PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Społeczeństwo

Grok, rozbierz ją! Nowe technologie i stare pragnienie oglądania kobiet

Nagość na żądanie nie jest skandalem technologicznym, lecz papierkiem lakmusowym. Algorytm nie wymyślił niczego nowego, jedynie przyspieszył i zdemokratyzował stare pragnienie patrzenia bez zgody. Od Botticellego, Tycjana i Rubensa po Velázqueza – kobiece ciało funkcjonowało jako surowiec wizualny, dostępny tym, którzy mieli władzę i pieniądze. To nie jest historia o nagości. To historia o władzy.

Udostępnij

Grok, rozbierz ją! Nowe technologie i stare pragnienie oglądania

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż Klaudia Adamek

Zofia Krawiec, Katarzyna Oczkowska
09.02.2026

W teorii jest dowodem na to, jak wiele różni nas od naszych przodków. Postrzegana jako krok milowy, oddalający nas od przeszłości. Sztuczna inteligencja ma ułatwiać nam życie, niesie z sobą złudzenie neutralności i obiektywności, a jednocześnie utrwala nierówność. „Hej Grok, rozbierz ją” – to komenda, która stała się wiralem naszych czasów i powodem wzmożenia międzynarodowych dyskusji na temat przemocy w internecie. Sztuczna inteligencja, obiecując postęp cywilizacyjny, w rzeczywistości cementuje stare formy opresji.
 

Rewolucja technologiczna i polowania na czarownice

Jest to kolejna lekcja pokazująca, że mieliśmy nadzieję na rozwój technologiczny, który przyczyni się do szerzenia oświaty, podnoszenia poziomu wykształcenia, a tym samym do propagowania społecznej równości. Wzrost świadomości społecznej i politycznej, do której miał przyczynić się rozwój technologiczny, powinien też torować drogę społeczeństwu mądrzejszemu i bardziej tolerancyjnemu. Tymczasem mamy już wiele dowodów na to, że często dzieje się wręcz przeciwnie.

Dajmy na to postęp, z jakim wiązało się upowszechnienie druku dzięki Johannesowi Gutenbergowi, przypadający na 1455 rok. Jednym z jego skutków było wydanie i upowszechnienie książki, napisanej przez inkwizytorów Heinricha Kramera i Jakoba Sprengera „Malleus Maleficarum” (w Polsce znanej jako „Młot na czarownice”). Publikacja, która stała się nowożytnym bestsellerem, przez kolejne stulecia przyczyniła się do szerzenia nienawiści, terroru wobec kobiet i masowych zbrodni popełnianych pod pretekstem walki z czarami.


Wirtualne mikro bikini i bita śmietana

Grok to system sztucznej inteligencji (xAI Elona Muska) wbudowany w serwis społecznościowy X. Latem wywołał skandal, kiedy przemycał treści afirmatywne dla działań Adolfa Hitlera oraz teorie spiskowe. Ostatnio stało się głośno o Groku za sprawą nowej funkcji, dzięki której można rozebrać osobę ze zdjęcia. I w efekcie mężczyźni zaczęli za pomocą sztucznej inteligencji rozbierać kobiety wbrew ich woli i wiedzy (rozbierane i seksualizowane są także dzieci). Nieważne, czy są osobami publicznymi, czy zupełnie anonimowymi – akurat w tej kwestii nie istnieją podziały.

Na żądanie ściągano z nich ubrania i kazano przybierać wyzywające pozy – w mikro bikini lub bitej śmietanie. Zdjęcia te są niekiedy wykorzystywane do szantażowania osób, które są na nich przedstawione. Fala krytyki wymusiła niewielką zmianę – funkcja stała się dostępna dla użytkowników płatnych. Przez media przetoczyła się też dyskusja na temat tego, że sztuczna inteligencja odzwierciedla męskie fantazje. Czy jednak powinno nas to dziwić? Rozbieranie kobiet i dzieci wbrew ich woli jest mroczną stroną sztucznej inteligencji? Czy raczej mroczną stroną historii? Tradycja rozbierania kobiet sięga daleko w przeszłość.


Od renesansowego obrazu do współczesnego algorytmu

Żeby nie sięgać bardzo daleko, wystarczy cofnąć się do renesansu – okresu XV i XVI wieku, który lubimy nazywać „złotym wiekiem sztuki”. Wtedy to męskie spojrzenie zyskało instytucjonalne alibi: nagość została podniesiona do rangi ideału, a kobiece ciało stało się jednym z głównych motywów artystycznych. „Narodziny Wenus Botticellego, „Danae” Tycjana czy nagie alegorie Rubensa nie powstawały w próżni. Za każdym z tych obrazów stały realne kobiety, modelki, służące, kochanki. Często anonimowe, pozbawione sprawczości, nierzadko zmuszane do pozowania przez ekonomiczną zależność lub presję społeczną.

Zdecydowana większość kobiet z kart historii sztuki nie miała głosu. Ich ciała trafiały na płótna, do prywatnych gabinetów bogatych mężczyzn, gdzie funkcjonowały dokładnie tak, jak dziś funkcjonują rozbierane obrazy w internecie: jako obiekty wizualnej konsumpcji, oderwane od realnej osoby. Różnica między renesansowym obrazem a współczesnym algorytmem jest więc głównie technologiczna, nie etyczna. Dawniej wizerunek nagiego kobiecego ciała wisiał w książęcym pałacu i był dostępny dla wąskiego grona uprzywilejowanych.

Dziś wystarczy kilka kliknięć, by algorytm zrobił to samo – szybciej, taniej i bez pytania o zgodę. Ale nie upraszczajmy – renesansowa nagość była opakowana w mitologię, Biblię i prestiż wielkiego nazwiska. To dawało alibi. Ale cel prywatnych zamówień był czytelny, obrazy miały służyć osobistej kontemplacji właściciela i ewentualnie krążyć w męskim obiegu towarzyskim.

Stąd wysyp leżących Wenus czy scen takich jak „Zuzanna i starcy” – motyw powracający w sztuce z niemal obsesyjną regularnością. Z dzisiejszej perspektywy ta historia nie jest moralitetem, lecz studium nadużycia władzy. Dwóch mężczyzn podgląda nagą kobietę bez jej wiedzy, a gdy ta odmawia im dostępu do swojego ciała, próbują ją złamać groźbą publicznego oskarżenia. To opowieść o podglądaniu, szantażu i kontroli, a nie o cnocie. I właśnie dlatego brzmi zaskakująco aktualnie. 

Spójrzmy na barokową Hiszpanię, gdzie nawet wszechwładna inkwizycja, oficjalnie zakazująca aktów, nie zdołała zatrzymać męskiej fascynacji kobiecym ciałem. W 1647 roku Diego Velázquez namalował „Wenus z lustrem”, stosując prosty, ale skuteczny fortel, pokazał boginię od tyłu. Formalnie ominął zakaz, w praktyce zrobił dokładnie to, czego oczekiwał prywatny zamawiający – wyeksponował ciało w sposób jednoznacznie zmysłowy. Obraz krążył w prywatnych kolekcjach, przeznaczony do użytku wąskiego grona mężczyzn, a do publicznego muzeum trafił kilkaset lat później. Historia Velázqueza pokazuje, że mimo zmieniających się reguł cel pozostaje niezmienny – znaleźć sposób, by nadal móc patrzeć.


Ktoś patrzy, ktoś inny staje się obiektem spojrzenia

Pragnienie oglądania nie zmieniło się przez wieki. Nagie kobiety przedstawiane na obrazach stanowią historyczny odpowiednik przysłowiowych gołych bab z bardziej współczesnych kalendarzy. Z tą różnicą, że te namalowane na płótnie były nieco droższe i wisiały w książęcych apartamentach, a później muzeach, podczas gdy kalendarzowe zdjęcia kojarzymy z ekonomiczną dostępnością i niektórymi warsztatami samochodowymi. Jest to powtarzalny schemat, który ewoluuje, wykorzystując jedynie nowe strategie. Podobnie zresztą dzieje się w filmach, gdzie kobieta funkcjonowała – i często nadal funkcjonuje – głównie w formie wizualnej przyjemności. Wystarczy przywołać serię o przygodach Jamesa Bonda, w której rozbieranie bohaterek nie pełniło żadnej istotnej funkcji narracyjnej.

Zmieniły się narzędzia – z malarstwa olejnego na fotografię i film, a w końcu na algorytm, ale wzorzec pozostał ten sam: ktoś patrzy, ktoś inny traci prawo do decydowania o własnym wizerunku. „Bezpieczeństwo w internecie” często okazuje się wygodnym hasłem marketingowym, za którym kryje się coś znacznie mniej niewinnego: rozmycie odpowiedzialności. Grok nie nauczył nas niczego nowego, pozwolił jedynie na delegowanie odpowiedzialności za przekroczenia i przemoc. Dzięki sztucznej inteligencji można dziś patrzeć, naruszać i krzywdzić, nie czując ciężaru sprawstwa, będąc schowanym za ekranem i kodem. Technologia sama w sobie nie ponosi winy – jest narzędziem. A odpowiedzialność, jak to zwykle bywa, pozostaje po stronie tego, kto decyduje się z niego skorzystać.

Czytaj więcej

GettyImages-2252015746

STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.

Jak zmieniają się kanony piękna?

Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności

Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?

Kraków czy Barcelona? Jak Polscy turyści postrzegają dziś podróże?

Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?

Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?

GettyImages-2284881886

STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.

1920x1080_meskosc_na_lajkach

Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?

Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?

ARTYKUŁ PARTNERSKI grafika 1

Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta

Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.

1920x1080_marketing_sensoryczny (1)

Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?

To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (91)

Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B

Jak zmienia się miejska mobilność?