Tabela Ekstraklasy płaska jak stół. Liga nieszczęśliwych, frustracji i żyły wodnej
PARTNERZY SERWISU
Sport
Tabela Ekstraklasy płaska jak stół. Liga nieszczęśliwych, frustracji i żyły wodnej
Nawet w kraju wiecznych walk politycznych nie znajdziesz drugiej takiej huśtawki emocjonalnej. Rodzima kinematografia nie dostarcza tak wybuchowej mieszanki gatunków. To Ekstraklasa, gdzie zaprzeczamy prawom futbolu.
Udostępnij

Gol Mikaela Ishaka. Lech Poznań liderem Ekstraklasy Autor zdjęcia: Getty Images
Pierwsza wizyta pod płotem była we wrześniu, choć po wygranym meczu. Piłkarze Piasta Gliwice musieli wysłuchać wściekłych kibiców mimo awansu w Pucharze Polski. Jednak to było zwycięstwo „z gwiazdką”: minimalne (1:0), wymęczone (gol dopiero po godzinie gry), i to osiągnięte z rezerwami Korony Kielce. Do tego pierwsza wygrana w sezonie, po fatalnym starcie w lidze, który na długie miesiące przytwierdził Gliwiczan do strefy spadkowej.
W październiku protestowali kibice Bruk-Bet Termaliki Niecieczy, którzy wywiesili wulgarny transparent skierowany do swoich piłkarzy. Źle działo się nie tylko u beniaminka Ekstraklasy, bo przecież piłkarze mistrza Polski, Lecha Poznań, musieli odbyć rozmowę wychowawczą z kibicami po meczu z Arką w Gdyni. Dokładnie pod tym samym sektorem kilka miesięcy później znaleźli się zawodnicy warszawskiej Legii.
To było już za kadencji Marka Papszuna, trzeciego szkoleniowca Legii w tym sezonie. Protestów i wyrazów dezaprobaty było nawet więcej, gdy Warszawianie bili kolejne negatywne rekordy fatalnymi wynikami. Papszun przyszedł z Rakowa Częstochowa, którego doprowadził do krajowego pucharu i mistrzostwa. Mimo to fani byli wściekli, że trenerowi jesienią zachciało się odejść do Legii i do niego skierowali obraźliwy transparent.
W Gdańsku po porażce z Radomiakiem kibice gospodarzy udali się pod szatnię Lechii. W Szczecinie jeszcze w grudniu piłkarze oddawali koszulki i musieli obiecywać, że kończą z wizytami w klubach nocnych. Fani Widzewa Łódź myśleli, że żyją w bajce, bo prywatny inwestor wykupił ich klub i dorzucił piłkarzy za rekordowe w skali kraju kwoty, ale i oni mieli w końcu dosyć. Na niedawnym meczu z Motorem Lublin protestowali przeciwko słabej grze i wynikom, które mogą oznaczać spadek. W Kielcach w ostatni weekend kilkudziesięciu kibiców weszło po ostatnim gwizdku na murawę, choć ich zespół zremisował, nie jest w strefie spadkowej i do samego końca atakował.

Radość piłkarzy Legii-Warszawa po meczu z Widzewem Łódź Autor zdjęcia: Getty Images
Czy tu jest jakiś pogrzeb?
O Ekstraklasie mówi się, że jest ligą tak wyrównaną, że każdy może w niej marzyć i osiągać sukces. Ale jest też druga strona medalu: szaleństwo wynikające z tego, jak płaska jest tabela sprawia, że kibic osiąga też te niechciane stany emocjonalne. Wściekłość, smutek, niepokój, brak satysfakcji… To dotknęło niemal każdego śledzącego te rozgrywki.
Beniaminek z Płocka był liderem po jesiennej części sezonu. Wisła nie grała w rewelacyjnym stylu, atakowała rzadko, należała do zespołów chcących piłki jak najmniej, ale punktowała. Rok kończyła najlepsza, choć zremisowała osiem z dziesięciu ostatnich meczów. Wiosną idzie jej słabiej, przegrała najwięcej spotkań, ale i tak apetyty fanów urosły niewspółmiernie do siły drużyny. Gdy ostatnio przegrała z Radomiakiem (0:1), trener Mariusz Misiura poczuł się do pokazania szerszego kontekstu. „Na pewno towarzyszą nam dziwne uczucia. Z jednej strony stworzyliśmy środowisko i na koniec 30. kolejki Ekstraklasy, mając czwarte miejsce i punkt straty do podium, jesteśmy niesamowicie niezadowoleni i nieszczęśliwi. To pokazuje, co zbudowaliśmy przez te miesiące” – mówił.
W podobne tony jeszcze w połowie sezonu uderzał Jacek Zieliński, trener Korony Kielce, po remisie właśnie z Wisłą Płock. „Przyglądam się opiniom waszym, dziennikarzy, ludzi dookoła. Wygląda na to, że tu jakiś pogrzeb jest, że stało się coś złego. Chcę wam tylko przypomnieć, również tym ludziom, którzy na nas narzekają i psioczą, że my w tym roku kalendarzowym w 34 meczach zdobyliśmy 51 punktów. To daje średnią 1,5 punktu na mecz. (…) Nie rozumiem tego rozgoryczenia, czasami takiej werbalnej agresji. Z czego to się bierze? Korona po raz pierwszy od dłuższego czasu jest zespołem środka tabeli, nie jest uwikłana – na razie, bo ta liga jest tak szalona, że nie wiadomo, co będzie dalej – w żadne złe sprawy. A odbiór jest taki, jak byśmy szorowali po dnie i mieli 10 punktów” – irytował się najbardziej doświadczony szkoleniowiec ligi.

Górnik Zabrze – wicelider tabeli Ekstrakalsy Autor zdjęcia: Getty Images
Kasa się nie liczy
Taki jest urok Ekstraklasy. Oczywiście, że są ludzie szczęśliwi – Lech mknie w kierunku drugiego mistrzostwa z rzędu, Górnik już sięgnął po pierwsze od 30 lat trofeum i jeszcze może zawalczyć o tytuł z Kolejorzem. Jednak wraz z rosnącą w europejskich rankingach pozycją ligi, coraz większymi pieniędzmi inwestowanymi w kluby i piłkarzy, imponującą frekwencją i modą na chodzenie na mecze to poczucie niezadowolenia jest dominujące.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to ogólnie jest cecha futbolu: w każdej lidze na koniec wygrywa jeden klub, więcej spada, kilka może osiąga wynik ponad stan, ale zwykle chodzi o średniaków niż tych najlepszych. Rozczarowanie jest uczuciem, które towarzyszy kibicom piłkarskim w ich życiach. Jednak ci wspierający kluby Ekstraklasy są dodatkowo narażeni. Lidze polskiej towarzyszy pole siłowe, które jest odporne na futbolową logikę.
Przykładów nie brakuje. Autorzy przełomowej książki „Futbonomia”, Simon Kuper i Stefan Szymanski, wyliczali, że największy wpływ na wyniki mają budżety płacowe. Im lepiej płacisz, tym lepszych masz zawodników i notujesz lepsze pozycje w tabeli. Ekstraklasa jest wyjątkiem potwierdzającym regułę: najbogatszy Widzew ma dużą szansę spaść, wydająca rekordowe kwoty na pensje zawodników Legia wygrała tylko dziewięć z 31 spotkań. Motor Lublin, należący do 13. najbogatszego Polaka w kraju, Zbigniewa Jakubasa, również jeszcze musi walczyć o utrzymanie.
Pierwsze wydanie „Futbonomii” miało miejsce w 2009 roku, gdy analiza danych w piłce dopiero raczkowała. Obecnie istnieje mnóstwo wskaźników oceniających występy indywidualne i zespołowe, także sugerujące, kto osiąga wyniki powyżej lub poniżej realnych możliwości. Jeden z nich to „punkty oczekiwane”, który na bazie kreowanych w meczach szans przyznaje „sprawiedliwe” punkty za grę w ataku, mówiący jeszcze więcej o Ekstraklasie. O ile w klasyfikacji „punktów oczekiwanych” dalej przewodzi Lech, o tyle druga jest Legia, czwarta Lechia i później Cracovia oraz Pogoń Szczecin – a przecież to drużyny wciąż z szansami na spadek w realnej tabeli.

Jacek Zielinski – trener Korony Kielce Autor zdjęcia: Getty Images
Futbol przez zaprzeczenie
Ten „futbol przez zaprzeczenie” przyciąga coraz większą liczbę kibiców, a sama liga chełpi się większym zainteresowaniem zagranicznych mediów. Faktycznie, w ostatnich miesiącach o fenomenie Ekstraklasy pisały portale z Anglii, Niemiec, Francji i Hiszpanii, gdzie bardzo trudno przebić się przez bieżącą rywalizację europejskich potęg. To powrót do przeszłości dla kibiców, którzy znają już tylko piłkę należącą do superklubów, bardzo rzadko są w stanie zajrzeć poza postępujące rozwarstwienie na tle finansowym. Niech nikt się nie da zmylić, w Ekstraklasie ono też jest, są bogatsi i biedniejsi, inwestują miliarderzy oraz całe miasta, ale boisko szybko wszystko wyrównuje. Czy to żyła wodna płynąca pod całą polską piłką, czy nieumiejętność przełożenia tak rozumianej przewagi na jakość – to temat na osobną rozprawkę.
Tymczasem klubom Ekstraklasy, z czterema wyjątkami, zostało 270 minut grania. Mistrz wciąż nie jest znany, 15 drużyn ma szanse – choć niektóre iluzoryczne – na zagranie w europejskich pucharach. W tabelach analityków danych szóste Zagłębie Lubin wciąż nie ma stuprocentowej pewności, że przyszły sezon spędzi w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nie gwarantujemy szczęścia, radości ani nawet wysokiego poziomu, ale jeśli do końca maja chcesz się czymś ekscytować, na coś wkurzać i skończyć sezon z poczuciem, że niczego nie rozumiesz, to Ekstraklasa powinna być twoim wyborem.
Tylko nie mów potem, że nie ostrzegaliśmy, a przed zażyciem Ekstraklasy skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
Dziennikarz TVP Sport, wcześniej pracował w Sport.pl, Viaplay i PZPN. Był korespondentem na mistrzostwa świata i Europy, pracował na stadionach Premier League, bacznie przygląda się Ekstraklasie, a z pasją realizuje trenersko w niższych ligach. Autor dwóch książek o futbolu: „Polska myśl szkoleniowa” oraz „Jak (nie) grać w Europie”.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sport
W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie
Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.
Sport
Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA
Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.
Sport
Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron
W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.
Sport
Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja
To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.
Sport
Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?
Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.
Sport
Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo
Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.
Sport
Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju
Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.
Sport
Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise
Francuski skrzydłowy momentalnie stał się jedną z gwiazd tegorocznego mundialu. Dostarczył nie tylko boiskowych popisów, ale także niespotykanego poziomu aury.