PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Społeczeństwo

Co wie o nas internet

Niby wiemy, że każde kliknięcie zostawia ślad. Ale co można z niego wyczytać? Opowiada Tomasz Wiertelak, wykładowca na Uniwersytecie Dolnośląskim DSW i ekspert w Fundacji Instytut Cyberbezpieczeństwa.

Udostępnij

Co wie o nas internet

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland

Julia_Pańków_GQ_RAMKA
15.12.2025

Miałam znajomego, który nigdy nie płacił za usługi lekarskie kartą, nie miał konta na Facebooku ani Instagramie, nie udzielał się w sieci – uważał, że ktoś mógłby wykorzystać te dane przeciwko niemu. Czy to dobra strategia?

Ciężko jest dzisiaj utrzymać tę strategię, bo technologia otacza nas z każdej strony. Powinniśmy rozdzielić cyfrowy ślad, który jest dostępny dla wszystkich mających dostęp do internetu, od tego, który pozostaje dostępny jedynie dla służb. Dziś każdy zaawansowany użytkownik internetu jest w stanie zdobyć sporo informacji na nasz temat. Jeszcze więcej takich informacji mają służby – dysponują choćby dostępem do kamer monitoringu czy informacji dotyczących płatności kartą. W mojej ocenie nie da się zachować pełnej anonimowości w świecie, w którym żyjemy. Wbrew pozorom ma to wiele korzyści, co pokazuje niedawny incydent związany z aktem terroru na torach kolejowych, kiedy służby szybko doszły do tego, kto najprawdopodobniej stoi za tymi aktami terroru. Dzisiaj nawet poruszając się po drodze, w każdym miejscu spotykamy kamery, a dzięki odpowiednim narzędziom można przeanalizować ich obraz w poszukiwaniu konkretnych osób czy pojazdów. Także każdy z nas ma telefon komórkowy z wbudowanym odbiornikiem GPS, umożliwiającym określenie naszej lokalizacji.

To wszystko składa się na ślad cyfrowy?

Tak, to są wszystkie informacje, które samodzielnie udostępniamy w sieci, niezależnie od tego, czy jest to wpis w naszych social mediach, czy ocena restauracji, w której właśnie zjedliśmy obiad. Ślad cyfrowy to każdy element naszej bytności w internecie, a także zarejestrowany obraz z kamer czy choćby płatność kartą.

Mam wrażenie, że ludzie nie do końca są świadomi, jak dużo można wyczytać z ich śladów cyfrowych.

To prawda – dla przykładu – zjedliśmy dobry posiłek w restauracji, chcemy ją ocenić na popularnej aplikacji z mapami, wpisujemy zatem komentarz, który jest powiązany z naszym kontem w popularnej wyszukiwarce. Analizując nasze komentarze, można poznać choćby nasze preferencje kulinarne czy to, gdzie i jak często podróżujemy. Taką analizę nazywamy OSINT-em – białym wywiadem, bazującym na powszechnie dostępnych źródłach. Nawet jeśli ograniczamy się tylko do komentarzy w ankiecie badającej opinie o naszym pobycie w hotelu, to często jest to powiązane z mapami internetowymi i tam też pojawia się nasz komentarz.

Czy zwykłe przeglądanie stron internetowych też jest rejestrowane i przechowywane?

Z jednej strony mówimy o śladzie cyfrowym, takim, który zostawiamy w postaci jakiejś treści, czyli contentu, ale z drugiej strony rzeczywiście większość stron internetowych, na które wchodzimy, przechowuje pewne informacje za pomocą ciasteczek, czyli malutkich plików zapisywanych na naszym komputerze. Zapisuje informacje na temat naszych preferencji, na temat tego, jakie produkty przeglądamy w sklepie. Te informacje są przechowywane przez długi czas – sporo sklepów internetowych analizuje tzw. porzucone koszyki. Sklepy internetowe pamiętają o rzeczach, które mieliśmy w naszym koszyku, ale z jakiegoś powodu nie zdecydowaliśmy się na zakup – bardzo często po nawet długim czasie, wchodząc na stronę sklepu, dalej widzimy te produkty w naszym koszyku. To celowa strategia, ukierunkowana na to, żebyśmy jednak kupili ten produkt.

Niektórzy starają się przed tym uciec, szukając np. biletów lotniczych w trybie incognito. Jednak nie sposób dokonać transakcji anonimowo. Co jeszcze jest takim mniej oczywistym śladem cyfrowym?

Sporym zagrożeniem są wszelkiego rodzaju narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji, ostatnio korzystamy z nich coraz częściej, pytając je prawie o wszystko. Ale nie mamy świadomości, że dane te są przetwarzane i zapamiętywane. Tak naprawdę odpytując o coś tzw. sztuczna inteligencję, zasilamy ją kolejnymi danymi. Bardzo często wykorzystujemy do tego dane firmowe bądź inne dane wrażliwe, bo chcemy ułatwić sobie pracę – nie mając świadomości, że gdzieś, kiedyś te dane mogą być w takiej czy innej formie upublicznione. 

Ostatnio testowałem przeglądarkę internetową dostarczoną przez twórcę jednego z modeli AI – korzystałem z niej na co dzień jak z normalnej przeglądarki internetowej, po pewnym czasie zaobserwowałem, że sporo się o mnie nauczyła – analizując strony, które odwiedzam czy też analizując treści w moich mediach społecznościowych. Przeglądarka wiedziała o mnie dużo więcej niż sam za pomocą zapytań jej powiedziałem. Dlatego bardzo mocno przestrzegam przed powierzaniem sztucznej inteligencji np. danych firmowych.

Wiele osób zaczyna traktować sztuczną inteligencję jako rodzaj doradcy czy wręcz terapeuty. I zastanawiam się, czym grozi udostępnianie tak bardzo prywatnych informacji?

Problem jest zdecydowanie szerszy i starszy, niż nam się wydaje, bo pierwsze modele językowe, nienazywane wówczas sztuczną inteligencją, pojawiały się już tak naprawdę w latach 50., 60. ubiegłego wieku i już wtedy rzeczywiście pojawiło się zagrożenie, że osoby korzystające z tego typu narzędzi, zaczynały traktować je jak swojego przyjaciela, powiernika swoich prywatnych myśli. Jednym z takich narzędzi była Eliza stworzona w 1966 roku przez Josepha Weizenbauma, która generowała nowe odpowiedzi na podstawie wcześniejszych rozmów. Sam autor (a było to w latach 60. ubiegłego wieku) był zszokowany zachowaniem użytkowników Elizy, którzy wręcz nawiązywali z nią afektywną relację oraz przekazywali sporo swoich danych osobowych. Dlatego trzeba traktować tę technologię bardziej jak lustro, takie odbicie nas, które w zasadzie powie to, co sami chcielibyśmy usłyszeć.

Kolejny ważny element śladu cyfrowego to oczywiście karty płatnicze, którymi płacimy w różnych miejscach. Dziś w mojej ocenie banki wiedzą o nas zdecydowanie więcej, niż nam się wydaje.

Często więcej niż nasi bliscy.

Żartuję czasem, mówiąc, że dziś bank wie dwa lata wcześniej od nas, że będziemy chcieli się rozwieść. Jest to możliwe, ponieważ banki uczą się naszych schematów zachowań, ale należy pamiętać, że robią to także w trosce o nasze pieniądze. Dzięki temu są w stanie szybciej zabezpieczyć je w przypadku jakiegokolwiek niepożądanego, nietypowego zdarzenia. Sam miałem taką sytuację, będąc w podróży po świecie, wylądowałem w jednym kraju i chciałem podjąć większą sumę. Z perspektywy mojego banku było to działanie mocno niestandardowe i zadziałały wszystkie mechanizmy bezpieczeństwa. Mimo że sytuacja była dla mnie trochę trudna w tamtym momencie, bo bank zablokował wszystkie moje karty, cieszę się, że do niej doszło. Dzięki niej wiem, że analizując mój ślad cyfrowy i to, gdzie jestem w danym momencie na świecie, bank podejmuje automatyczny sposób działania, który chroni moje pieniądze. Tak naprawdę dzięki temu mogę czuć się bezpieczny. Pamiętajmy więc, że nasz ślad cyfrowy może dać nam także poczucie bezpieczeństwa.

Dzieci w szkole są uczone, że nie należy rozmawiać z nieznajomymi w internecie, ale te lekcje nie przeszkodziły w tym, by koleżanka mojej córki opublikowała na TikToku filmik, w którym wchodząc do domu, pokazuje, jaki kod wciska w domofonie.

Warto rozgraniczyć to, komu udostępniamy informacje, czy to będą informacje w pełni publiczne na kontach otwartych, czy ograniczamy to konto tylko do grona znajomych. A uczenie nierozmawiania z nieznajomymi w sieci też jest bardzo ważne, bo nie wiemy, kto jest po drugiej stronie, a czasami nawet wydaje nam się, że wiemy, ale się mylimy, bo tak działają cyberprzestępcy. Przejmują np. konto w mediach społecznościowych danej osoby i piszą do nas za pomocą komunikatora na zasadzie: „Słuchaj, mam krytyczną sytuację, zrób mi blika na kilka stówek, oddam ci za chwilę”. Nam się wydaje, że wiemy, z kim rozmawiamy, a za tym kryją się przestępcy. Pamiętajmy, żeby weryfikować takie prośby. Drugą sprawą jest uczulanie, żeby nie pokazywać tego typu rzeczy jak filmik z kodem do domofonu. Bo można w prosty sposób ustalić na podstawie analizy tego, co jest w filmie, gdzie ta nieruchomość się znajduje. Kolejnym ryzykiem, które płynie z pokazywania siebie w sieci, jest problem sharentingu – bardzo często rodzice dzielą się w mediach społecznościowych zdjęciami swoich dzieci. Nie mają pojęcia, dokąd te zdjęcia mogą trafić. To jest kolejne z takich ryzykownych zachowań. Dobrze jest zachować pewne standardy higieny, np. jeśli jedziemy na wakacje i chcemy się tym pochwalić przed całym światem, fajnie, ale może warto się zastanowić i nie wrzucać z tych zdjęć w momencie, kiedy jesteśmy na wakacjach, tylko zrobić to kilka dni po powrocie. Te zdjęcia dalej będą atrakcyjne, a nie damy sygnału: „Drogi złodzieju, nasz dom stoi pusty, zapraszamy”.

No właśnie, czy to nie jest tak, że media społecznościowe są tak skonstruowane, żebyśmy dobrowolnie i na tacy podali tam jak najwięcej danych? 

Tak, ale też musimy to rozgraniczać, bo mamy media społecznościowe, które służą celom biznesowym, gdzie pewnymi rzeczami czasami warto jest się pochwalić, oraz te, które dotyczą naszego życia prywatnego. W przypadku tych drugich starałbym się chociażby ograniczyć zasięg informacji do grona bliskich znajomych. Były też takie przypadki udostępniania nadmiarowych informacji w sieci. Pewna kobieta pochwaliła się nową kartą kredytową, publikując jej zdjęcie łącznie z wszystkimi danymi widocznymi na awersie karty. Ktoś w ramach żartu napisał jej: „Słuchaj, wiesz, fajnie, a zrób zdjęcie drugiej strony”. Tam, gdzie mamy kod CVV, który jest jednym z elementów zabezpieczenia naszych środków na karcie. I ta dziewczyna to zrobiła. Skończyło się to oczywiście tym, że z jej konta wyparowała pewna kwota. Także tego typu sytuacje też się zdarzają, że czasami nie mamy świadomości, że dane, które udostępniamy czy próbujemy udostępniać, są dość wrażliwymi danymi.

Ile można się o nas dowiedzieć na podstawie ogólnodostępnych danych?

Bardzo dużo, łącznie z lokalizacją na podstawie zdjęć. Istnieją nawet specjalne zawody dla osób zajmujących się OSINT-em, czyli białym wywiadem, tzw. otwartoźródłowym. Polegają na tym, że ktoś wrzuca do sieci zdjęcie pewnego elementu, budynku, fragmentu ulicy. Zawodnicy konkurują o to, kto pierwszy odkryje, gdzie to zdjęcie zostało zrobione. Także w ten sposób też można się bawić.

Działa chyba też sporo internetowych detektywów, którzy na podstawie ogólnie dostępnych danych usiłują rozwikłać kryminalne zagadki.

Tak, tym bardziej że dzisiaj już mamy powszechnie dostępne narzędzia, które na podstawie fotografii i podanych parametrów o momencie zrobienia zdjęcia, takich jak data i godzina a także długości cienia rzucanego przez obiekt na zdjęciu, są w stanie wskazać miejsce na świecie, gdzie to zdjęcie mogło być zrobione.

Co zrobić, żeby nie podawać na tacy całego swojego życia?

Pierwsza podstawowa zasada: ograniczyć to, co publikujemy w mediach społecznościowych i ograniczyć zasięg tych mediów społecznościowych, zwłaszcza jeżeli chodzi o dane prywatne. Żeby treści, które publikujemy, były dostępne tylko dla naszych znajomych. Raz na jakiś czas polecam zrobić przegląd, kogo mamy w znajomych w naszym portalu społecznościowym i może czasami pewne osoby usunąć z ich grona.

To jest rzecz, od której bym zaczął. Drugą jest wykorzystywanie na co dzień trybu prywatnego w przeglądarkach, który pozwala troszeczkę, chociaż w bardzo małym stopniu, ograniczyć ślad cyfrowy, zachować więcej naszej prywatności w sieci.

A jak chronić te dane, o których wspomniał pan, że są dostępne dla służb albo dla hakerów?

W tym przypadku musielibyśmy zrezygnować z komfortu płacenia kartą czy blikiem, chodzenia po ulicach (chyba, że w czapce i maseczce), jeżdżenia autem (bo dziś i one mogą nas śledzić). Trzeba by zrezygnować wreszcie z oglądania telewizji, bo serwisy streamingowe też analizują nasze zachowania. Zrobiłem kiedyś taki eksperyment z moimi studentami – poprosiłem ich o zrobienie zrzutu ekranu z miniaturką pewnego serialu na jednej z platform streamingowej – okazało się, że zależnie od tego, jakie są nasze preferencje filmowe – wyświetla się nam inna miniaturka. Z tego, co pamiętam, były bodajże trzy różne.

A co, jeśli komputera używają dwie różne osoby – algorytmy wariują?

Trochę tak, ale też już istnieją technologie, pozwalające rozpoznać osoby, które siedzą przed komputerem, chociażby w zależności od sposobu, w jaki używają klawiatury komputerowej.

Czyli wygląda na to, że jesteśmy śledzeni zarówno przez korporacje, służby, jak i przez ewentualnych hakerów?

Nie powiedziałbym wprost, że jesteśmy śledzeni. Ale nasze dane są wykorzystywane bardzo szeroko. Dane, które świadomie bądź nie udostępniamy, są wykorzystywane przez firmy, by poznać nasze preferencje zakupowe, podpowiedzieć nam, co moglibyśmy jeszcze kupić, gdzie pojechać na wakacje itp. W mojej ocenie dziś w pewien sposób jesteśmy towarem, ale mimo wszystko sam jakoś przesadnie się tego nie boję. Przyznam szczerze, że lubię funkcjonalności w niektórych sklepach internetowych, np. że jeżeli kupuję produkt A, to mam podpowiedzi dotyczące innych produktów, które mogą pasować do tego pierwszego. Więc to są do tego m.in. wykorzystywane te mechanizmy.

Ale czy to nie jest trochę tak, że dzisiaj to jest w miarę niewinne, bo dotyczy właśnie tylko naszych wyborów konsumenckich, ale jakby ktoś wykazał się odrobiną złej woli, to może to wykorzystać w złych celach?

Lekarstwo od trucizny dzieli tak samo tylko dawka. Więc nie patrzyłbym na to w ten sposób. Oczywiście pewne dane będą wykorzystane w zły sposób, pewne w dobry. Musimy też jednak pamiętać o jednym. W XXI wieku to dane stały się tak naprawdę paliwem napędowym naszego świata. O ile XX wiek to był wiek elektryczności i ropy, i to za ropą szły pieniądze, o tyle dzisiaj pieniądze idą za danymi. Wszyscy za dane chcą płacić i wszyscy zbierają je przy każdej możliwej okazji. To jest tak naprawdę ropa XXI wieku.

Co się dzieje w sytuacji, kiedy ktoś umiera? Co się dzieje z tym całym jego śladem cyfrowym? Wiem, że np. często rodziny mają problem, żeby zamknąć konta internetowe na portalach społecznościowych takiej osoby.

To jest rzeczywiście problem, aczkolwiek większość portali społecznościowych ma możliwość ustawienia takiego opiekuna konta, który w momencie naszej śmierci będzie miał prawo do przejęcia go, będzie mógł zdecydować, co się dzieje, czy chcemy usunąć to konto, czy nie. Tak naprawdę mówimy tutaj o śladzie cyfrowym, ale trzeba pamiętać, że prawo nie dotyczy osób zmarłych. Nawet jeżeli spojrzymy sobie w ustawę o ochronie danych osobowych, to ona też nie dotyczy osób zmarłych.

Musimy pamiętać, że jeżeli chodzi o przetwarzanie naszych danych, to mamy na terenie Unii Europejskiej bardzo dobrze działającą ustawę o ochronie danych osobowych. Jeżeli wydaje nam się, że ktoś przetwarza nasze dane w sposób niezgodny bądź nie chcemy, żeby jakiekolwiek nasze dane osobowe – a wizerunek, obraz z kamer, chociażby wideo, monitoringu też jest naszą daną osobową – zawsze możemy wystąpić do podmiotu przetwarzającego te dane z prośbą o zapomnienie. Jako obywatele możemy zgodnie z prawem wystąpić z prośbą o usunięcie bądź zanonimizowanie.

Co jeszcze możemy zrobić na co dzień, żeby bardziej kontrolować swój wpływ na gromadzenie naszych danych?

Podchodźmy świadomie do dzielenia się naszymi danymi prywatnymi, zastanawiajmy się, czy rzeczywiście na każdej stronie internetowej, na którą wchodzimy, chcemy podać wszystkie dane. To my jako użytkownicy mediów społecznościowych jesteśmy odpowiedzialni za to, co tam publikujemy, i powinniśmy mieć odrobinę krytycznego myślenia. Zanim klikniemy magiczny przycisk „opublikuj”, zastanówmy się, czy to, co chcemy opublikować, rzeczywiście jest tego warte i czy grupa osób, która będzie adresatem tego posta, jest tą właściwą grupą.

Zetknęłam się ostatnio z taką metaforą, że media społecznościowe to eksperyment na żywym organizmie, w którym dobrowolnie bierzemy udział i który nie wiadomo, dokąd zmierza. Gdyby pan mógł cofnąć się w czasie i zapobiec powstaniu mediów społecznościowych, to by pan to zrobił?

Myślę, że nie. Uważam, że media społecznościowe używane z rozsądkiem są bardzo wartościowym narzędziem. Ale jeżeli spojrzymy, jak są zbudowane te media, zauważymy, że one nigdy się nie kończą. Nie ma możliwości dojścia do końca Facebooka, do końca LinkedIna. Cały czas możemy przewijać, przewijać i wciąż dostajemy nowe treści. Oczywiście to są mechanizmy przygotowywane przez psychologów, specjalistów, żeby nas jak najbardziej angażować, pobudzające w naszych mózgach hormon nagrody, ale musimy świadomie ograniczać korzystanie z tego. Warto jest włączyć sobie w telefonie licznik wykorzystywania tego typu narzędzi i sprawdzać, ile czasu w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca spędzamy przed ekranem telefonu.

Skoro banki wiedzą o nas często więcej niż najbliżsi, czy my sami możemy się dowiedzieć, jaki jest nasz obraz cyfrowy w sieci? 

Raczej będzie to ciężkie, ponieważ trudno byłoby zebrać wszystkie dane w jednym miejscu. Swego czasu można było chyba poprosić Facebook o przesłanie wszystkich informacji, które przetwarza na nasz temat. Sam nigdy tego nie testowałem, nie weryfikowałem. Zakładam i przyjmuję to, że wiele instytucji wie o nas bardzo dużo, i po prostu nauczyłem się z tym żyć.

Czytaj więcej

GettyImages-2252015746

STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.

Jak zmieniają się kanony piękna?

Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności

Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?

Kraków czy Barcelona? Jak Polscy turyści postrzegają dziś podróże?

Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?

Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?

GettyImages-2284881886

STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.

1920x1080_meskosc_na_lajkach

Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?

Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?

ARTYKUŁ PARTNERSKI grafika 1

Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta

Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.

1920x1080_marketing_sensoryczny (1)

Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?

To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (91)

Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B

Jak zmienia się miejska mobilność?