„Paradise” wraca z nowym sezonem. Obejrzeliśmy pierwszy odcinek
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
„Paradise” wraca z nowym sezonem. Obejrzeliśmy pierwszy odcinek
„Paradise” uwiódł mnie umiejętnością rozciągania napięcia bez odkrywania kart. Nigdy nie było wiadomo, co wydarzy się za chwilę, a finał pierwszego sezonu zostawił tyle niedomkniętych wątków, że równie dobrze mógłby je przez kolejny sezon wyjaśniać albo jeszcze bardziej komplikować. Powiedzieć, że pragnę tego chaosu, to nic nie powiedzieć. Chciałam – i mam. Oto moje wrażenia po seansie nowego odcinka.
Udostępnij

23 lutego na Disney+ wylądują nowe odcinki „Paradise” Autor zdjęcia: materiały prasowe/Disney+
W czasach, gdy tempo serialowych opowieści bywa chaotycznie przyspieszone albo rozwleczone do granic cierpliwości, produkcje łączące gęstą narrację (psychologicznie przemyślaną tak, jakby twórcy całe DSM mieli w jednym palcu) z autentycznym napięciem należą do rzadkości. Jeśli dodać do tego wiarygodny – a nie komiksowo przerysowany – dystopijny klimat, sytuacyjny czarny humor i nienachalnie wplecione w fabułę aranżacje klasycznych rockowych utworów, które nie trącą myszką ani krindżem, lista tytułów godnych uwagi kurczy się do ledwie kilku pozycji.
Hulu i Disney+ dowożą
W tej elitarnej, choć dość mocno krytycznej wobec elit grupie znajduje się wyprodukowany przez Hulu i dystrybuowany przez Disney+ „Paradise” Dana Fogelmana. To serial, którego pierwszy sezon przeszedł bez większego echa w Polsce. Niesłusznie, bo jest jedną z ciekawszych rozrywkowych propozycji minionego roku. Warto więc teraz nadrobić zaległości, zwłaszcza że produkcja wraca z kolejną odsłoną – co jeszcze do niedawna nie było wcale takie oczywiste.
Ale oto 23 lutego na Disney+ wylądują nowe odcinki. Dzięki uprzejmości platformy udało mi się obejrzeć pierwszy z nich i zapewniam, że będzie się działo – powoli i wnikliwie – dokładnie tak, jak dotychczas robili to twórcy wyjątkowo dobrzy w usypianiu czujności publiki. Ta (co wiem z autopsji) łatwo rozpuszcza się w obyczajowych wątkach, by niespodziewanie dostać fabularny twist i przypomnienie, że poruszamy się przecież w postapokaliptycznych warunkach. Ale zanim dowiemy się, czy życie po kataklizmie na Ziemi jest w ogóle możliwe, pora na szybkie podsumowanie dla zapominalskich i tych, którzy „Paradise” jeszcze nie widzieli.
Sama trafiłam na serial przypadkiem, przekonana, że dostanę polityczny thriller w stylu „Skandalu” z Kerry Washington albo coś w rodzaju popłuczyn po „House of Cards”. Początek rzeczywiście może to sugerować: w jednej z pierwszych scen oglądamy ciało prezydenta USA, który z pewnością nie zmarł śmiercią naturalną. Zwłoki odnajduje jego zaufany agent Secret Service – Xavier Collins, brawurowo grany przez Sterlinga K. Browna. To on jest naszym przewodnikiem po tej historii. Emocje i informacje dawkuje jednak tak powściągliwie, jak by bał się, że zdradzi nam za dużo.
A przecież sam chciałby jako pierwszy dowiedzieć się, kto stoi za zabójstwem szefa. Muszę tu dodać, że panowie mieli dość specyficzną relację, którą dodatkowo komplikował fakt, że Collins obwiniał prezydenta o śmierć swojej ukochanej żony. Wdowiec mimo osobistego żalu nadal uchodzi jednak za wzór lojalności i wydaje się ostatnim ze sprawiedliwych w otoczeniu Białego Domu. Albo i na całym globie.
Szybko bowiem okazuje się, że serial nie opowiada wyłącznie o tym, kto zabił i jaki polityczny spisek może stać za tragedią. Ba, początkowo niespecjalnie widzimy w prezydencie ofiarę. Jego bezczelność, przywodząca na myśl osobowość Donalda Trumpa, każe myśleć wręcz, że na najgorsze musiał sobie zasłużyć.
Elitarny bunkier
Na rozwiązanie kryminalnej zagadki przyjdzie jeszcze czas, ważniejsze dla widza staje się odkrycie, czym jest tytułowy Raj. To podziemne, samowystarczalne miasto albo technologicznie dopracowany bunkier. Schronienie znaleźli tu najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie świata: przedsiębiorcy, politycy, naukowcy oraz starannie wyselekcjonowane jednostki, które wiedząc o nadciągającym kataklizmie klimatycznym (na długo przed jego nadejściem i de facto mocno się do niego dokładając), postanowiły ocalić wyłącznie siebie i swoje rodziny.
W retrospekcjach widzimy, że Raj działa niemal bez zarzutu – do momentu, gdy śmierć prezydenta burzy tę kupioną za pieniądze albo odpowiednie przyjaźnie iluzję kontroli. Prędko (choć to nie jest słowo, którego w przypadku „Paradise” należy nadużywać) wychodzi też na jaw, że na powierzchni przetrwali ludzie, którzy mogą mieć powody, by żywić urazę wobec uprzywilejowanych mieszkańców podziemnego azylu.
Motyw zamkniętej społeczności w izolowanym świecie może wam brzmieć znajomo i przywodzić na myśl np. doskonałą serię „Silos”. „Paradise” idzie jednak swoją drogą i pozostaje bliższy realizmowi. Nie tworzy całkowicie nowej wizji przyszłości. Przeciwnie, jego dystopia wydaje się niepokojąco prawdopodobna. Serial podejmuje przy tym tematy, które mogłyby wydawać się już mocno wyeksploatowane. Ale w punktowaniu nierówności społecznych, cynizmu elit i ich odpowiedzialności za katastrofę klimatyczną szczęśliwie unika moralizatorstwa i kulturowych powtórzeń, a zamiast czarno-białego podziału na winnych i niewinnych serwuje portrety bohaterów pełnych sprzeczności, pęknięć i motywacji wynikających często z traumy lub poczucia bezsilności.
Na szczególną uwagę zasługuje tu mózg całej podziemnej operacji – Sinatra, w którą wciela się Julianne Nicholson. To kobieta sukcesu i geniuszka, która po stracie dziecka uczyniła z budowy Raju swoją życiową misję. Jej działania wyrastają więc przede wszystkim z potrzeby wypełnienia osobistej pustki, do której dokleja mniej lub bardziej narcystyczny albo wykalkulowany heroizm. W imię ochrony stworzonego przez siebie świata coraz bardziej zatraca moralne hamulce.
Z czasem okazuje się, że martwy prezydent Carl Bradford, grany przez Jamesa Marsdena też jest nieoczywistym bohaterem. Choć początkowo sprawia wrażenie nieodpowiedzialnego, zmęczonego życiem i sprzedajnego polityka, w kolejnych odcinkach – ochoczo eksperymentujących z chronologią wydarzeń – wydaje się człowiekiem świadomym własnych słabości, pełnym skruchy i próbującym – mimo ograniczeń – zrobić coś właściwego. Jego cynizm nie wynika więc z poczucia wielkości.
Co ciekawe, zarówno Sinatra, jak i Bradford zdają się oczekiwać moralnego osądu – a może wręcz rozgrzeszenia – właśnie od Xaviera, który jako jeden z nielicznych protagonistów pozostaje wewnętrznie spójny.
„Paradise” uwiódł mnie umiejętnością rozciągania napięcia bez odkrywania kart. Nigdy nie było wiadomo, co wydarzy się za chwilę, a finał pierwszego sezonu zostawił tyle niedomkniętych wątków, że równie dobrze mógłby je przez kolejny sezon wyjaśniać, jak i jeszcze bardziej komplikować. Powiedzieć, że pragnę tego chaosu, to nic nie powiedzieć.
Poznajcie Annie
A skoro chciałam, to mam. Drugi sezon wprowadza zupełnie nową perspektywę. Kolejny sezon przynosi przede wszystkim wprowadzenie postaci Annie (w tej roli Shailene Woodley). Poznajemy ją jako dziewczynkę, która po śmierci matki musi zbyt szybko dorosnąć i przejąć odpowiedzialność za dom. Jej historia zaczyna się jak uproszczona wersja „Nomadland” albo obyczajowy serial o amerykańskiej prowincji i klasowych ograniczeniach. Nagle jednak narracja skręca w stronę medycznego melodramatu rodem z „Chirurgów” – Annie wbrew wszelkim statystykom dostaje się na studia medyczne i rozpoczyna rezydenturę.
Od początku czujemy jednak, że ten awans społeczny nie będzie trwały. Rzeczywiście – ostatecznie bohaterka trafia do Graceland, dawnej posiadłości Elvisa Presleya, gdzie pracuje jako przewodniczka w urządzonym tam mikro muzeum króla rock and rolla. Jej codzienność sprowadza się do oprowadzania kolejnych wycieczek i powtarzania tych samych anegdot. Ta sielanka – pozornie bezpieczna i przewidywalna – zostaje brutalnie przerwana przez kataklizm, ten sam, o którym widzowie pierwszego sezonu wiedzą aż za dobrze.
Na moment serial zmienia się w dziennik przetrwania. Annie barykaduje się w pamiątkowym domu, próbując przetrwać w świecie, który przestał funkcjonować. Twórcy nie epatują jednak detalami survivalu. Zamiast tego wykonują skok w czasie. Gdy wracamy do bohaterki, historia zaczyna przybierać kształt love story.
Do Graceland dociera grupa ocalałych z katastrofy mężczyzn. Annie poznaje Linka (Thomas Doherty) – połączenie charyzmatycznego outsidera z oddanym członkiem motocyklowej bandy i wrażliwym nomadą. Między nim a Annie iskrzy niemal od pierwszej sceny. Ten wątek bywa jednak przewidywalny i momentami zbyt sentymentalny, co może irytować. Na szczęście twórcy wykorzystują go jako pretekst do ciekawszych refleksji: o stracie, o złudzeniach na temat życia „po końcu świata”, o tym, że postapokalipsa nie wygląda jak widowiskowy świat z „Mad Maxa”, lecz jak nasza codzienność – tyle że pozbawiona infrastruktury i komfortu.
Cukierkowe miłostki ustępują jednak miejsca akcji. Annie ma wyraźnie unikający styl przywiązania – bliskość kojarzy jej się z zagrożeniem, co nie dziwi, biorąc pod uwagę dzieciństwo naznaczone koniecznością opiekowania się matką. Relacja z Linkiem nie wytrzymuje więc napięcia i para się rozstaje, choć trudno uwierzyć, że to ich ostatnie spotkanie.
Wkrótce Annie odkrywa, że po wyjeździe Linka nie jest sama. I tu nie zdradzę niczego więcej, by nie psuć wam zabawy. Dodam tylko, że niedaleko Graceland rozbija się samolot. Możecie się domyślić, kto go pilotował. Bo czym byłby ten serial bez postaci znanych z pierwszego sezonu? W tym miejscu „Paradise” znów zaskakuje: umiejętnie splata nowe wątki z dotychczasową intrygą i przypomina, że losy mieszkańców Raju i tych, którzy zostali na powierzchni, są z sobą nierozerwalnie związane.
Owszem, zdarzają się dłużące dialogi – zwłaszcza między Annie a Linkiem – ale gdy fabuła wraca na tory głównej osi fabularnej, napięcie ponownie rośnie i każe nam zadać sobie pytanie, czy uprzywilejowani naprawdę mają monopol na przetrwanie. A przede wszystkim – czy można zbudować nowy początek na fundamentach starych nierówności.
Więcej w tym temacie:
- Jest nowy zwiastun serialowej „Lalki”! Nadchodzi przewrotna odsłona klasyki
- Potwór na miarę swoich czasów. „Przylądek strachu” jest historią amerykańskich lęków
- „Ranczo Duttonów”: Najbardziej nieoczywista para telewizji, czyli Beth i Rip, powraca
- Rafael Nadal bez maski. Netflix pokaże kulisy życia legendy tenisa
- „Niewybrani” i inne seriale o sektach
- Polska edycja „Love is Blind” i inne premiery. Co nowego w maju na Netfliksie?
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota
Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
Filmy i seriale
Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV
Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.
Filmy i seriale
„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]
Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.
Filmy i seriale
Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach
Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent
Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.
Filmy i seriale
Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy
Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.
Filmy i seriale
Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video
Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.
Filmy i seriale
„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń
Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.