PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
Najlepsze filmy na HBO Max
W filmowej bibliotece HBO Max znajdziemy setki tytułów, które nie tylko się nie starzeją, lecz także z każdym kolejnym seansem potrafią zaskoczyć. Podpowiadamy, co wybrać.
Udostępnij

Autor zdjęcia: materiały prasowe, kolaż GQ Poland
Jeśli jesteście znudzeni nowościami filmowymi, HBO Max przychodzi wam na ratunek. Co prawda na streamingu znajdziecie wiele świeżynek prosto z kina, ale jego biblioteka dosłownie pęka w szwach także od tytułów, które aż proszą, by je obejrzeć zarówno po raz pierwszy, jak i odkrywać na nowo. Zanurzając się w – zdawać by się mogło – niekończące się propozycje, możecie stworzyć swoją kolejkę filmów do oglądania, taką, którą odpalicie bez zastanawiania się: „Na co mam dziś ochotę?” (a jak wiecie, często sam wybór trwa dłużej niż seans!).
Poniżej zebrałem kilka najlepszych filmów na HBO Max. Sprawdzą się zarówno na spokojny wieczór, na wyluzowanie po pracy, jak i na dłuższe streamingowe szaleństwo w weekend.
Co warto obejrzeć? Podpowiadam. Gwarantuję, że wciśnięcie „play” nie będzie straconym czasem.
Challengers (2024), reż. Luca Guadagnino
Listę otwiera najgorętszy film z 2024 roku, czyli rozerotyzowana historia dwóch tenisistów (cudowni Josh O’Connor i Mike Faist), którzy są szaleńczo zakochani w tenisistce (Zendaya), w sporcie i konkurowaniu, ale przede wszystkim w sobie. Guadagnino perfekcyjnie wykorzystuje tenis jako metaforę relacji – rywalizacji, pożądania i władzy, snując opowieść, która bardziej niż o sporcie opowiada o ludziach i ich ambicjach. Na uwagę zasługuje również strona audiowizualna. Dynamiczny montaż, stylowe zdjęcia i pulsująca muzyka Trenta Reznora i Atticusa Rossa sprawiają, że „Challengers” ma wyjątkowy rytm i energię. Krytycy i krytyczki pisali, że film Guadagnino jest intensywny, zmysłowy i prowokujący. Choć dla mnie przede wszystkim jest hipnotyzujący, a nic mnie tak nie cieszy, kiedy podczas seansu nie myślę o bożym świecie.
Gangi Nowego Jorku (2002), reż. Martin Scorsese
Czy doczekamy się czasów, że ten zapomniany klasyk Marty’ego zostanie zrewidowany i słusznie uznany za jeden z najlepszych filmów XXI wieku? OK, może Cameron Diaz została niezbyt trafnie obsadzona w roli przebiegłej złodziejki Jenny. Za to reszta trzyma się mocno. Dostaliśmy monumentalne kino historyczne, które wciąga nas w brutalny, chaotyczny świat XIX-wiecznego Manhattanu. Scorsese opowiada historię rodzącej się Ameryki od strony ulicy. A tam, jak możemy sobie wyobrazić, jest pełno przemocy, konfliktów etnicznych i walki o władzę. Żadna idealizacja, tylko budowanie świata na krwi, strachu i niegasnących ambicjach. Najprawdopodobniej bez „Gangów…” nie byłoby długiej i lukratywnej współpracy reżysera z Leonardo DiCaprio, na której korzystają nie tylko oni, lecz także my, widzowie i widzki.
Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata (2023), reż. Radu Jude
Scenariusz tak blisko ciała, że aż parzy. Choć można to powiedzieć o większości filmów tego rumuńskiego reżysera. Radu Jude wykorzystuje pozornie prostą historię, by rozprawić się z hipokryzją korporacji, mechanizmami kapitalizmu i pustymi sloganami o „bezpieczeństwie” i „odpowiedzialności”. To film, który nie próbuje być miły dla widowni. Zamiast tego zmusza do myślenia i konfrontacji z tym, jak naprawdę funkcjonuje świat pracy i mediów. Mocny temat, ale nudy nie ma. A to za sprawą pojechanego, często groteskowego scenariusza i rewelacyjnej Ilinci Manolache w roli marnie opłacanej i przepracowanej asystentki z wytwórni filmowej, która jest również szalenie popularną influencerką, posiadającą przebekowe alter ego łysego i brodatego chłopa, niepatyczkującego się w komentowaniu rzeczywistości.
Mission Impossible – Fallout (2018), reż. Christopher McQuarrie
Wśród polecanych filmów na HBO Max zdecydowanie nie mogło zabraknąć najlepszej części kultowej franczyzy z Tomem Cruise’em w roli (niemal) nieśmiertelnego agenta Ethana Hunta. „Fallout” to absolutny majstersztyk kina akcji z cudowną sceną naparzanki w łazience całej w lustrach. McQuarrie buduje historię, która nie tylko pędzi do przodu bez chwili wytchnienia, lecz także ma realną stawkę emocjonalną. To kino szpiegowskie, gdzie decyzje bohaterów i bohaterek mają konsekwencje, a napięcie nie wynika wyłącznie z efektów specjalnych, lecz z doskonale skonstruowanej fabuły (o co już trudno w kolejnych odsłonach franczyzy). Obok Cruise’a oglądamy świetną Rebeccę Ferguson, która jako jedna z niewielu aktorek ma faktyczną chemię z odtwórcą głównej roli. Wreszcie też „Fallout” to jedyny film, gdzie Henry Cavill pokazuje, że potrafi w aktorstwo.
Wdowy (2018), reż. Steve McQueen
Musimy porozmawiać o tym niesłusznie zapomnianym majstersztyku reżysera „Wstydu” i cudownej antologii „Mały topór”. Jak to się stało, że „Wdowy” nie plasują się w czołówkach zestawień najlepszych filmów wszech czasów? Być może dlatego, iż jest to thriller kryminalny, gdzie na pierwszym planie nie królują muskularne chłopy z tatuażami, tylko grupa kobiet? Mamy Violę Davis, która tworzy jedną z najmocniejszych ról w swojej karierze – jej bohaterka jest krucha, ale jednocześnie zdeterminowana i bezkompromisowa. Nie da sobie w kaszę dmuchać. Żyje w luksusie i zrobi wszystko, by tak zostało. Odnajduję się w tej motywacji. Świetnie wypadają także Michelle Rodriguez, Elizabeth Debicki i Cynthia Erivo. Wszystkie one łączy jedynie dług, który pozostawili im w spadku zmarli mężowie (wiadomo!), uwikłani w szemrane sprawki. Zawiązują więc spisek, by wyjść cało z nagłej opresji (a przy tym trochę zarobić). Ogląda się przednio!
Jak zostałam perliczką (2024), reż. Rungano Nyoni
Dobra – to jest nowość, która niedawno gościła na wielkich ekranach (kin studyjnych). Nie mogło jednak zabraknąć „Jak zostałam…” na mojej liście, bo – z ręką na sercu – jak często oglądamy nigeryjskie kino? Na pewno za rzadko. Oto Shula wraca nocą z imprezy do domu. Na jezdni natrafia na zwłoki swojego wuja. Tak rozpoczyna się brutalny i jednocześnie absurdalny spektakl, który odsłania to, co lokalna społeczność chciała mocno ukryć. Okazuje się, że zmarły wuj dokonywał strasznych czynów, ale przecież o zmarłym mężczyźnie można mówić tylko dobrze. Całą resztę zamiata się pod dywan. O ofiarach – kobietach – nie mówi się wcale. Tak działa tradycja. Rewelacyjne kino, które niesie Susan Chardy (w roli Shuli). Świetny jest też drugi plan, m.in. kradnąca każdą scenę Elizabeth Chisela (jako lekko zwariowana Nsansa).
Seks, kłamstwa i kasety wideo (1989), reż. Steven Soderbergh
Klasyka, która nigdy się nie znudzi. Mało tego – film zrewolucjonizował amerykańskie kino niezależne i do dziś pozostaje zaskakująco aktualny. Steven Soderbergh opowiada o intymności, kłamstwach i emocjonalnym dystansie w relacjach międzyludzkich, robiąc to z niezwykłą oszczędnością środków. To kino dialogu i napięcia ukrytego między słowami – pozornie spokojne, a jednocześnie głęboko niepokojące. Siłą filmu są doskonale napisane postacie i aktorskie niuanse. Grają Andie MacDowell (chyba w jedynej dobrej roli), jeszcze sexy James Spader i Peter Gallagher, a także Laura San Giacomo. Fabuła skupia się na historii zagubionego mężczyzny, który nagrywa na wideo kobiety rozmawiające o swojej seksualności i fantazjach oraz o tym, jaki wpływ mają ona na relacje w ich małżeństwach przeżywających kryzys. Cóż, temat wiecznie świeży.
Grindhouse: Death Proof (2007), reż. Quentin Tarantino
Hołd Tarantino dla kina exploitation, który jednocześnie bawi się jego konwencjami. Na pierwszy rzut oka to prosta historia o psychopatycznym kaskaderze Mike’u, jego niezniszczalnym samochodzie i wielkiej chęci do mordowania kobiet. Pod powierzchnią kryje się przewrotna gra z oczekiwaniami widza i klasycznym podziałem ról w kinie gatunkowym. Przede wszystkim jednak – takich filmów już się nie robi. Mamy prawdziwe pościgi, realne kaskaderskie popisy i brak CGI. Dzięki temu finałowa sekwencja samochodowa wypada świeżo. Ciekawie czyta się „Death Proof” przez feministyczny pryzmat – oto kobiety postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i rozprawić się z egzotycznym maniakiem, który uważa się za nieśmiertelnego. Supercasting – Kurt Russell, Rosario Dawson, Mary Elizabeth Winstead, Rose McGowan (!) i kaskaderka Zoë Bell, która dublowała m.in. Umę Thurman w pięknym „Kill Bill” Tarantino (zresztą też na HBO Max).
Więcej w tym temacie:
- Paul Mescal i Cartier to duet idealny – zapytaliśmy aktora, dlaczego
- „Wędrówka na północ” – cichy buntownik we wrzeszczącym świecie
- Jest nowy zwiastun serialowej „Lalki”! Nadchodzi przewrotna odsłona klasyki
- Czy Paul Anthony Kelly to najbardziej stylowy aktor nowego pokolenia?
- Potwór na miarę swoich czasów. „Przylądek strachu” jest historią amerykańskich lęków
- „Ranczo Duttonów”: Najbardziej nieoczywista para telewizji, czyli Beth i Rip, powraca
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach
Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent
Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.
Filmy i seriale
Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy
Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.
Filmy i seriale
Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video
Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.
Filmy i seriale
„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń
Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.
Filmy i seriale
Wakacje w SkyShowtime. Co oglądać latem? Oto najciekawsze premiery
Nowe premiery SkyShowtime na wakacje 2026. „Lioness” sezon 3, „Star Trek: Nieznane nowe światy”, „Song Sung Blue”, „Americana” i inne filmy oraz seriale, które warto obejrzeć latem.
Filmy i seriale
„Zaproszenie”. Najbardziej niezręczna kolacja roku
Olivia Wilde bierze pod lupę współczesne związki i pyta, czy miłość może przetrwać, gdy codzienność zabija namiętność. Seth Rogen, Penélope Cruz i Edward Norton spotykają się przy kolacji, która wymyka się spod kontroli.
Filmy i seriale
Sezon ogórkowy na Netfliksie nie istnieje. Oto co oglądać w lipcu
Od perełki o golfie z Willem Ferrellem, przez filmową wersję Heartstoppera” i true crime najwyżej próby, po serial katastroficzny w lipcowej ramówce Netfliksa. Co jeszcze zobaczymy?