PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Społeczeństwo

Za dużo świąt przed świętami

Jak nie stać się Grinchem i przejść przez sezon świąteczny, zachowując entuzjazm aż do Gwiazdki?

Udostępnij

Za dużo świąt przed świętami

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland

W tym roku pierwszy był chyba Sokół. Kiedy w październiku opublikował świąteczne zdjęcie z życzeniami, część osób myślała, że się pomylił. Ale tak naprawdę tylko wpisał się w pewien trend. Bo czy wszyscy nie zaczynamy świętowania trochę za wcześnie i poświęcamy temu za dużo energii? Po kilku tygodniach jesteśmy już nie tyle zmęczeni, ile przesyceni.

Wielbiciele i wielbicielki świąt, do których się zaliczam, powinni cieszyć się z wiszących wszędzie już od początku listopada dekoracji – tych pięknych, sztucznych prezentów w każdym sklepie, amerykańskich piosenek gwiazdkowych granych non stop i choinek w restauracjach. Ale czy po miesiącu w tej magicznej atmosferze samo Boże Narodzenie nie traci swojej odświętności? Nie jest już tylko kolejnym dniem z bombkami w tle? Śledziki i spotkania towarzyskie są bardzo przyjemne. Ale czy organizowane co drugi dzień nie stają się monotonne? Szczególnie, jeśli wigilii też mamy kilka: z rodziną, z bliskimi partnera, z drugim rodzicem.

– Zauważyłem, że świąteczny entuzjazm jest traktowany jako stan naturalny. Zawsze mam wrażenie, że muszę tłumaczyć ludziom, dlaczego go nie czuję. Najlepiej powiedzieć, że to z powodów wyznaniowych albo jakichś równie poważnych. W tym okresie ciśnienie społeczne i rodzinne na radość i wyrażanie jej kupowaniem jest niewiarygodne. A jak ma się dzieci, gwarantuję też poczucie winy, gdy nie bierze się udziału w tym zbiorowym złudzeniu. Nie mam ochoty kupować innym prezentów i prawdę mówiąc, nie chcę ich też dostawać. Nie potrzebuję tych wszystkich rzeczy – śmieje się Adam. – Poza tym uważam, że świętując intensywnie przez cały miesiąc, robiąc zakupy i biesiadując, jakby święta trwały cztery tygodnie, przyznajemy się do zapatrzenia w Amerykanów, którzy zaczynają pod koniec listopada Świętem Dziękczynienia. To ich tradycja, nie nasza. Oni nie obchodzą naszych andrzejek.


Na własnych zasadach

– Przed świętami ludzie zdecydowanie czują pewne poruszenie, a nawet niepokój. Ale czy człowiek w to wsiąknie, czy złapie dystans, to już sprawa indywidualna. Najważniejsze pytanie brzmi: jak bardzo chcę w tym uczestniczyć, być aktywny w sezonie przedświątecznym. Jeśli ktoś ma taką potrzebę i jest to dla niego ważne – to świetnie – mówi dr Małgorzata Godlewska z Uniwersytetu SWPS.

– Czasami udział w różnych okołoświątecznych spotkaniach firmowych czy zespołowych jest elementem budowania relacji zawodowych i często jest pożądany. Jeśli niechętnie bierzemy w tym udział, to przede wszystkim warto zadać sobie pytanie, czy nasza obecność na pewno jest konieczna. Jeśli jest ważna, to postarajmy się być tam na własnych zasadach. Myślę, że można być serdecznym, a jednocześnie autentycznym i dbającym o własne granice. Jeśli ktoś próbuje nas przytulić, można po prostu powiedzieć, że nie przepadamy za takim kontaktem fizycznym, podać rękę i złożyć serdeczne życzenia.

Czy kupiliśmy się komuś wystarczająco drogi i oryginalny prezent? Albo przeciwnie – czy nie staramy się za bardzo, długo wyszukując prezenty dla innych, a od nich dostajemy coś banalnego? To też bywa przykre. – Wiele zależy od tego, jakie mamy doświadczenia. Jeśli postaramy się i trafnie dobierzemy komuś prezent, nawet kosztowny – ale świadomie zdecydujemy się na to – i prezent sprawi mu przyjemność, to prawdopodobnie będzie to źródłem naszego zadowolenia. Ale nie zawsze tak się to układa. Jeśli obdarowywanie jest na siłę, to chyba nie warto podejmować takiego wysiłku. Wiemy też oczywiście, że co roku wiele prezentów jest zwracanych. Może lepiej przedyskutować temat z najbliższymi, wprowadzić losowanie i każdy kupuje prezent jednej osobie? – zastanawia się dr Małgorzata Godlewska.

– Myślę, że najlepszym sposobem jest przygotowanie listy potrzeb swoich i osób nam bliskich i zrobienie na tej podstawie listy zakupów. Jeśli mamy czas i możliwości, warto robić zakupy poza godzinami szczytu albo wręcz na spokojnie zamawiać część produktów przez internet, co często stanowi oszczędność zarówno finansową, jak i czasową. To też może stanowić czynnik ochronny przed nadmiernym konsumpcjonizmem.
 

Przymus dobrej zabawy

Zaraz po Wszystkich Świętych kroczące powoli przygotowania do Gwiazdki można jeszcze ignorować. Ale już od połowy listopada do kin wchodzą tytuły bożonarodzeniowe, oglądamy reklamy platform filmowych, sklepów internetowych i możemy czuć coraz silniejszą presję, żeby zacząć planować już jakieś działania. Wiele osób na którymś z tych etapów odpada. Czeka na Gwiazdkę, ale traci entuzjazm. Można zapytać: jaki jest twój poziom wytrzymałości na święta?

„Nie lubię świąt w całości. Od momentu, kiedy skończyłem 20 lat, czyli już bardzo długo. Po pierwsze, oderwałem się od tradycji katolickiej. Po drugie, jak widzę, ile energii i pieniędzy ludzie tracą, bo »trzeba« to wszystko zorganizować i »trzeba« zaprosić nawet tych, których się nie chce widzieć, to czuję tylko żal, a nie radość. A choinką jako symbolem jarałem się, jak miałem 5–15 lat. Teraz w ogóle jej nie mam. Lubię nastrój świąteczny, ale wysiłek, jaki większość w to wkłada, jest dla mnie nie do zaakceptowania” – pisze do mnie Łukasz.

Choć oczywiście, nie każdy się z nim zgadza. – Ja jestem raczej z tych, co od września pytają: czy już można? Nie mogę się doczekać całej tej poprzedzającej święta celebracji i zaczynam w listopadzie. Ten nastój sprawia mi przyjemność tylko do Bożego Narodzenia, bo potem staję już w pasach startowych i przygotowuję się na Wielkanoc – przyznaje Dominika. – Więc moja rodzina ma z głowy dekorowanie domu, przygotowania, bo biorę to na siebie. Ale zupełnie świadomie zatrzymuję się poziomie estetyczno-hedonistycznym świąt. Pasterka albo dzielenie się opłatkiem nigdy nie były dla mnie ich częścią. Moja duchowość jest gdzieś indziej. Więc tak, nawet wielbicielki Gwiazdki nie kupują jej w całości.

A jak już dobijemy szczęśliwie do Wigilii? Czy są świąteczne sprawy, których nikt nie znosi, a wszyscy udają, że lubią albo uważają, że powinni? W sondzie wśród znajomych na czele są: składanie życzeń z opłatkiem, wspólne śpiewanie kolęd, rodzinne spacery świąteczne (żeby „spalić kalorie”) i „Kevin sam w domu”. Oraz rodzinne dyskusje. – Niechęć do tradycyjnych świąt, złe skojarzenia z nimi mogą brać się z tego, czego się obawiamy, choć nie zawsze jest to uświadomione. Nikt nie lubi wybuchów kłótni albo konfrontacji. Czymś takim mogą być też głębsze rozmowy, pytania zadawane przez rodzinę, z którą dawno się nie widzieliśmy. O partnera, dzieci, a także o kontynuację jakiegoś projektu zawodowego – podkreśla dr Małgorzata Godlewska. – Oni często pytają ze zwykłej ciekawości, a dla nas mogą to być bardzo ważne, a zarazem trudne pytania. Odpowiadając, musimy sami skonfrontować się z prawdą… albo uciec, ominąć święta. Ale czy to dobry pomysł? Bo jeśli sami poznamy odpowiedź, to przy świątecznym stole możemy rozmawiać z bliskimi, ale już nie na ostro, lecz spokojnie i asertywnie. Czyli z szacunkiem dla własnych emocji i potrzeb, a jednocześnie z dbałością o emocje innych i nasze wspólne relacje. Krótko mówiąc, możemy postawić na wrażliwość i samoświadomość.

Więcej w tym temacie:

Aleksandra Różdżyńska

Pisze o stylu życia, erotyce i filmach. Współpracowała m.in. z „Playboyem”, „Kinem”, „CKM”, NaTemat i Antyradiem. Zajmuje się także promocją młodego polskiego kina, m.in. w Studiu Munka SFP. Jako managerka i animatorka kultury pracowała przy wielu wydarzeniach filmowych, obecnie dyrektorka ds. PR i marketingu międzynarodowego Przeglądu Filmowego Kino na Granicy.

Czytaj więcej

GettyImages-2252015746

STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.

Jak zmieniają się kanony piękna?

Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności

Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?

Kraków czy Barcelona? Jak Polscy turyści postrzegają dziś podróże?

Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?

Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?

GettyImages-2284881886

STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.

1920x1080_meskosc_na_lajkach

Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?

Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?

ARTYKUŁ PARTNERSKI grafika 1

Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta

Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.

1920x1080_marketing_sensoryczny (1)

Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?

To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (91)

Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B

Jak zmienia się miejska mobilność?