła wieść nudna dla gospodarzy kontrola, a osiągnięcia z Bayernem deprecjonowano. Szef szkolenia tamtejszego związku twierdził nawet, że Pep powinien zajrzeć do niższej ligi i tam spróbować krzewić swoją ideę gry pozycyjnej, technicznej.
Z kolei w Anglii triumfowano, gdy w pierwszym roku Guardiola nie zdobył mistrzostwa i wyśmiewano go, gdy krzywił się na pytania o wślizgi, piłki niczyje (niezwykle ważne na Wyspach) i mówił, że on tego nie uczy. Pytań o to zaś, czy zamierza się zmienić i zaadaptować do kultury oraz warunków było pełno – do pierwszego mistrzostwa ze stoma zdobytymi punktami i kilkunastoma rekordami pobitymi po drodze. I potem to Premier League adaptowała metody Guardioli.

Pep Guardiola przechodzi przez szpaler honorowy podczas ceremonii pożegnalnej po meczu Manchester City z Aston Villa Autor zdjęcia: Getty Images
Nie ma nudy
Nagle drużyny nawet w bardziej skrajnej formie niż ta Guardioli zaczęły wyrastać na całym świecie. Model gry stał się jednocześnie modelem szkolenia, myślenia czy rozmowy o piłce, ale także – przyczyną wielkiego podziału, który widoczny jest do dziś.
Zaczęło się w Barcelonie. Trwało to niemal dwanaście lat: rywalizacja Guardioli z Mourinho, jasnej i ciemnej strony futbolu. Portugalczyk nie był materią odporną na sposoby Hiszpana, po prostu był ich przeciwieństwem. Ścierali się prowadząc odpowiednio trzy i pięć klubów (najczęściej: Barcelona kontra Madryt), w rozgrywkach krajowych i kontynentalnych. Ich konferencje prasowe przyciągały uwagę mediów z całego świata. Zdarzały się przepychanki słowne trenerów i fizyczne – między piłkarzami ich drużyn. Zawsze iskrzyło.
To może być jeden z większych komplementów sprawionych Guardioli: oszczędził futbol przed nudą, choć nie tylko za sprawą samego stylu gry – czasem porywającego, a czasem zabijającego emocje, gdy jego drużyny notowały rekordowe posiadanie piłki. To ostatnie nagle zaczęto postrzegać jako broń defensywną: im dłużej piłka jest po naszej stronie, tym mniej czasu ma rywal, by cokolwiek z nią zrobić. Chyba że było się Mourinho twierdzącym, że u tego, kto ma piłkę, rosną szansę na popełnienie błędu.
„To była cholernie dobra zabawa” – mówił na pożegnanie Pep zarówno na boisku po porażce w ostatnim meczu, jak i na scenie pod koniec klubowej imprezy. Futbol może tylko przytaknąć. Hiszpan objawił się w najlepszym dla tej dyscypliny momencie i opuszcza ją, gdy idei jest całe spektrum. Takiego bogactwa taktycznego jeszcze nie było, nawet jeśli obecnie dominującymi są rozwiązania bardziej fizyczne, bezpośrednie i strategiczne.
Ale on nie musi już walczyć, woli odpocząć. Noel Gallagher, który jest wielkim kibicem City oraz jednym z ambasadorów klubu kompletnie się temu nie dziwi. Muzyk Oasis przeprowadził z Guardiolą pierwszy wywiad Hiszpana na Wyspach, potem przecinali się wielokrotnie, czy to na meczach, czy na backstage’u koncertów Anglika. Mówił, że w trakcie niemal sześciuset meczów, na ponad tysiącu konferencji i w ciągu dziesięciu lat dźwigał odpowiedzialność za całą instytucję. Był twarzą tego wszystkiego, czym stało się City, ale można spokojnie to rozszerzyć i powiedzieć o Guardioli jako liderze idei.
Teraz schodzi ze sceny i ma odpocząć, poświęcić się rodzinie. Niczego nie zamyka, nie wyklucza. Prosi kibiców o uściski, gdy zobaczą go w jakimś zakątku świata. Może jeszcze rozważy pracę, może ściągnie go to, co Mourinho robi po powrocie do Realu Madryt. A może Gallagher mu powie, jak to jest rozstać się z pasją, ideą (jaką było Oasis), by potem mimo animozji (z bratem) do niej wrócić i zagrać jeszcze kilka wielkich koncertów, przypomnieć o największych hitach.
Dziennikarz TVP Sport, wcześniej pracował w Sport.pl, Viaplay i PZPN. Był korespondentem na mistrzostwa świata i Europy, pracował na stadionach Premier League, bacznie przygląda się Ekstraklasie, a z pasją realizuje trenersko w niższych ligach. Autor dwóch książek o futbolu: „Polska myśl szkoleniowa” oraz „Jak (nie) grać w Europie”.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sport
W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie
Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.
Sport
Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA
Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.
Sport
Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron
W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.
Sport
Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja
To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.
Sport
Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?
Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.
Sport
Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo
Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.
Sport
Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju
Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.
Sport
Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise
Francuski skrzydłowy momentalnie stał się jedną z gwiazd tegorocznego mundialu. Dostarczył nie tylko boiskowych popisów, ale także niespotykanego poziomu aury.