Gość od swastyk wyprzedaje areny. Co poszło nie tak z Kanye Westem?
PARTNERZY SERWISU
Muzyka
Gość od swastyk wyprzedaje areny. Co poszło nie tak z Kanye Westem?
Zakaz wjazdu do Wielkiej Brytanii, odwołane festiwale i jednocześnie wyprzedane areny w USA – kariera Kanyego Westa nie tyle się załamała, co rozpadła na równoległe rzeczywistości. Pytanie brzmi: która z nich jest dziś „prawdziwa”?
Udostępnij

Kanye West Autor zdjęcia: Getty Images
Był taki czas, nie tak dawno temu, kiedy Kanye West (obecnie Ye) mógł wylądować w dowolnym miejscu na świecie i wszędzie być traktowany jako niemal półbóg. Organizatorzy festiwali zabiegali o jego występ, a nagłówki gazet donosiły zarówno o jego genialnych albumach, jak i wywoływanych przez niego kontrowersjach i skandalach, które napędzały machinę zwaną Kanye West, ale jej nie zagrażały.
Wielka Brytania mówi stop
Ta siła przyciągania zaczęła jednak słabnąć, czego dobitnym przykładem jest nałożony na Ye zakaz wjazdu do Wielkiej Brytanii i odwołanie jego planowanego występu na festiwalu Wireless – odebrany przez niektórych jako wydanie werdyktu „cancel”. Samo oświadczenie przybrało dobrze znany nam ton, doskonale opanowaną przez branżę sztukę mówienia wszystkiego, nie przyznając się jednocześnie do niczego. Jednak za tym łagodnym językiem kryła się gorzka prawda. W następstwie powtarzających się antysemickich wypowiedzi, wygłaszanych nie jako „lapsusy językowe”, lecz jako konsekwentna retoryka, West stał się nie tylko postacią kontrowersyjną, lecz także niepożądaną. Doniesienia o ograniczeniach dotyczących jego wjazdu do Wielkiej Brytanii – czy to sformalizowanych, czy egzekwowanych w praktyce przez niechęć instytucji – ukazują rzeczywistość, która niegdyś wydawała się nie do pomyślenia dla artysty jego rangi: dostęp do tłumów nie jest już zagwarantowany.
Anulowany czy nye?
Przynajmniej w Europie, gdzie podejście do mowy nienawiści jest ostrzejsze niż w USA – za oceanem bowiem Ye zagrał niedawno serię koncertów, na których publika była wypełniona po brzegi, a same występy zebrały entuzjastyczne recenzje i wiralowo rozeszły się po mediach społecznościowych (ten księżyc jako element scenografii!). Pojawiły się komentarze zaskoczonych Europejczyków: serio, gość, który sprzedawał koszulki ze swastyką i nagrał utwór gloryfikujący Adolfa Hitlera, wypełnia areny? To on nie miał być „anulowany”?
Czy zatem w Stanach Zjednoczonych był on kiedykolwiek naprawdę persona non grata? Odpowiedź zależy od tego, gdzie się patrzy, a być może – co bardziej wymowne – od tego, jakie znaczenie nadaje się temu wyrażeniu w kraju, który w znacznej mierze porzucił konsensus jako kulturowy system funkcjonowania.
Na poziomie instytucjonalnym nastąpił moment – krótki, ale niepodważalny – kiedy machina Kanye West zaczęła się cofać. Współprace z wielkimi markami wyparowały z szybkością bolidu F1. Świat mody, który niegdyś okrzyknął go wizjonerem i rewolucjonistą, porzucił go jak niegdyś Johna Galliano (też zresztą za antysemickie wypowiedzi). Występy w mediach stały się rzadsze. Panowało poczucie, zwłaszcza pod koniec 2022 roku i na początku 2023, że Ye wkroczył na poziom wyżej (czy raczej niżej?) niż kategoria „zwykłego skandalisty”: stał się toksyczny dla reputacji marek, nie do utrzymania z komercyjnego punktu widzenia.
A jednak okazało się, że pojęcie „nie do utrzymania” ma charakter względny. W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, gdzie połączenie presji społecznej i medialnych regulacji może sprawić, że dana osoba praktycznie zniknie ze sceny, amerykański ekosystem oferuje więcej możliwości powrotu. Nie ma jednej bramy, którą można by zamknąć, ani jednolitego organu, który egzekwowałby „anulowanie”. Zamiast tego istnieją równoległe ekonomie uwagi – mainstreamowa, alternatywna, algorytmiczna – z których każda ma własne progi tolerancji. Jeśli jedne drzwi się zamykają, inne, często mniej widoczne, ale nie mniej lukratywne, pozostają uchylone. W tym sensie Ye nie został tyle wykluczony, ile raczej przeniesiony w inne miejsca.
Ban na słuchanie
Platformy streamingowe nie usunęły jego katalogu, nie wykluczyły go z playlist, jak zrobiono z R. Kellym w 2018 roku. Czy nadal można było postrzegać „My Beautiful Dark Twisted Fantasy” jako arcydzieło, znając wypowiedzi człowieka, który za nim stoi? A może biografia autora na zawsze zmieniła znaczenie tego tekstu kultury? W tym miejscu ujawnia się amerykański instynkt kompartmentalizacji – nie jako postawa moralna, ale jako mechanizm radzenia sobie z dysonansem poznawczym. Tak często przywoływane „oddzielenie sztuki od artysty” jest nie tyle stanowiskiem filozoficznym, ile praktycznym – to sposób na zachowanie ciągłości w kulturze opartej na konsumpcji. Pozwala to na pewnego rodzaju wybiórcze zaangażowanie: podziw bez poparcia, nostalgię bez rozgrzeszenia.
Co z tym faszyzmem?
Jednak i ten schemat ma swoje ograniczenia. Dla przeważającej części opinii publicznej Ye z artystycznego prowokatora przekształcił się w kogoś znacznie bardziej niepokojącego, a jego retoryka zaczęła pokrywać się z retoryką faszystowską, co do której nieakceptowalności panuje przecież konsensus. Dla tej grupy odbiorców wycofanie się ze wspierania Westa nie było wyrazem oburzenia, lecz próbą wyznaczenia granic.
W tym samym czasie, w niektórych kręgach, zwłaszcza tych wrażliwych na nastroje antyestablishmentowe czy alt-rightowych, związanych z ruchem MAGA – ostracyzm wobec Ye stał się swego rodzaju walutą. Odrzucenie przez główne nurty oznaczało tam, paradoksalnie, zyskanie wiarygodności. Jego język, choć prowokacyjny, był przez niektórych postrzegany jako przełamujące tabu mówienie prawdy, a jego upadek w mainstreamie jako dowód systemowej nietolerancji wobec odmiennych poglądów. To, że te poglądy są na wskroś wyjęte z nazistowskich Niemiec, nie miało znaczenia. W amerykańskim „kontrkulturowym” konglomeracie kanałów społecznościowych, im bardziej ktoś jest odrzucany przez główny nurt, tym bardziej jest ceniony.
Właśnie w tym aspekcie kontekst amerykański najbardziej odbiega od europejskiego. Ostatnia dekada politycznej i kulturowej polaryzacji nie tylko poszerzyła spektrum dopuszczalnych wypowiedzi, lecz także doprowadziła do rozwodnienia samej idei dopuszczalności. To, co w jednej sferze uznaje się za dyskwalifikujące, w innej może być cenione. W takim środowisku pojęcie jednolitego „cancellation” staje się niemal przestarzałe.
Afera wokół Wireless Festival oraz szersza reakcja brytyjskiej opinii publicznej wyraźnie uwidaczniają tę różnicę. W Wielkiej Brytanii podejście wydaje się bardziej zero-jedynkowe: przekroczenie pewnych granic uniemożliwia udział w głównych wydarzeniach kulturalnych. W Stanach Zjednoczonych podejście to ma charakter iteracyjny i podlega ciągłej renegocjacji w różnych grupach odbiorców, branżach i środowiskach ideologicznych.
West zawieszony
Ye nie został powszechnie uznany za persona non grata w Ameryce, ponieważ Ameryka nie opiera się już na powszechnych deklaracjach. Zamiast tego stał się postacią, która funkcjonuje jednocześnie w wielu różnych kontekstach – odrzucaną i akceptowaną, poniżaną i nieugiętą, w jednych kręgach potępianą, a w innych wręcz kanonizowaną. Jego kariera zawsze była studium skrajności: maksymalistyczna muzyka, maksymalistyczne ego, maksymalistyczne kontrowersje. Zmienił się za to otaczający go system – kultura mniej skłonna (lub mniej zdolna) do sprowadzenia tych skrajności do jednego werdyktu. Ye funkcjonuje w niedookreślonej pozycji. Nie do końca skreślony, nie do końca zrehabilitowany, ale zawieszony w swego rodzaju kulturowym limbo. Nie chodzi już o to, czy może powrócić, ale czy „powrót” w ogóle nadal istnieje jako sensowny cel.
Więcej w tym temacie:
- Otsochodzi wraca z nowym albumem – są pierwsze single!
- Sentymentalny powrót do 2016 – Swae Lee urodzinową gwiazdą klubu Sen
- Skepta to kluczowy raper świata mody – jak do tego doszło?
- Nadchodzi era GTA VI – gra dekady jest już dostępna w preorderze
- Raperzy, aktorzy i sportowcy – gwiazdy na pokazie Louis Vuitton w Paryżu
- Fakemink ubiera się w Gucci. Artysta jest uosobieniem nowego kierunku marki
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Muzyka
Obywatelka K.L. powraca na scenę Męskiego Grania. Rozmowa z Kasią Lins
To jedyny festiwal, który podjął się promocji polskiej muzyki i sprawił, że jej słuchanie stało się modne. Męskie Granie pokazuje też transgresję miedzy płciami, pozwalając odkryć, że stereotypy rzadko odpowiadają rzeczywistości – mówi nam Kasia Lins.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Muzyka
Vinyl Corner w PRM to coś więcej niż miejsce z płytami
Niektóre miejsca odwiedza się po to, by konkretnie coś tylko kupić, ale są też takie, do których wraca się również dla atmosfery. PRM należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Warszawski Concept Store od początku powstał z myślą o ludziach, którzy traktują modę jako element stylu życia, a nie sezonowy trend. To właśnie w tym miejscu równie ważne jak perfekcyjnie skrojona koszula czy limitowane sneakersy są sztuka, design i muzyka. To ta ostatnia odgrywa w przestrzeni PRM wyjątkową rolę.
Muzyka
Otsochodzi wraca z nowym albumem – są pierwsze single!
Jeden z topowych rodzimych artystów zapowiedział płytę i opublikował dwa premierowe utwory z nadchodzącego materiału.
Muzyka
Leon Krześniak przez lata pisał hity dla innych. Dziś opowiada własną historię
Niektórzy muzycy od pierwszego dnia marzą o świetle reflektorów. Inni wolą zostać kilka kroków za sceną. Tam, gdzie rodzą się piosenki. Leon Krześniak przez lata należał do tej drugiej grupy. Dziś aranżuje Orkiestrę Męskie Granie i występuje z własnym materiałem.
Muzyka
Sentymentalny powrót do 2016 – Swae Lee urodzinową gwiazdą klubu Sen
Do Warszawy przyjedzie jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów współczesnego rapu.
Muzyka
Lech Janerka kończy karierę w wielkim stylu
Bas zrobiony z półki na kwiaty, zespół rockowy założony z żoną grającą na wiolonczeli, walka z tremą – kariera Lecha Janerki od początku wymykała się prostym rockandrollowym kliszom. Dziś 74-letni artysta żegna się ze sceną na startującym 16 lipca festiwalu w Jarocinie i wraca pamięcią do czasów zespołu Klaus Mitffoch, pierwszych występów na żywo, Jarocina i tego, co przez lata dawało mu muzyczną krzepę.
Muzyka
Czy nowy album Madonny był skazany na sukces?
Owszem, Instagram już roi się od prześmiewczych rolek, na których najbardziej oddani fani ogłaszają „Confessions II” arcydziełem po kilku sekundach odsłuchu. Trudniej zbyć jednak zgodny ton profesjonalnych recenzji. Nawet krytycy, którzy przez ostatnią dekadę z rosnącym sceptycyzmem przyglądali się kolejnym wcieleniom artystki, dostrzegli w tej płycie coś, czego od dawna u niej brakowało – spokój.
Muzyka
Smolik: „Najlepsze wspomnienia mam z grania na żywo
– Wolę dwudziestu ludzi w małym klubie, którzy naprawdę słuchają, niż tysiąc takich co gadają w trakcie grania – mówi nam Andrzej Smolik, którego pytamy o Męskie Granie, plany na przyszłość i siłę niezależności w muzyce.