Seks, geje i hokej: dlaczego „Gorąca rywalizacja” to nie jest serial, którego potrzebowałem
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
Seks, geje i hokej: dlaczego „Gorąca rywalizacja” to nie jest serial, którego potrzebowałem
Choć reprezentacja ma znaczenie, „Gorąca rywalizacja” to gejowskie feel good show, w którym nic naprawdę złego się nie wydarza – i właśnie dlatego trudno traktować serial całkiem serio.
Udostępnij

Connor Storrie i Hudson Williams w „Gorącej rywalizacji” Autor zdjęcia: Warner Bros. Discovery Poland
Kiedy w 1999 roku „Bravo” donosiło o związku Stephena Gatelya, członka irlandzkiego boysbandu Boyzone, z kolegą po fachu, Eloyem de Jongiem z grupy Caught in the Act, miałem 13 lat. Pełen emocji, z gazetą w ręku, zakopałem się pod kołdrą i czytałem w napięciu. Denerwowałem się, bo oto dwóch kolesi otwarcie „przyznało się”, że są z sobą w związku (pod koniec lat 90. o czymś takim w realu jeszcze nie słyszałem!). Nie chciałem też, by ktokolwiek dowiedział się, co czytam. Było to absurdalne, bo zostałem sam w domu. Lęk przed przyłapaniem mnie jednak paraliżował. Potencjalne zakwestionowanie seksualności było moim najgorszym koszmarem.
Poczułem podobne emocje podczas binge-watchingu „Gorącej rywalizacji” (w oryginale – „Heated Rivalry”). Serial opowiada o ciągnącym się przez lata płomiennym romansie dwóch profesjonalnych hokeistów – Kanadyjczyka Shane’a Hollandera (Hudson Williams), kapitana drużyny Montreal Metros z Rosjaninem Ilyą Rozanovem (Connor Storrie), zdolniachą z Boston Raiders. Spotykają się na samym początku kariery sportowej, gdy mają ledwie po 17 lat. Od razu ich wzajemne przyciąganie jest silne, wręcz namacalne. Na lodowisku może i walczą na noże, ale w łóżku próbują wszelkich pozycji seksualnych. Romans dojrzewa przez osiem lat. SMS-owe flirtowanie przeplatają tajnymi spotkaniami w pokojach hotelowych jednego lub drugiego chłopaka. Ilya – jako ten bardziej doświadczony i pogodzony ze swoją biseksualną orientacją – staje się nauczycielem Shane’a, który dopiero odkrywa własną homoseksualność. Nie obywa się bez prób buntu, choć natury nie da się przecież długo oszukiwać.
Strach przed przyłapaniem
Bardzo to uniwersalne. Sam w scenach sugestywnego (postulowałbym z kwalifikowaniem ich przez recenzentów i recenzentki jako „soft porno”) seksu męsko-męskiego, wzrok mimowolnie kierowałem ku drzwiom, jak gdyby moja matka (z którą nie mieszkam od 20 lat) miała nagle wejść i przyłapać mnie na bezeceństwie. Wdrukowana (auto)homofobia, mimo że przepracowana na terapiach, jak widać, nadal ma się świetnie. Choć może jestem dla siebie zbyt surowy? To tej homofobii powidoki wżarte w mój małpi móżdżek. Zresztą nie tylko w mój. Przecież kiedy dziecko przypadkowo trafi na hetero seks na ekranie, rodzic zakryje mu oczy i nerwowo się zaśmieje. Kiedy seks (choć raczej tylko pocałunek) będzie między osobami tej samej płci, przed zakryciem oczu dziecko najczęściej usłyszy stosowną inwektywę.

Connor Storrie i Hudson Williams w „Gorącej rywalizacji” Autor zdjęcia: Warner Bros. Discovery Poland
Strach jest realny. Towarzyszy również bohaterom „Gorącej rywalizacji”. W jednej ze scen inny hokeista, Scott Hunter (najlepszy w produkcji François Arnaud), po oficjalnym coming oucie jako gej, wspominał z rozżaleniem o czasie, kiedy odkrył, „że jest tym czymś, czym koledzy z drużyny rzucają w szatni jako obelgą”. W świecie „męskiego” sportu – czyli stereotypowo hetero – bycie gejem mimo coming outów nadal jest aberracją. Ale tak naprawdę queery – uogólniając – dorastają z poczuciem bycia innymi, niepasującymi. Słowo na „P” niemal codziennie używane jako najgorsza obelga lata z szybkością krążka wystrzeliwanego podczas meczu hokejowego. Słychać je na szkolnych korytarzach, szatniach na siłowni, nierzadko w domach, na ulicy… Dotychczasowy brak reprezentacji LGBT+ (akcja serialu dzieje się od 2008 roku) w sporcie (ale myślmy o tym szeroko, np. w mediach) na pewno nie pomaga w zaakceptowaniu siebie, zaufaniu osobom z najbliższego otoczenia czy poszukiwaniu „podobnych” do nas.
Reprezentacja ma znaczenie
I tu poniekąd ma pomóc „Gorąca rywalizacja”, ekranizacja popularnych książek autorstwa Rachel Reid (podobno autorka jest hetero; swoją drogą – wyobrażacie sobie, że mężczyzna hetero napisałby gejowskie love story z TAKIMI scenami seksu?), która stała się najbardziej niespodziewanym telewizyjnym hitem 2025 roku. Serial powstał dla małego kanadyjskiego serwisu streamingowego Crave, mającego około 4 mln subskrybentów. Nakręcono go w nieco mniej niż 40 dni (co widać). Sam zwiastun stał się wiralem. Prawa do produkcji szybko kupiło amerykańskie HBO Max. Aktorzy z dnia na dzień stali się bożyszczami, zapraszanymi do programów i na wręczenie najważniejszych nagród filmowo-telewizyjnych. Pomogli oczywiście fani i fanki powieści, ale również tiktokerzy, tiktokerki i pozostałe osoby influencerskie, którzy dosłownie zalali sociale fragmentami ulubionych odcinków serialu i momentów cute. Kamyczek do ogródka dołożyli celebryci i celebrytki, propsując „Gorącą rywalizację” na prawo i lewo, a także hetero kobiety (które nie chcą seksu przemocowego i zhierarchizowanego; wreszcie też kamera nie przedstawia nagiego kobiecego ciała, tylko męskie i je „useksualnia”). Szaleństwo rozpętało się na dobre.
Zobacz także: Dlaczego wszyscy kochają aktorów z „Heated Rivalry”?
Będę ostatnią osobą, która nie cieszyłaby się z… – chciałbym napisać queerowego, ale „Gorąca rywalizacja” jest w stu procentach cis (bi i gejowskim) serialem. Ale aby radować się w pełni, musiałbym wepchnąć do szafy wewnętrznego krytyka, a tego nie potrafię. Fabularnie produkcja w reżyserii Jacoba Tierneya jest mdła (dwa pierwsze odcinki są wręcz trudne do przebrnięcia); aktorsko (prócz Storriego i Arnauda) też pozostawia wiele do życzenia. Po jakimś czasie nawet patrzenie na ludzi uprawiających seks – choćby mieli ciała jak z reklamy Calvina Kleina – robi się po prostu męczące. Jeszcze bardziej nuży obserwowanie młodych facetów, którzy między jednym zbliżeniem a drugim wymieniają się dialogami na poziomie szkolnej szatni („Nudzisz mnie”, „Jesteś palantem”, „Ty dupku” i tak dalej w nieskończoność). Być może jest tak, jak mówi moja naczelna – nie mam w sobie nastolatka. Nie chcę go mieć – mroczny rozdział licealny pozostawiłem za sobą i niechętnie powróciłem do niego podczas seansu.

Francois Arnaud i Robbie GK w „Gorącej rywalizacji” Autor zdjęcia: Warner Bros. Discovery Poland
Na półce YA
Skądinąd rozumiem osoby, kładące „Gorącą rywalizację” obok swoich ulubionych książek i filmów z serii young adult. Bowiem serial o hokeistach należałoby tak sklasyfikować, dodając do tego porządne sceny seksu, których w produkcjach dla młodych dorosłych najczęściej brak. Dlatego bardziej niż związek Shane’a i Ilyi rezonuje ze mną drugoplanowa historia wspomnianego Scotta Huntera. Jest starszy niż główni bohaterowie, dłużej musiał ukrywać swoją orientację, ale zakochanie się w przypadkowo spotkanym bariście powoduje, że odważa się na publiczny coming out. Przyznaję – ryczałem długie sekundy. Zresztą grający Huntera Arnaud zdaje się najbardziej interesować „prawdziwym światem”, np. krytykując NFL za homofobię wewnątrz organizacji.
Fakt, „Gorąca rywalizacja” w swojej strukturze ma być feel good. Co w przypadku produkcji o LGBT-ach nie jest wcale czymś oczywistym. Kiedy Shane i Ilya ukradkiem się spotykają, całują czy oglądają swoje tyłki pod prysznicem, spodziewamy się, że zaraz coś złego im się stanie. Ktoś ich stłucze na kwaśne jabłko, połamie ręce, by nie mogli grać w hokeja, a partnerki, gdy dowiedzą się o prawdziwej orientacji chłopaków, wyjawią prasie prawdę. Nic takiego w serialu nie ma miejsca i jest to ożywcze. Bajka.
Tymczasem strach bohaterów jest realny. Przecież z jakichś powodów decydują się ukrywać i nie wyjawiać najbliższym swojego prawdziwego ja. Rozumiemy Ilyię – Rosja to nasz najgorszy wróg zarówno militarny, jak i obyczajowy. Ale Kanada? Progresywna na każdym kroku. Czy zatem lęk Shane’a jest tylko w jego głowie? Wszystko wskazuje na samogaslightingowanie. Pierwszy sezon za bardzo tę kwestię upraszcza. A chyba nie taki był zamiar twórców.
Może po prostu nie należę do targetu „Gorącej rywalizacji”? Po stokroć wolałbym oglądać emocjonujące rozgrywki hokejowe (a te, jak na serial o NFL-u, są tu bardzo marne), rozładowywanie emocji w hotelowych pokojach i porządnie rozbudowane tło obyczajowe. Byleby bez tej całej napinki na odkrywanie siebie i dojrzewanie. Brakuje mi realnego portretowania osób LGBT-owych (w szerokim spektrum i niekoniecznie tylko o jednej – muskularnej – budowie ciała). Znowu: reprezentacja jest istotna. Dzieciaki niehetero muszą wiedzieć, że tuż obok są osoby podobne do nich, mierzące się z podobnymi tożsamościowymi zagwozdkami i problemami. Jeżeli zatem „Gorąca rywalizacji” spowoduje, że powstanie jeszcze więcej produkcji dla queerowych osób, to już będzie coś. Byleby z popularnością szły akceptacja i poczucie dumy z własnej nie(hetero)normatywności. Bez chowania się pod kołdrę.
„Gorąca rywalizacja” od dziś do obejrzenia na HBO Max.
Więcej w tym temacie:
- Jest nowy zwiastun serialowej „Lalki”! Nadchodzi przewrotna odsłona klasyki
- Potwór na miarę swoich czasów. „Przylądek strachu” jest historią amerykańskich lęków
- „Ranczo Duttonów”: Najbardziej nieoczywista para telewizji, czyli Beth i Rip, powraca
- Rafael Nadal bez maski. Netflix pokaże kulisy życia legendy tenisa
- „Niewybrani” i inne seriale o sektach
- Polska edycja „Love is Blind” i inne premiery. Co nowego w maju na Netfliksie?
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota
Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
Filmy i seriale
Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV
Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.
Filmy i seriale
„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]
Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.
Filmy i seriale
Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach
Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent
Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.
Filmy i seriale
Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy
Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.
Filmy i seriale
Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video
Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.
Filmy i seriale
„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń
Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.