PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Społeczeństwo

Czy Młodzieżowe Słowo Roku jest naprawdę młodzieżowe?

Festiwal natrętnego marketingowego szponcenia można uznać za rozpoczęty. Właśnie poznaliśmy wyniki jednego z najbardziej rozgrzewających copywriterskie i dziennikarskie klawiatury plebiscytów językowych w Polsce.

Udostępnij

MSR_PWNPL_AKTUALNOŚĆ_2_zwycięzca

Według PWN „Szponcenie” oznacza „spontaniczne, energiczne działania, często improwizowane i nieszablonowe”. Autor zdjęcia: Materiały prasowe

Paulina_Januszewska
08.12.2025

Chociaż wybór czapki i trampek na galę ogłoszenia Młodzieżowego Słowa Roku wcale nie był w moim przypadku podyktowany chęcią wmieszania się w nastoletni tłum, tylko pośpiechem, i tak czułam się jak Steve Buscemi ze słynnego mema „Hello, fellow kids”. Wrażenie wiekowej nieadekwatności czy – jak kto woli – krindżu – towarzyszy jednak corocznemu, powszechnemu przeżywaniu tego, jakim słownictwem posługują się młodzi, od samego początku plebiscytu. Jaki wobec tego sens ma organizowanie podobnych konkursów?

„Szpont” słowem roku

To proste. Dzięki nim dorośli dostają kolejne powody do fetyszyzowania albo besztania (zależy, kogo spytać) młodych ludzi, językoznawcy – materiał do swoich badań, dziennikarze – nowe frazy do tworzenia clickbaitowych tytułów treści, a marki – słownik do kampanii reklamowych, w których 30- i 40-latkowie mówią jak gimnazjaliści, choć gimnazja od dobrych kilku lat już nie istnieją.

W tym roku możecie być pewni, że media odmienią zwycięski rzeczownik „szpont” przez wszystkie przypadki, a końca „szponcenia” przy wciskaniu nam kolejnych produktów i usług nie będzie widać przez kilka najbliższych miesięcy. Dla porządku objaśniam za PWN – organizatorem Młodzieżowego Słowa Roku – że szponcenie oznacza „spontaniczne, energiczne działania, często improwizowane i nieszablonowe”.

Nie wiem jak wam, ale mnie to wyrażenie pasuje do humoru z PRL-owskich albo wręcz przedwojennych, a nie współczesnych zeszytów szkolnych. Okazuje się jednak, że tegoroczna lista konkursowych nominacji obfituje w więcej znajomo brzmiących słów, jak „szacun” czy „klasa”, które są przecież co najmniej tak stare jak milenialsi.

Aż chce się krzyknąć: „Ej, młodzi, wymyślcie coś swojego!”. Prawdą jest jednak, że młodzi wymyślają nowe albo kreatywnie przejmują stare słowa, a my, dorośli, skutecznie to potem uśmiercamy albo wykorzystujemy do celów zupełnie zmiatających młodzież z pola widzenia.

O tym już zresztą w 2020 roku opowiadał mi jeden z członków jury Młodzieżowego Słowa Roku, wicenaczelny „Polityki” Bartek Chaciński, wskazując, że w samym głosowaniu typującym nominacje „nie ma żadnych barier wiekowych, dlatego ślad w nim próbują pozostawić po sobie najróżniejsze środowiska, które coraz częściej nadsyłają swoje propozycje w sposób zorganizowany”.

„Te grupy łączy wypadkowa wspólnych oczekiwań, marzeń i interesów. Niektórzy skrzykują się na masowe głosowanie »dla beki«, inni z pobudek czysto hobbystycznych, ale są i tacy, którzy w takiej formie realizują swoje cele polityczne, społeczne, a nawet marketingowe” – wskazał mój rozmówca.

 

Na szczęście na drugim miejscu wśród nagrodzonych znalazło się „6, 7”, którego znaczenie jest tak enigmatyczne, że może odnosić się do wszystkiego i z pewnością nie mówi nic ludziom w moim wieku czy starszym. Twórcy „South Parku” nakręcili o tym cały odcinek, więc jeśli nie wiecie, o co chodzi, to włączcie sobie serial, bo tłumaczenie „6, 7” ma tyle sensu, co objaśnianie sytuacyjnego żartu. Nieco mniej tajemnicze, ale – przynajmniej dla mnie – ultrazabawne i z pewnością nowatorskie jest „OKPA”, czyli zlepek dwóch słów, którymi szybko kończy się rozmowę.

Czy przypadkiem jednak ogłoszenie wyników nie kończy żywotności każdego młodzieżowego słowa? 

Slang to szyfr

Pamiętam, że gdy sama mogłam jeszcze zaliczać się do kategorii „młodzież”, użyteczność jakichkolwiek narzędzi komunikacji z rówieśnikami kończyła się momencie, kiedy zaczynali się nimi interesować dorośli. Tak było nie tylko z językiem, lecz także np. z Facebookiem, z którego wypadało się ewakuować w momencie, gdy konta zakładali tam nasi rodzice.

Truizmem będzie więc stwierdzenie, że slang i wszystko, co z nim związane, żyje, dopóty zachowuje swoją świeżość i efemeryczność, a więc pozostaje niezrozumiałym dla niewtajemniczonych tożsamościowym kodem jakiejś grupy – w tym wypadku – pokoleniowej. Wszystko, co dzieje się poza nią, siłą rzeczy przestaje przynależeć do pierwotnych użytkowników, a w ustach dorosłych brzmi zwyczajnie śmiesznie, bo próbuje unieruchomić coś, co ma sens tylko w ruchu. Slang to nie eksponat, który można postawić w gablotce, ale żywy organizm, który zdycha od nadmiaru uwagi.

Konkurs na Młodzieżowe Słowo Roku od dawna więc bardziej przypomina całkiem ciekawe, ale archeologiczne wykopaliska językowe niż pulsującą tkankę współczesnej komunikacji młodych. Widać to zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, że często słowa zgłaszane przez uczestników bywają wygładzane i oswajane tak, by dobrze wyglądały na pasku porannego programu śniadaniowego. Mają być zabawne, ale niekontrowersyjne (może z wyjątkiem 2020 roku, gdy do gry weszły upolitycznione hasła z pięcioma gwiazdkami, julkami i piwniczakami na czele), nowoczesne, ale zrozumiałe dla babci.

Gdy język wyrastający z przestrzeni niedostępnych dla dorosłego świata wchodzi do mainstreamu, więcej mówi o „starych” niż młodych. Często eksponuje pragnienie uchwycenia kulturowego fermentu, którego ci pierwsi sami już nie tworzą, a także demaskuje nieustanny strach przed utratą kontaktu z szybko zmieniającym się światem. 

Co naprawdę myślą młodzi? 

Jednocześnie fakt, że żargon młodych potrafi być dowcipny, osadzony w ciekawych kontekstach współczesności i niezwykle kreatywny, jak najbardziej zasługuje na odnotowanie i ukłon. Dlatego trudno mi cynicznie i w czambuł skrytykować organizowany przez PWN od 10 lat wybór Młodzieżowego Słowa Roku.

Myślę o tym raczej jak o ciekawostce, która może łączyć pokolenia, ale powinna przy tym dostrzec, że młodzież – tak jak i każda inna grupa – nie jest (i wcale nie powinna być) łatwo dającym się zaszufladkować monolitem. Plebiscyt zaś nie stanowi najaktualniejszego zapisu rzeczywistości, o co postanowiłam na gali spytać nie mądrzących się dorosłych, ale właśnie przyglądających się wydarzeniu – nastolatków.

– My się takim słownictwem ogólnie nie posługujemy. Niektóre pojedyncze słowa gdzieś tam się w naszych rozmowach przewijają, aczkolwiek nie tak często, jak nam się to sugeruje. Jeśli już ich używamy, to mocno ironicznie, rzadko na serio – mówią mi dwie uczennice liceum, które na galę przyszły w ramach wycieczki szkolnej. Same z siebie raczej by się nie wybrały.

Na pytanie, jaką tego typu wydarzenia mają dla nich wartość, nie potrafią mi jednoznacznie odpowiedzieć, ale zauważają, że najwięcej zabawy mają z całego przedsięwzięcia dorośli.

– Najgorsze jest to, że tłumaczenia wybieranych w konkursie słów w większości nie pokrywają się z tym, jak jest naprawdę – dodają moje rozmówczynie i jako przykład podają „6,7”. Stoją za nim – jak mi wyjaśniają – nie przypadkowe, nic nieznaczące liczby, ale okrzyk wzięty z utworu rapera Skrilla „Doot Doot (6 7)”. – Tłumaczenie „freaky” [jednego z nominowanych słów – przyp. aut] jako czegoś zwariowanego też zupełnie nie spina się z tym, jak rozumiem to słowo. Nie umiem jasno stwierdzić, kiedy się go używa. To zależy od kontekstu – mówi jedna z licealistek. 

Co dodałyby do zestawienia w tegorocznym plebiscycie?

– „Walić po rogach” – jako określenie zdrady. Ale to coś, co się pojawia akurat w naszej grupie znajomych. Nie wiem, czy inni też tak mówią. Nie wiem też, czy my na co dzień posługujemy się jakimiś wyjątkowymi frazami. Wydaje mi się, że częściej to dorośli kreują nasz slang niż my sami – słyszę.

Kolejna grupa nastolatek, do której się przysiadam, twierdzi z kolei, że ich problem z Młodzieżowym Słowem Roku polega na niedoprecyzowaniu grupy docelowej.

– Myślę, że konkurs wcale nie jest kierowany do młodzieży, tylko do dzieci w wieku wczesnopodstawówkowym, typu piąta klasa. One faktycznie używają takich słów. Ale też jesteśmy na imprezie, w której większość osób to dorośli – mówi z wyraźnym przekąsem 16-latka z warszawskiego liceum.

Od jej rówieśniczki słyszę z kolei, że sam pomysł z plebiscytem nie jest zły, ale trzeba pamiętać, że każde wyróżnione słowo przestaje mieć swoje pierwotne znaczenie i są używane wyłącznie w prześmiewczym kontekście: – Zwycięskie słowa nie umierają, po prostu stają się przypałowe.

Od uczniów siódmej klasy podstawówki słyszę za to więcej entuzjazmu, co zdaje się potwierdzać uwagę ich starszych koleżanek o rozróżnieniu wiekowym: – Moim zdaniem taki plebiscyt ma sens. Przyjemnie jest być wysłuchanym i czuć, że dorośli interesują się tym, co mamy do powiedzenia.

Drugi z moich rozmówców dodaje, że dzięki dyskusji o młodzieżowym slangu łatwiej o porozumienie międzypokoleniowe. 

– Widzę to jako integrację między różnymi grupami wiekowymi, które przecież muszą z sobą koegzystować i jakoś się dogadywać. Nie jest oczywiście tak, że używam wszystkich nominowanych słów, ale w tym roku selekcja była wyjątkowo trafiona. „Szponta” sam często używałem i wiem, że moi znajomi – też – słyszę od jednego z uczestników gali, który uświadamia mi jednak, że plebiscyt to zbiór trendów z całego mijającego roku, więc oczywiste – że zawsze będzie spóźniony względem obecnych językowych mód. Bardzo chciałabym, żeby z podobnego założenia wyszli ci, którzy będą teraz szponcić na potęgę.

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

GettyImages-2252015746

STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.

Jak zmieniają się kanony piękna?

Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności

Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?

Kraków czy Barcelona? Jak Polscy turyści postrzegają dziś podróże?

Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?

Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?

GettyImages-2284881886

STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.

1920x1080_meskosc_na_lajkach

Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?

Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?

ARTYKUŁ PARTNERSKI grafika 1

Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta

Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.

1920x1080_marketing_sensoryczny (1)

Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?

To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (91)

Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B

Jak zmienia się miejska mobilność?