PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
Tarot na nowy rok 2026, czyli trochę magii, sporo analizy i zero ucieczki od rzeczywistości

Społeczeństwo

Trochę magii, sporo analizy i zero ucieczki od rzeczywistości, czyli tarot na nowy rok!

Tarot nie jako ucieczka w ezoterykę, lecz narzędzie uważnego czytania współczesności. W rozkładzie trzech kart przyglądamy się temu, co niesiemy jako zbiorowe doświadczenie, jakie napięcia narastają i czego może nam dziś zabraknąć najbardziej: sprawczości, konsekwencji i równowagi między emocjami a rozumem.

Udostępnij

Autor zdjęcia: Art Institute Chicago, Unsplash, kolaż GQ Poland

Na przecięciu starego i nowego roku granica między rytualnością a racjonalnością coraz mocniej się rozmywa, pozostawiając po sobie twórczą niepewność. Spójrzmy w nią razem i zobaczmy, co może z niej wyniknąć. Z tej okazji wcielimy się we współczesne czarownice – takie, które uważnie przyglądają się temu, co jest, by lepiej zrozumieć to, co nadchodzi. Bo wiedźmy naszych czasów są – jak podpowiada źródłosłów – tymi, które wiedzą. Czytają znaki nie tylko z kart tarota czy szklanych kul, lecz także z małych, a zarazem przepastnych ekranów, które nosimy w kieszeniach. Dlatego zaglądamy w przyszłość, rozszyfrowując sygnały ukryte w drobinach codzienności: w fusach społeczno-politycznych informacji, medialnym amalgamacie i symbolice tarota.

W tym celu sięgamy po klasyczny rozkład trzech kart, wyciągniętych przez Agatę Czarnacką, feministyczną tarocistkę, filozofkę polityki i publicystkę. Jak tłumaczy Czarnacka, taki układ pokazuje najpierw to, z czym przychodzimy – nasze tegoroczne doświadczenia i bagaż na dalszą drogę. Następnie odsłania wyzwania oraz możliwości, które przed nami stoją, a na końcu podpowiada, co może okazać się pomocne w nadchodzącym czasie. Innymi słowy, trochę magii, sporo analizy i zero ucieczki od rzeczywistości – bo nawet czarownice czasami zsiadają z mioteł i twardo stąpają po ziemi.


Ósemka Pucharów i obywatelskie obowiązki 

Pierwszą kartą w naszym rozkładzie jest Ósemka Pucharów, zwana również Ósemką Kielichów. Symbolizuje ona zobojętnienie – stan, który niespodziewanie okazuje się istotnym elementem naszego zbiorowego bagażu. W klasycznym przedstawieniu karta ukazuje postać ubraną na czerwono, oddalającą się wzdłuż rzeki ku nieznanemu. W nierozpoznanym kierunku zdaje się zmierzać również współczesna polityka prorodzinna w Polsce.

Jak można było przeczytać na jednym z transparentów podczas tegorocznego Marszu Niepodległości w Warszawie: „Kotki i psiecka nie zastąpią ci dziecka! Polski naród wymiera! Trwa katastrofa demograficzna, a wskaźnik urodzeń w Polsce wynosi dramatyczne 1,16! Demografia to przyszłość”. Transparentowi towarzyszyła ilustracja kobiety z psem w dziecięcym wózku – wizualna metafora, która miała zapewne wywołać poczucie wstydu, paniki lub patriotycznego zrywu. Pozostaje jednak pytanie: czy ktokolwiek, konfrontowany z takim komunikatem, faktycznie poczuł nagłą potrzebę, by pospiesznie udać się do sypialni i wypełnić swój obywatelski obowiązek wobec narodu?

Tak zwane bezdzietne lambadziary, lambadziarze czy osoby lambadziarskie stają się jednak w ramach narracji prorodzinnej wygodnymi figurami winy, odpowiedzialnymi za katastrofę demograficzną. Problem polega na tym, że rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Źródeł spadku dzietności należałoby raczej szukać w trudnościach mieszkaniowych, niepewności ekonomicznej, niestabilnym rynku pracy czy niewystarczającym wsparciu instytucjonalnym dla przyszłych rodziców. Zamiast rozwiązań systemowych pojawia się jednak dobrze znana figura: bezdzietna lambadziara z kotem (a czasem nawet z kocórką!), którą należy napiętnować, zdyscyplinować i moralnie rozliczyć. Być może od czasów polowań na czarownice – trwających od XV do XVIII wieku – niewiele zmieniło się w podejściu do indywidualnych decyzji, dotyczących własnego ciała i wyborów życiowych, zwłaszcza gdy stoją one w sprzeczności z obowiązującymi normami społecznymi. W minionych stuleciach brak realizacji tradycyjnego scenariusza życia rodzinnego mógł wystarczyć, by zostać posądzoną lub posądzonym o czary. Warto przy tym pamiętać, że oskarżenia o konszachty z siłami nieczystymi dotyczyły niegdyś także mężczyzn. I choć dziś stos nie płonie, mechanizm wskazywania winnych pozostaje zaskakująco znajomy. 


Król Buław i performatywna męskość

Kartą prowadzącą nas ku przyszłości jest Król Buław. W klasycznym ujęciu widzimy reprezentacyjnie ubranego, dojrzałego mężczyznę siedzącego na tronie, z buławą w prawej dłoni i koroną na głowie. To karta sprawczości i świadomego obierania kierunku – sygnał, że nadchodzący czas sprzyja przejmowaniu kontroli nad tym, kim jesteśmy i jak chcemy się w świecie ustawiać. W tym sensie Król Buław podpowiada większą świadomość w kwestii performatywności męskości i szerzej – performatywności płci.

Brzmi poważnie, ale idea jest prosta: w znaczeniu kulturowym nie jest wgranym fabrycznie oprogramowaniem, tylko zestawem ról, gestów, stylów i zachowań, które odgrywamy, bo tak nas nauczono. I które – dobra wiadomość – można aktualizować. Skupmy się jednak na mężczyznach. I od razu uspokajamy: nie chodzi nam o postać performatywnego mężczyzny znaną z internetowych memów i lifestyle’owych reportaży. Tego, który wychodzi na miasto z matchą na mleku roślinnym w dłoni, feministycznymi hasłami na ustach i „Szklanym kloszem” Sylvii Plath albo „Gotowymi na zmianę. O mężczyznach, męskości i miłości” bell hooks pod pachą (obie książki szczerze polecamy!). Problem zaczyna się tam, gdzie te rekwizyty działają wyłącznie w przestrzeni publicznej, a po powrocie do domu lądują na półce, tuż obok innych idei, które dobrze wyglądają, ale niekoniecznie zmieniają codzienną praktykę. Nasza prognoza jest inna.

Chodzi raczej o to, że męskość – jak każda tożsamość płciowa – jest kategorią płynną, zmienną i zależną od kontekstu. Idąc tropem Króla Buław, karty dojrzałości i świadomości płynącej z doświadczenia, wierzymy, że męskość odgrywana według jednego, sztywnego scenariusza opartego na sile, kontroli i dominacji zacznie ustępować miejsca większej elastyczności i różnorodności. A przede wszystkim uważności na własne potrzeby zamiast bezrefleksyjnego spełniania społecznych oczekiwań. Bo męskość nie jest ani jedna, ani dana raz na zawsze. Przywołajmy słowa Simone de Beauvoir, która w „Drugiej płci” napisała: „Nikt nie rodzi się kobietą. Stajemy się nimi”. Z Królem Buław w dłoni dodajemy: dokładnie to samo dotyczy mężczyzn i wreszcie przestaje to być wiedzą niszową.
 

Piątka Monet i zawierucha w świecie po #MeToo

Trzecią kartą w naszym rozkładzie – również wskazującą przyszłość – jest Piątka Monet, zwana także Piątką Denarów. I nie ma co się oszukiwać, to nie jest karta, która budzi entuzjazm. W klasycznym przedstawieniu widzimy kobietę i mężczyznę zmagających się z zimową zawieruchą, stojących przed budynkiem z witrażowym oknem, na którym widnieje pięć monet. To obraz niedostatku, wykluczenia i trudnych doświadczeń, które trzeba przetrwać. Jednocześnie kolorowy, świetlisty witraż sugeruje, że nawet w najgorszym momencie istnieje obietnica zmiany. Pytanie tylko – gdzie dziś najmocniej odczuwamy tę zawieruchę? Nasza odpowiedź brzmi: w rozliczeniach. A raczej w tym, jak bardzo są one selektywne.

Prognozy wskazują, że osoby poddane publicznym call outom, a także te, wobec których wysuwano zarzuty w ramach ruchu #MeToo, wbrew pozorom nie mają się najgorzej. Często odradzają się niczym feniksy z popiołów, otrzepując skrzydła i wracając do gry w jeszcze lepszej formie. Jak zauważa „The Guardian”, w Stanach Zjednoczonych – szczególnie w czasie rządów Donalda Trumpa i jego politycznego zaplecza – coraz częściej można było zaobserwować tendencję, w której oskarżenia o przemoc seksualną funkcjonowały niemal jak odznaka honoru, a nie powód do wykluczenia. To wyraźny kontrast wobec ducha #MeToo sprzed kilku lat. Sam Trump był wielokrotnie oskarżany i prawomocnie skazany za napaść seksualną, a mężczyźni z podobnym doświadczeniem w jego otoczeniu bez większych przeszkód obejmowali wysokie stanowiska. Trzymają się ich mocno, czasem pod parasolem retoryki sojuszników kobiet, a niekiedy nawet feministów. Gorzka konkluzja nasuwa się sama: podczas gdy kobiety wciąż mówią o potrzebie wzajemnego wsparcia, mężczyźni po prostu ją praktykują. Po cichu, skutecznie i nawet wtedy, gdy ich solidarność ma wyraźnie szowinistyczny charakter. 

Do tego dochodzi kolejny problem – emocje nieustannie mylą się nam z racjonalnym osądem. Wciąż mamy trudność z dostrzeganiem niuansów i odcieni szarości, nawet gdy te odcienie przybierają formę całkiem wyraźnych cieni pod oczami. Dobrym przykładem jest dokument Netfliksa „Sean Combs: Rozliczenie”. Przemoc stosowana przez rapera znanego jako Puff Diddy była przez lata tajemnicą poliszynela, która w pełni wybrzmiała dopiero podczas procesu sądowego. Choć wyrok okazał się łagodniejszy, niż wielu się spodziewało, a Combs uniknął najcięższych zarzutów, został skazany na cztery lata więzienia. Wypowiedzi części ławników ujawnione w dokumencie pokazują jednak coś więcej: skłonność do relatywizowania przemocy w imię sympatii, sentymentu i kulturowej nostalgii.

Jeden z nich stwierdził, że „do hałasu potrzeba dwóch klaszczących dłoni”, czyli klasyczne: do toksycznej relacji trzeba dwojga, jak do tanga. W praktyce jednak wystarczyła jedna dłoń zdająca ciosy, ta należąca do Combsa. Dla niektórych to nadal było za mało, by uznać go za osobę stosującą przemoc. Czasem nawet archiwalne nagrania wydają się podejrzane, jeśli w przeszłości zdarzało się tańczyć do piosenek oskarżonego. Paradoksalnie, w tym samym czasie aktor grający przemocowca w filmie „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego, otrzymywał groźby od widzów, którzy nie odróżnili fikcyjnej postaci od rzeczywistej osoby. Gdy emocje przejmują stery, logika szybko tonie, a umiejętność oddzielenia faktów od narracji, wizerunku od człowieka okazuje się dobrem deficytowym.

Choć symbolika Piątki Monet nie sprzyja łatwym nadziejom, w kontekście nowego roku można odczytać ją inaczej: jako zapowiedź energii, która rodzi się po trudnym momencie, a nawet po upadku. Takiego odrodzenia upatrujemy w odzyskaniu równowagi – między emocjami a rozumem, opinią a faktem, manipulacją a rzeczywistością. Bez tego każda zawierucha będzie tylko silniejsza, a witraż coraz trudniejszy do dostrzeżenia.

Zmierzając ku końcowi naszej czarowniczej podróży z tarotem, zatrzymamy się jeszcze na moment, wsłuchując się w głos Piotra Pietuchy, terapeuty i publicysty. Terapeuci mają wgląd w najskrytsze zakamarki naszej psychiki i jak mówi Pietucha – grzebią zazwyczaj w Cieniu, brodzą w traumatycznym błotku, pomagając wyjść na suche i słoneczne „teraz”. Terapeuta puentuje: „Nie mam nadmiernej potrzeby przewidywania nadchodzącego. Lubię mieć poczucie, że dość przytomnie trzymam rękę na pulsie teraźniejszości, nie dając się podpuszczać skrajnym emocjom. Może jestem naiwnym optymistą, ale ufam, że będzie lepiej. Moja nadzieja karmi się tym, że i tak ostatecznie zwyciężą miłość i zdrowy rozum. Żywię mocne przekonanie, że nas, ludzi wszelkich odmian, rodzajów, charakterów, zawsze będzie łączyć chęć świadomego, spokojnego i dobrego życia”.

Więcej w tym temacie:

Zofia Krawiec_AKozak_0321 v1

Dziennika kulturalna, krytyczka i kuratorka sztuki. Autorka książek „Miłosny performans” i „Szepczące w ciemnościach. Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie zdołaliście spalić”.

Katarzyna Oczkowska

Teoretyczka sztuki, krytyczka, kuratorka wystaw. Autorka podcastu „Wygląda na niezłą sztukę”.

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI grafika 1

Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta

Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.

1920x1080_marketing_sensoryczny (1)

Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?

To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (91)

Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B

Jak zmienia się miejska mobilność?

250-lecie USA

STATUS QUO: 39 sekund i 39 wet. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Wenezuela wciąż liczy ofiary trzęsienia ziemi, a Warszawa – afery w jednym szpitalu. Nawrocki zawetował ustawę o prawach ucznia, Zełenski zapowiedział Panteon Narodowy, a Rosja szykuje test dla NATO. Na Status Quo zaprasza Oliwier Starczewski.

Donald Trump

STATUS QUO: Muł i upał. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

W Londynie kolejny premier nie dokończył kadencji, w Gdańsku konferencja odbyła się bez głównych gości, a w kraju padają kolejne rekordy temperatury.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (89)

Warszawa ma nowy adres na letnie wieczory

Niektóre miejsca najlepiej odwiedzać dopiero po zachodzie słońca, kiedy miasto zwalnia, a temperatura staje się bardziej znośna. Wówczas panorama Warszawy wygląda zupełnie inaczej niż w ciągu dnia. Właśnie z myślą o takich wieczorach powstała nowa odsłona Tarasu Glorietta w Hotelu Bristol, a Luxury Collection Hotel, Warsaw.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (53)

Non omnis moriar – nie wszystek umrę. Rozmowa z Michałem Skotnickim, prezesem BBI Development SA

Redakcja GQ Poland mieści się w Centrum Praskim Koneser. Pokochaliśmy to miejsce. Ma wszystko: duszę, historię, unikatową architekturę, pasaże, restauracje, galerie. Ta przestrzeń to sztuka. Miejska. Postanowiliśmy poznać i przedstawić wam ludzi, którzy wybudowali Konesera, mają na koncie wiele innych projektów, a teraz zbudują Roma Tower. Kto ma tak wizjonerskie podejście do tworzenia tkanki miasta i pozostawiania po sobie architektonicznego śladu? Z Michałem Skotnickim, prezesem BBI Development SA, rozmawia Olivier Janiak.

Jak ojcowie łączą pracę zawodową z rodzicielstwem?

Tata w pracy czy w domu? Czy współcześni ojcowie mają wybór?

Pytanie o obecność ojców w życiu rodzinnym nie dotyczy wyłącznie indywidualnej woli. To, czy ktoś chce być zaangażowanym tatą, determinują warunki na rynku pracy i kulturowe oczekiwania względem płci. Jak radzą z nimi sobie współcześni mężczyźni? Zdecydowanie pytamy ich o to zbyt rzadko.