PARTNERZY SERWISU

apartpl

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl

Uroda

ARTYKUŁ PARTNERSKI

Efekt „glow” zamiast inwazyjnych zabiegów? Nowa era w medycynie estetycznej

Zamiast agresywnego odmładzania coraz częściej wybieramy regenerację skóry, naturalny efekt i świeżość bez widocznych śladów ingerencji. Medycyna estetyczna – podobnie jak cały nurt wellness i longevity – coraz mocniej stawia dziś na prewencję, odbudowę i technologie high-tech, które mają wspierać skórę długofalowo, a nie tylko dawać szybki efekt.

Udostępnij

1920x1080_glow

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż Klaudia Adamek

Piotr_Kowalski_GQ_RAMKA
18.06.2026

Jeszcze kilka lat temu medycyna estetyczna kojarzyła się głównie z wyraźną zmianą rysów twarzy i efektem, którego trudno było nie zauważyć. Dziś dermatologia estetyczna obiera przeciwny kierunek. W cenie jest zdrowa, napięta skóra, subtelne odmłodzenie i wygląd, który bardziej przypomina dobrze przespaną noc niż wizytę w gabinecie. Coraz większą rolę odgrywają zabiegi regeneracyjne oparte na stymulacji skóry i pobudzaniu naturalnych procesów jej odnowy.

O tym, jak zmienia się współczesna medycyna estetyczna i co zamiast „poprawiania” twarzy stało się nowym luksusem, opowiada lek. Aleksandra Znajewska-Pander, dermatolog i wenerolog.

Aleksandra Znajewska-Pander  (1)

lek. Aleksandra Znajewska-Pander Autor zdjęcia: materiały prasowe

Piotr Kowalski: Czy współczesna medycyna i dermatologia estetyczna koncentrują się dziś bardziej na prewencji i opóźnianiu procesów starzenia, czy raczej na ich naprawianiu?

Lek. Aleksandra Znajewska-Pander: Współczesna dermatologia estetyczna wyraźnie ewoluuje, a dzisiejszy pacjent jest coraz bardziej świadomy. Tym samym coraz większy nacisk kładzie się na prewencję i profilaktykę, czyli spowalnianie procesów starzenia, a nie tylko ich naprawianie. Do gabinetów trafiają coraz młodsi pacjenci, którzy rozumieją, że kluczem do dobrego wyglądu jest budowanie zdrowej skóry od wewnątrz przez zabiegi stymulujące i regenerujące oraz odpowiednią pielęgnację.

Zamiast czekać, aż pojawią się zmarszczki czy wiotkość skóry, i dopiero wtedy sięgać po bardziej inwazyjne metody, pacjenci chcą działać wcześniej. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

 

Czyli można powiedzieć, że kierunek, w którym zmierza dermatologia estetyczna, w pewnym sensie wyznaczają oczekiwania pacjentów?

Tak, zdecydowanie. W mojej praktyce często widzę, że pacjent przychodzi z konkretną potrzebą – np. chce poprawić wygląd policzków czy podnieść jakiś obszar twarzy. Jednak jeśli skóra jest wiotka, szara i zaniedbana, efekt takich działań będzie niewielki.

Dlatego musimy działać wielotorowo i wielopłaszczyznowo. Czasem wystarczy odpowiednio zregenerować skórę, co już poprawi jej napięcie, jakość i wygląd. W wielu przypadkach nie trzeba wtedy iść o krok dalej i sięgać po inwazyjne rozwiązania.

 

Czy można więc powiedzieć, że standardem stają się dziś zabiegi stymulujące skórę i produkcję kolagenu zamiast zabiegów wolumetrycznych? Wiele mówi się o zdrowym, naturalnym glow, które zastępuje przerysowane efekty „na już”.

Rzeczywiście regeneracja skóry jest dziś jednym z najważniejszych kierunków w medycynie estetycznej. Jednocześnie nie oznacza to, że zabiegi inwazyjne schodzą na drugi plan. Jeśli pacjent trafia w dobre ręce, odpowiednio zaplanowane leczenie estetyczne może poprawić zarówno jakość skóry, jak i jej wygląd, a przy tym pomóc spowolnić procesy starzenia. Te dwie rzeczy są z sobą nierozerwalnie związane.

Coraz więcej mówi się również o podstawach, czyli o właściwej pielęgnacji. W przeszłości wiele osób skupiało się wyłącznie na poprawianiu ust czy policzków, zapominając o kondycji skóry. W efekcie twarz nadal mogła wyglądać na zmęczoną czy zaniedbaną. Dziś chcemy wyglądać świeżo, zdrowo i naturalnie, z efektem naturalnego „glow”.

 

To podejście wpisuje się też w ideę longevity, o której ostatnio dużo się mówi.

Zdecydowanie tak. Longevity, czyli długowieczność, to nie tylko długość życia, lecz także jego jakość. To podejście przekłada się również na dermatologię estetyczną. Chodzi o holistyczne dbanie o skórę i jej dobrostan. Skóra jest przecież największym organem naszego ciała, dlatego chcemy, by była jak najdłużej zdrowa, promienna i w dobrej kondycji. Chcemy wyglądać młodziej, ale bez zmiany rysów twarzy.

Terapie estetyczne coraz częściej wspierają procesy regeneracyjne na poziomie komórkowym, redukują stany zapalne i chronią skórę przed stresem oksydacyjnym.

 

A jaki zabieg regeneracyjny może nam zapewnić takie efekty?

Jedną z takich procedur jest terapia łączona Glow Up! Power Treatment – zabieg, który został stworzony z myślą o długofalowym dbaniu o kondycję skóry. Dziś pacjenci – zarówno kobiety, jak i mężczyźni – chętnie korzystają z zabiegów regeneracyjnych wykorzystujących technologie high-tech zamiast tych z użyciem strzykawki. Standardem staje się łączenie różnych metod opartych na naturalnej stymulacji skóry, ponieważ pozwala to wykorzystać efekt synergii. Skuteczność takich terapii potwierdzają zarówno badania naukowe, jak i codzienna praktyka kliniczna.

W zabiegu Glow Up Treatment wykorzystujemy trzy technologie, działając na trzech poziomach skóry. Pierwsza z nich, czyli radiofrekwencja mikroigłowa, działa najgłębiej. Mikronakłucia w połączeniu z energią cieplną powodują kontrolowany mikrouraz, który stymuluje produkcję kolagenu. Dzięki temu skóra staje się bardziej jędrna, wygładzona, a głębokie zmarszczki ulegają redukcji.

Kolejnym krokiem jest laser tulowy. Działa on płycej – w obszarze połączenia naskórka i skóry właściwej, czyli miejsca, w którym znajdują się melanocyty, czyli komórki produkujące barwnik skóry i odpowiadające m.in. za powstawanie przebarwień. Ten etap pozwala wyrównać koloryt skóry, zregenerować naskórek i uzyskać wspomniany efekt „glow” czy „baby face”. Domknięciem całego zabiegu jest terapia światłem LED, która także stymuluje procesy regeneracyjne i przyspiesza gojenie.

Jest to procedura, którą można wykonywać przez cały rok. Czas rekonwalescencji jest krótki, a efekt „glow” uzyskujemy po kilku dniach od zabiegu, kiedy znika szorstkość skóry. Pełne rezultaty są widoczne po kilku tygodniach.

 

Jak długo utrzymują się efekty zabiegu oraz jak pacjent powinien dbać o skórę po zabiegu, żeby je wydłużyć?

Bardzo ważne jest odpowiednie przygotowanie skóry przed zabiegiem, najlepiej pod okiem lekarza. Jeśli skóra jest przesuszona, najpierw zalecamy intensywne nawilżanie – zarówno w domu, jak i w gabinecie. Dobrze nawilżona skóra lepiej reaguje na zabieg, co przekłada się na lepszy i trwalszy efekt.

Po zabiegu może pojawić się przejściowe zaczerwienienie i niewielki obrzęk, szczególnie w okolicy oczu. Takie objawy zwykle ustępują w ciągu 1–2 dni. Wiele zależy od parametrów zastosowanych w trakcie zabiegu. Jeżeli działamy delikatniej, często już następnego dnia możemy wrócić do swoich codziennych czynności. Gdy skóra wymaga intensywniejszej stymulacji, rekonwalescencja może potrwać około 2–3 dni.

Dodatkowo po laserze tulowym skóra może być przez kilka dni lekko szorstka. Wynika to z powstawania mikroskopijnych kanalików w naskórku i procesu jego odnowy – stara warstwa skóry stopniowo się złuszcza, a na jej miejscu pojawia się nowa, gładka i promienna. Uczucie szorstkości znika po mniej więcej 5–7 dniach, ale w tym czasie kluczowe jest intensywne nawilżanie skóry oraz stosowanie delikatnych preparatów o lekkiej konsystencji, które nie będą zatykać porów.

Bardzo ważna jest także ochrona przeciwsłoneczna, szczególnie w okresie wiosenno-letnim. Należy regularnie stosować filtry SPF i unikać nadmiernej ekspozycji na słońce. Dzięki temu efekty zabiegu utrzymują się dłużej, a skóra regeneruje się w optymalnych warunkach.

 

Jak często można wykonywać ten zabieg?

Chociaż wizualnie skóra wraca do normy stosunkowo szybko, procesy regeneracyjne w jej głębszych warstwach trwają nawet do trzech miesięcy. Choć nie wyłącza nas to z codziennych aktywności, czas stymulacji kolagenu jest dość długi, dlatego zabiegi muszą być wykonywane w odpowiednich odstępach. Kluczowa jest tu oczywiście konsultacja z lekarzem poprzedzająca zabieg i dostosowanie procedur do konkretnych potrzeb skóry oraz pacjenta.

W zależności od potrzeb można wykonać serię trzech zabiegów co 4–6 tygodni, co jest „kopniakiem” dla skóry, czyli silnym bodźcem regeneracyjnym. Jeśli zaś chodzi o profilaktykę, często wystarczy jeden lub dwa zabiegi rocznie, żeby utrzymać zdrowy, promienny wygląd.

 

Jak zabieg wygląda u osób młodszych, które chcą działać prewencyjnie, a jak u pacjentów ze skórą dojrzałą z widocznymi oznakami starzenia?

Oprócz wieku ogromne znaczenie ma również struktura skóry, jej grubość, stopień nawilżenia oraz ilość tkanki tłuszczowej. Każda skóra musi być odpowiednio nawilżona i przygotowana, ale wiek także jest aspektem, który bierzemy pod uwagę. U osób około 30.–35. roku życia, które chcą działać profilaktycznie, stosujemy zazwyczaj delikatniejsze parametry i wykonujemy zabiegi rzadziej. Z kolei u pacjentów ze skórą dojrzałą – w wieku 40+, zwłaszcza jeśli to ich pierwszy zabieg w gabinecie – procedura może być bardziej intensywna i wymagać większej liczby powtórzeń.

Równie ważna jest anatomia twarzy. Inaczej wykonamy zabieg u osoby szczupłej, a inaczej u tej z większą ilością tkanki tłuszczowej, bo pierwszy krok zabiegu Glow Up! Power Treatment, czyli radiofrekwencja mikroigłowa, może także modelować linię żuchwy i redukować miejscowe nagromadzenia wspomnianej tkanki. U osób z pełniejszymi twarzami, chcących wyszczuplić dolną partię twarzy, można pracować na wyższych parametrach.

Jeśli chodzi o drugi etap zabiegu i laser tulowy, to u osób z przebarwieniami należy działać delikatniej, a z kolei u osób zmagających się z rozszerzonymi porami skórę można podgrzać mocniej, by wzmocnić efekt stymulacji i wygładzenia.

 

A jak wygląda to w przypadku mężczyzn, których skóra jest średnio o 25 proc. grubsza od kobiecej?

Mimo że skóra mężczyzn jest grubsza niż u kobiet, jeśli jest to pierwszy zabieg, zwykle również zaczynamy od delikatniejszych parametrów. Dzięki temu zabieg jest komfortowy, a rekonwalescencja przebiega szybko.

Często pacjenci pytają, czy można wykonać zabieg w okolicy brody i czy wpłynie to na owłosienie. Wszystkie technologie można zastosować w tym obszarze, najlepiej, jeśli broda jest zgolona, a zabieg nie wpływa na owłosienie, więc nie ma tu powodów do obaw.

Mężczyzn interesuje też, jak skóra będzie wyglądać po zabiegu i jak często powinni go powtarzać. Efekty są szybkie i naturalne: twarz wygląda świeżo i naturalnie, skóra staje się gładsza, bardziej napięta, a pory są mniej widoczne – dokładnie na tym często zależy panom.

Jeżeli chodzi o częstotliwość, warto wykonywać taki zabieg przynajmniej raz w roku. To dobra inwestycja w wygląd skóry – zmniejsza oznaki zmęczenia i efekty fotostarzenia, a pacjenci często wracają, mówiąc, że czują się jak nowi.

 

Wielu mężczyzn obawia się, że będzie widać, iż „coś było robione”. Medycyna estetyczna przez lata mówiła językiem kobiet i wydaje się, że dla mężczyzn wizyta w gabinecie może być w dalszym ciągu „niemęska”.

To częsta obawa, dlatego warto podkreślić, że w tym przypadku efekt jest naturalny – nie powoduje sztucznego wyglądu ani nie zmienia rysów twarzy. Skóra po zabiegu po prostu wygląda na bardziej wypoczętą, jak po dobrym urlopie. A zdrowa, jędrna i promienna skóra dodaje pewności siebie, co moim zdaniem jest bardzo męskie.

 

Wyłącznym dystrybutorem w Polsce radiofrekwencji mikroigłowej, lasera tulowego oraz inteligentnej fototerapii EVA LED wykorzystywanych w zabiegu Glow Up! Power Treatment jest Bogdani Dermatologia (@dermatologia_bogdani).

Piotr_Kowalski_GQ_RAMKA

Dziennikarz serwisu internetowego GQ.pl i papierowego GQ Poland. Wcześniej tworzył treści i content beauty w Glamour.pl jako redaktor online działu urody. Dziś w GQ Poland odpowiada za tematykę self-care w pełnym wymiarze – od pielęgnacji i kosmetyków (ma słabość do koreańskich), przez perfumy, po trendy i zjawiska, przybliżając czytelnikom i czytelniczkom nowoczesne podejście do troszczenia się o siebie. Po godzinach najchętniej znika ze swoim psem Heniem lub gra w tenisa. Jego comfort movie to „Nigdy w życiu” (podobno zawsze chciał być jak Judyta), a jako wierny od dziecka Potterhead wraca do filmów o Harrym Potterze kilka razy w roku – i dalej marzy o istnieniu magii.

Czytaj więcej

1920x1080_ping

Przeszczep włosów, czyli jak oszukać męskie przeznaczenie

Siwe włosy można pofarbować lub uznać, że to oznaka dojrzałości. Łysina to pustka, która rodzi jedno pytanie: czy nie da się z tym nic już zrobić?

1920x1080_wakacje_flakon

Wakacje we flakonie, czyli perfumy, które pachną jak podróż marzeń

Nie każda podróż zaczyna się na lotnisku. Czasami jej początek jest na nadgarstku, choć nie w dosłownym sensie. Oto (nie tylko) męskie perfumy, które myślami zabiorą cię w wakacyjną podróż.

męska fryzura surfer hair

Męska fryzura surfer hair wychodzi z plaży. Jak uzyskać miejski beach look?

Wakacyjny luz, włosy rozjaśnione od słońca i beach look rodem z Kalifornii. Według fryzjerów surfer hair będzie jedną z najmodniejszych męskich fryzur na lato 2026. Podpowiadają, co się w niej liczy, jak ją uzyskać i jak ją stylizować.

Jak działa kwas hialuronowy na twarz?

Jest w niemal każdym kosmetyku. Dlaczego kwas hialuronowy zrobił furorę w pielęgnacji skóry?

Nie jest składnikiem, który obiecuje zatrzymanie czasu. Mimo to kwas hialuronowy od lat cieszy się ogromną popularnością w pielęgnacji skóry. Dlaczego?

1920x1080_kwiaty_plec

Perfumy kwiatowe nie mają płci. 7 zapachów, które żegnają stare stereotypy

Długo były przypisywane tylko do dwóch kategorii: „dla kobiet” i „bezpieczna klasyka”. Dzisiaj granice w komponowaniu zapachów kwiatowych wyznacza jedynie wyobraźnia ich twórców. Inspiracją są choćby nieistniejące kwiaty przyszłości i takie, które zapachu… nie mają.

Brad Pitt fryzura warrior cut

Brad Pitt nosił ją już w latach 90. Warrior cut wraca jako jedna z najmodniejszych fryzur męskich 2026

Lata 90. pozostają wiecznie żywe, a fryzura warrior cut jest tego doskonałym przykładem.

filtry mineralne czy chemiczne - który SPF wybrać?

Dwa rodzaje SPF, jeden cel. Filtr mineralny czy chemiczny – który będzie lepszy dla ciebie?

Wokół filtrów mineralnych i chemicznych istnieje wiele mitów, które warto obalić. Wyjaśniamy, czym naprawdę się różnią, jak działają i od czego zależy wybór SPF między nimi.

Perfumy Matiere Premiere Metal Lavender

Lawenda w zapachach znowu jest cool?

Przepraszam, co to za perfumy? To pytanie na ulicy czy w kawiarni słyszy każdy, kto nosi kompozycje Auréliena Guicharda, perfumiarza i założyciela marki Matiere Premiere. Po takich hitach jak Radical Rose czy Vanilla Powder dostajemy Metal Lavender – zapach oparty na składniku, który jest na samym dole listy modnych surowców. Czy Guichard sprawi, że lawenda znowu będzie cool?