PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Społeczeństwo

Przestańmy wreszcie mówić o kryzysie męskości

Czy naprawdę przeżywamy „kryzys męskości”, czy po prostu świat przestał kupować stary model faceta?

Udostępnij

Kadr z filmu „Smashing Machine”

Kadr z filmu „Smashing Machine” Autor zdjęcia: materiały prasowe Monolith Films

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
26.11.2025

Na premierze „Smashing Machine”, filmu Benny’ego Safdie z Dwaynem „The Rock” Johnsonem w roli zapaśnika MMA, buzowało od emocji. Mimo że to opowieść o silnym facecie, który zarabia, tłukąc przeciwników po twarzach (i innych częściach ciała), pokazuje męskość „zmiękczoną”. W filmie The Rock na przekór profesji jest ciepłym olbrzymem, mówi o uczuciach, a nawet płacze, kiedy jest mu źle. Jednak nie te momenty tak emocjonowały mężczyzn podczas seansu, tylko grana przez Emily Blunt partnerka głównego bohatera. Postać dołącza do niechlubnego pocztu stereotypowych ciź, które rzecz jasna ciemiężą portretowanych na ekranie sportowców, nie pozwalając im wybić się poza przeciętność (spoiler alert: w finale mężczyźni i tak „wygrywają”!). Uważają bowiem, że czas poświęcony treningom mogliby spożytkować znacznie lepiej – spędzając go z nimi. 

To brak w scenariuszu pokazania związku budowanego na kompromisie tak mierzi odbiorców, a ich nieumiejętność (?) krytycznego oglądu, silnie polaryzuje. Dlatego za każdym razem, kiedy bohaterka Blunt rozpoczynała kolejną tyradę, faceci siedzący w kinie pomstowali wniebogłosy. W pewnej chwili usłyszałem po mojej lewej: „Zamknąłbym ją w kuchni i pokazał, gdzie jej miejsce”. Skierowałem karcący wzrok na nastolatka i zobaczyłem wkurw na twarzach jego i jego kolegów. A kiedy Dwayne w końcu postawił na swoim i wywalił laskę za drzwi, zaczęli się poklepywać i wznosić okrzyki na cześć zapaśnika. Wielu facetów na sali radowało się wraz z nimi.

Dłużej nie mogłem skupić się na akcji filmu. W głębi duszy kląłem na „toksyczną męskość”. Podobnie – myślałem – musieli kląć ci sami kolesie, kiedy słyszą o „kryzysie męskości”.

Wolałbym o facetach nie myśleć. Dlaczego? Bo przez brunatniejący społeczno-polityczny klimat to ryzykowne przedsięwzięcie. Mężczyźni są najczęściej hetero i nie widzą swoich przywilejów (chociażby mogą wziąć ślub, adoptować dzieci, są silnie obecni w kulturze, często więcej zarabiają). Mają tyle, ale nadal nie chcą się podzielić w obawie, że hetero kobiety i osoby LGBT+ ten przywilej na zawsze im zabiorą.

Tymczasem porzucenie tematu „dzisiejszych chłopaków” byłoby pójściem na łatwiznę. Wystarczyłoby wszystkich facetów oceniać przez pryzmat „toksycznej męskości” i po sprawie. Zamiast próby zrozumienia moglibyśmy z dezaprobatą kręcić głową. Ale to nie rozwiązuje problemów.

Jednak mimo największych chęci zrozumienia postaw buntujących się przeciwko zmianie facetów trudno mi zapomnieć własne doświadczenia z młodości, które uporczywie wracają niczym objawy PTSD.

Kadr z filmu „Smashing Machine”

Kadr z filmu „Smashing Machine” Autor zdjęcia: materiały prasowe Monolith Films

Na dźwięk okrzyków w trakcie seansu „Smashing Machine” mimowolnie skuliłem się w sobie. Poczułem, jakbym cofnął się do czasów liceum, gdzie na przerwach korytarze zapełniły heterobyczki emanujące hormonalną żądzą dominacji zarówno nad dziewczynami, jak i odstającymi od ich normy chłopakami. Tak bardzo nie czułem się jak oni, że po latach, kiedy już w pełni zaakceptowałem swoją gejowską orientację, nosiłem ją jak tarczę. Oddzielała mnie od kolesi hetero, o których wiedziałem, że są przemocowi i toksyczni, oraz tych, których podejrzewałem, że mogą się tacy okazać. Czekałem tylko na przecięcie wstęgi.

Oczywiście owładnięty stereotypem świadomie sprowadzałem wszystkich do wspólnego mianownika, tak jak oni sprowadzali – według moich doświadczeń – LGBT-y. Zgłębianie chłopackich „światów wewnętrznych” uważałem za marnotrawstwo czasu. Domagamy się przecież praw kobiet i mniejszości. Po co dopuszczać do głosu osoby, które z pewnością tego nie zrozumieją? 

W tym kontekście myślałem o okresie mojego dzieciństwa i dojrzewania, kiedy jak Pokemony zbierałem komunikaty typu: „Chłopaki nie płaczą”, „Bądź silny”, „Nie okazuj emocji”, „Weź się w garść”, „Walcz o swoje”, „Jak laska cię nie chce, jest głupia”, „Nie bój się bólu”. Paradoksalnie miałem szczęście, ponieważ (moja) niehetero orientacja i brak jej reprezentowania w głównym nurcie edukacyjno-medialnym lat 90. i wczesnych 2000. wymogły na mnie eksplorację i chęć edukowania się o szeroko pojętej queerowości na własną rękę. Dzięki temu zobaczyłem, że nie trzeba poddawać się z góry narzuconym normom. W konsekwencji jednak czułem się „nieprawdziwym mężczyzną”, przynajmniej w kulturowym świetle

„Wymagania, z jakimi stykają się mężczyźni chcący udowodnić, że są nimi naprawdę, przeszkadzają im być po prostu dobrymi ludźmi. Zatem to nie męskość jest toksyczna, toksyczny jest ten stwór, który się za nią podaje” – pisze Liz Plank w książce „Samiec alfa musi odejść”. Trudno się z nią nie zgodzić.

„Toksyczna męskość”, jak zauważa inny mądry człowiek, Richard V. Reeves, w książce „Chłopcy i mężczyźni”, jest sztucznym tworem, który nie ma definicji i jest stosowany do sygnalizowania dezaprobaty dla zachowania facetów. Jakiego? Każdego, które nie podoba się używającej ten termin osobie. Do jednego wora, jak zaznacza autor, wrzuca się zarówno toksyczną męskość, jak i terrorystów, przestępców, głosujących na Trumpa, gwałcicieli, trolling internetowy czy przeciwników noszenia maseczek podczas pandemii COVID-19. Nieważne, co mężczyzna zrobi, i tak jest toksyczny, jakby to była supermoc, którą zostają obdarzeni w dniu narodzin. Zatem do chłopaków dociera kulturowy przekaz, że coś z nimi jest nie halo, bo tak już po prostu jest. Jestem przekonany, że taki komunikat może skutecznie odstraszyć nieagresywnych gości o niepatriarchalnym usposobieniu od progresywnych ruchów. A ciepłe objęcia skrajnej prawicy czekają.

Sztucznym tworem jest też „kryzys męskości”, nośne hasło, które de facto niczego nie wyjaśnia. Jeśli już, wskazuje na zgubienie mężczyzn. Nie wiedzą: czy powinni być wspierający i życzliwi? Czy maczystowscy, zamknięci w sobie i stroniący od uczuć? Mam wrażenie, że to hasło to też broń w „wojnie kulturowej” między konserwatystami a osobami progresywnymi. Szkoda, że facet jest polem tejże bitwy.

Wspomniany Reeves mówi o pułapce indywidualizmu, w którą w kontekście męskości wpadają zarówno lewica, jak i prawica. Dla tych drugich męskość to rozwiązanie, dla pierwszych stanowi problem. Pisze: „Obie strony zgadzają się jednak, że problem leży na poziomie jednostki, a zatem w sferze psychologii, a nie ekonomii, antropologii lub socjologii”. Czyli zrzuca się winę za bycie „jakimś” na poszczególnych facetów, a nie na system. Wystarczy wspomnieć o kryzysie kapitalizmu, w którym nie da się już być „prawdziwym mężczyzną” realizującym tradycyjne męskie role, czyli bycie głową rodziny, utrzymywanie jej finansowo czy pięcie się po szczeblach kariery. Dla dzisiejszych 30- i 40-latków brzmi to jak bujda na resorach! 

Jak rozpoznać „kryzys męskości”? Symptomy są stare (jak świat) i czasami dziwnie homofobiczne. Zatem: ogólne „zniewieścienie”, nieporadność, brak podmiotowości, nadmierna uczuciowość. Z takimi przymiotami nie można być dumnym z tego, że jest się mężczyzną. No, bo jak?! Kto jest winny za takie wcielenie facetów? Feministki, oczywiście (kłania się alergiczna reakcja na Emily Blunt podczas pokazu „Smashing Machine”).

Konserwatyści wymagają, żeby faceci byli podobni do swoich ojców. Jednocześnie ignorują wspomniany kapitalizm i głębokie zmiany społeczne (chociażby to, że kobiety chcą mieć swoje kariery, nie chcą rodzić dzieci, „my body my choice”), a także kwestie psychologiczne, jak kryzys męskiej przyjaźni i epidemię samotności (i samobójstw) wśród mężczyzn.

Progresywni chcą, by dzisiejsi faceci byli podobni do swoich sióstr. Ale jak ci mają się wyemancypować? Nie ma tu jasnych reguł. Każdy orze, jak może. Tym bardziej – co wiem od psychoterapeutów i psychoterapeutek, z którym przeprowadzałem wywiady – kobiety w związkach hetero bardzo często wysyłają sprzeczne sygnały. Z jednej strony mężczyzna ma mówić o emocjach, a z drugiej być twardzielem z hollywoodzkich filmów. 

Potrzebujemy pozytywnej wizji męskości zgodnej z równością płci. Jak to zrobić? Jakbym miał strzelać, powiedziałbym: zacznijmy krok po kroku, skupiając się na zmianach systemowych, nie jednostkowych. Dziewczynki – jak dobrze wiemy – szkoła, przedszkole, rodzina i podwórko wychowują tak, by zwracały uwagę na relacje, współodczuwanie i współpracę. Chłopców – zupełnie odwrotnie. Wkraczając w dorosłość, trudno pozbyć się tego edukacyjnego bagażu. Może zatem warto w ogóle z niego zrezygnować? Moglibyśmy też przestać używać piętnującego języka. To nie tylko „toksyczna męskość”, lecz także właśnie wszechobecny „kryzys męskości”. Przecież tak naprawdę powinniśmy mówić o zmianie. Jej nie da się odwrócić, bo żyjemy w takim, a nie innym świecie. To, co stare, jest już nieadekwatne, do nowego musimy się przyzwyczaić. Okres przejściowy bywa bolesny. Postarajmy się go złagodzić.

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

GettyImages-2252015746

STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.

Jak zmieniają się kanony piękna?

Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności

Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?

Kraków czy Barcelona? Jak Polscy turyści postrzegają dziś podróże?

Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?

Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?

GettyImages-2284881886

STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.

1920x1080_meskosc_na_lajkach

Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?

Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?

ARTYKUŁ PARTNERSKI grafika 1

Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta

Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.

1920x1080_marketing_sensoryczny (1)

Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?

To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (91)

Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B

Jak zmienia się miejska mobilność?