PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sport

Wrestling znaczy frajda

Wrestling nie udaje rzeczywistości. Tworzy własną. Od dawna próbuje wciągnąć w nią Polaków, ale oni wciąż się opierają.

Udostępnij

Wrestling znaczy frajda

Wrestling znaczy frajda Autor zdjęcia: kolaże GQ Poland

Rafał Christ
14.03.2026

Wściekły łysy Teksańczyk ogłusza przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. „Stone Cold” Steve Austin chwyta go za kark. Siada gwałtownie. Szczęka biznesmena-celebryty wbija się w jego ramię. Bezwładne ciało Donalda Trumpa odskakuje i składa się w pół jak po zwarciu instalacji. Trybuny stadionu w Detroit eksplodują. 80 tys. osób ryczy jednocześnie. 

„Austin! Austin!” – skanduje tłum.
 

Stone Cold w najśmielszych snach nie przypuszczał, że wykona stunnera – swój popisowy cios – na przyszłej głowie państwa. Wrestlemania 23 odbyła się przecież w 2007 roku, gdy rządy Trumpa pozostawały jeszcze w sferze ironicznych żartów rodem z „Powrotu do przyszłości II”. Lata później, w trakcie pierwszej kampanii prezydenckiej media i internauci chętnie przypominali jego występy z czasów World Wrestling Entertainment. Filmiki z gali największej federacji wrestlingu na świecie rozlały się po sieci jako memiczny dowód na to, jak wizerunek Donalda Trumpa jest mocno związany ze światem show-biznesu, a kiedy już został on prezydentem, sam wrestling stał się metaforą jego polityki opartej na konflikcie, teatralności i widowiskowości.

Prezydentura Trumpa utrwaliła wysoką pozycję wrestlingu w tożsamości kulturowej Amerykanów, a dla Polaków pozostaje on zjawiskiem niszowym. Brakuje w nim realizmu, który rozpala sportowe emocje naszych rodaków. Wystarczy obejrzeć jakikolwiek show WWE, by zobaczyć, jak zawodnicy cierpliwie czekają na cios przeciwnika i w przerysowany sposób symulują obrażenia. Młodzi ludzie często pytają zapaśnika, promotora i komentatora wrestlingu Andrzeja Suprona, czy to się dzieje naprawdę. Znany jako „Profesor zapasów”, 16-krotny medalista mistrzostw świata, Europy i igrzysk olimpijskich przytacza im wtedy wypowiedź kanadyjskiego wrestlera StarBucka, który na podobne pytania odpowiadał krótko: „Miałem pięć złamań, osiem operacji. Czy to jest naprawdę, czy nie?”. 

– Polacy nie potrafią się bawić. Jesteśmy specyficznym narodem, który za bardzo boi się oszustwa, żeby wyluzować, dlatego mamy taki problem z wrestlingiem – uważa Supron. – Moim zdaniem sporo osób węszy w nim podstęp. Szuka dowodu, że to ustawione, wyreżyserowane i udawane, zamiast po prostu czerpać frajdę z widowiska. To tak, jakby chodzili do teatru i nie mogli zaangażować się w akcję, bo aktorzy wcielają się w kogoś, kim tak naprawdę nie są.

Wrestling znaczy frajda

Wreslingowcy Autor zdjęcia: Getty Images

Za bary z rozrywką

Widowiskowe pojedynki rodem z „Mortal Kombat” są we wrestlingu środkiem narracyjnym. Zawodnicy wcielają się w babyface’ów (pozytywnych bohaterów) lub heelów (czarne charaktery), którzy obrzucają się błotem, wyzywają i podkładają sobie świnie. Z przymrużeniem oka eskalują wydumany konflikt, żeby przekonać widzów, że się nienawidzą. Że jeden by drugiego zabił. Albo przynajmniej wysłał do szpitala. Ich spór wychodzi daleko poza ramy sportowej rywalizacji. Kiedy stają do starcia w ringu, to już nie jest walka ludzi. To wojna ego, idei, wartości i stylów życia.

Te narracyjne walki przykuły oko Suprona jeszcze w 1973 roku. Natrafił na nie w amerykańskiej telewizji, kiedy wraz z reprezentacją Polski w zapasach pojechał do Stanów Zjednoczonych. Co prawda nie od razu wiedział, o co w tym zawodowym wrestlingu chodzi, ale było w tym wystarczająco dużo akcji i monumentalnych ciosów, by go zainteresować. Gdy już w tę sportową rozrywkę wsiąkł, poznał wrestlera polskiego pochodzenia, który w WWWF (World Wide Wrestling Federation, późniejsze WWE) występował jako „Polish Hammer”. To właśnie Ivan Putski zaproponował mu, żeby zorganizował coś podobnego w Polsce. A on wbiegł w to jak spearem (powalenie rywala z rozpędu barkiem).

– Wciąż mam pas, który Putski mi przywiózł, żebyśmy mieli o co walczyć. Jak w Ameryce, gdzie Hulk Hogan był wtedy mistrzem i wszyscy próbowali mu ten pas odebrać. Zebrałem bardzo fajny skład, bo to byli kulturyści, futboliści, rugbyści, zapaśnicy i aktor nawet się trafił. Scenariusze wymyślaliśmy bardzo proste: ja jestem dobry, ty jesteś zły i walczymy. – opowiada Supron. – Nie mieliśmy skąd się uczyć, jak wykonywać te ruchy, jak przyjąć cios, więc robiliśmy to na wyczucie, by tylko było efektowne. Na szczęście byliśmy bardzo wysportowaną ekipą. Ta nasza sprawność wystarczała. A w połączeniu z fajnymi kolorowymi scenografiami i ubiorami robiliśmy ogromne wrażenie. Jeździliśmy w trasy po Związku Radzieckim. Jak w Moskwie daliśmy trzy występy w Parku Gorkiego, to prasa później pisała, że tylko Ałła Pugaczowa mogłaby tam zebrać tyle ludzi. Ale w Polsce też dużo osób przychodziło. W Warszawie ożywiliśmy już od dawna wymarłą Halę Gwardii.


Głos wrestlingu

Po upadku Związku Radzieckiego Supron wciąż parł naprzód z promowaniem wrestlingu w Polsce. W 1993 roku udało mu się sprowadzić światowe gwiazdy. Były to czasy, kiedy ślinka nam leciała na wszystko, co zza oceanu, a w Hulku Hoganie zaczynaliśmy dostrzegać ikonę popkultury. Dekadę wcześniej Hulkster stał się dla Amerykanów bohaterem narodowym, bo na ringu rozprawiał się z wrogami wolnego świata. U nas na początku lat 90. walczył o tytuł herosa VHS-owego kina akcji i już zaraz tłumnie kibicowaliśmy mu przed telewizorami, gdy ratował świat swoją ultranowoczesną łodzią w „Gromie w raju”. Na dobrą sprawę przed Torwarem powinna ustawić się kolejka jak na otwarcie pierwszego McDonalda w Warszawie. Tak się jednak nie stało. „World Wrestling Superstars” przyciągnęło zaledwie 600 widzów. 

Mimo niezbyt dużego zainteresowania Supron zapowiedział kolejną edycję wydarzenia. Jak sam zaznacza, udało się zdobyć na nią finansowanie. Swoich planów nie zrealizował, ale odnosił kolejne sukcesy, organizując gale z udziałem rodzimych zawodników. W międzyczasie rozpoczął współpracę z telewizją. Gdy pod koniec lat 90. sportowa rozrywka rozgościła się na polskich małych ekranach, to właśnie on – na antenie Wizji Sport, Eurosportu czy w końcu Extreme Sports Channel – przeprowadzał widzów przez triumfy i porażki gwiazd WWE (na przełomie wieków jeszcze WWF), serwując ekspercki, acz przystępny komentarz „Profesora zapasów”.

– Od początku kariery komentatorskiej staram się nie używać fachowych określeń. No bo jakbym powiedział, że „to ładny clothesline”, to co nowy widz by zrozumiał? – tłumaczy Supron. – Znacznie lepiej mówić o tych akcjach bardziej opisowo, że ktoś ramieniem ściął przeciwnika, czyli zrobił tzw. clothesline. Zawsze zależało mi bowiem, żeby docierać do coraz większej liczby osób. I wiedziałem, że to też młodzi ludzie oglądają, dzieciaki nawet. Dlatego z miejsca wytykałem tych złych, a tych dobrych bardziej eksponowałem. Najważniejszym dla mnie zawsze było przekazywanie emocji, jakie towarzyszą tym widowiskom. Ja je głośno przeżywałem na antenie.


Polacy padają na matę

W 2009 roku Supron wraz z Pawłem Borkowskim – współkomentatorem z Extreme Sports Channel – założyli TBW (Total Blast Wrestling). Federacja była ambitnym przedsięwzięciem z udziałem zagranicznych zawodników z ogromnym doświadczeniem. Po dwóch latach projekt poległ przygnieciony zbyt dużymi kosztami. Niedługo potem, bo już w 2015 roku, jego los podzieliło Do or Die Wrestling – pierwsza polska federacja wrestlingu. Białe plamy na rozrywkowej mapie Polski, jakie po sobie zostawiły, zaczęło wypełniać młodsze pokolenie. Dzięki temu na terenie naszego kraju mamy obecnie pięć prężnie działających rodzimych federacji. Jedna z nich, warszawski PpW Ewenement, szykuje się właśnie do swojej pierwszej gali w Japonii – drugiej po USA wrestlingowej potędze świata.
 

Wrestling znaczy frajda

Hulk Hogan Autor zdjęcia: Getty Images

Supron ocenia, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Polskie społeczeństwo powoli dojrzewa do wrestlingu. Jest on przecież wszechobecny i łatwiej dostępny niż kiedykolwiek wcześniej. Gwiazdy WWE – Dwayne „The Rock” Johnson, John Cena czy Dave Bautista – robią oszałamiające kariery w Hollywood, a sama federacja podpisała z Netfliksem 10-letni kontrakt wart 5 mld dolarów. Oznacza to koniec czekania na opóźnione transmisje w telewizji – programy i gale PLE (Premium Live Events) można śledzić na żywo. Na Extreme Sports Channel zastępują je widowiska AEW (All Elite Wrestling, drugiej siły amerykańskiego wrestlingu). Od sportowej rozrywki coraz trudniej uciekać. Najwyższy więc czas odklepać i się jej poddać.

Tagi

Czytaj więcej

Sergio Ramos Hiszpania Argentyna

W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie

Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.

Mundial 2026: pierwszy w historii mistrzowski pierścień FIFA

Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA

Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.

Ferran Torres Argentyna Hiszpania

Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron

W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Bukayo Saka podczas meczu Anglia-Francja na mundialu 2026

Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja

To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.

Lionel Scaloni i Luis De La Fuente podczas mundialu 2026

Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?

Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.

Djed Spence Anglia-Argentyna

Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo

Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.

Mikel Oyarzabal w meczu półfinałowym z Francją

Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.

Francja Michael Olise

Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise

Francuski skrzydłowy momentalnie stał się jedną z gwiazd tegorocznego mundialu. Dostarczył nie tylko boiskowych popisów, ale także niespotykanego poziomu aury.