PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Muzyka

Ulubione polskie albumy 2025 roku

Kończący się rok był dla polskiej muzyki solidnym okresem. Chociaż w mainstreamie brakowało jednoznacznie wyróżniających się albumów, braki nadrabiały podziemie i muzyka niezależna.

Udostępnij

1920x1080_top_polskie_albumy

Autor zdjęcia: materiały prasowe, kolaż GQ Poland

Żadne to zaskoczenie, bo jakości często w muzyce popularnej zwyczajnie brakuje. W 2026 rok wchodzimy jednak z pozytywnym nastawieniem, że planowane projekty oddadzą z nawiązką komercyjną posuchę ostatnich miesięcy. Czego najczęściej słuchaliśmy z polskiego podwórka? Undergroundowego rapu, szeroko pojętego ambientu i elektroniki oraz młodych, ciekawych gitar.

Zestawienie nie ma cech rankingu, to po prostu dyszka naszych ulubionych polskich płyt 2025 roku. Poza szerzej opisanymi większa uwaga należy się również takim płytom, jak Oberkas Travel – „Oberkas Travel”, Trupa Trupa – „Mourners”, Hoshii – „Her Name Was Yumi”, Krenz – „Polski sklep”, Drabusheyka – „Hypnoziz”, The Ferrules – „Pusty dom”, Etnobotanika – „Kosmobotanika”, Sofie Birch & Antonina Nowacka – „Hiraeth”, Omasta – „Jazz Report from the Hood”, Niechęć – „Reckless Things” czy Lingo – „Pierwsza zasada Afterlife”. A teraz przejdźmy do czołowej dziesiątki.

Żabson – „Hollywood Smile”

Polski rapowy mainstream zlewa się w jedną masę. Patrząc globalnie, nie miałem w tym roku trapowego albumu, który wskoczyłby do personalnej topki. Wyjątkiem „Hollywood Smile” Żabsona, które przywróciło wiarę nie tylko w kreatywność 31-letniego rapera, lecz także potencjalnie całego środowiska. Banger na bangerze, Żaba zmieniający flow jak Johnny Dang grille, beaty, od których drastycznie skacze heart rate.

Żabson jest szefem. Dostarczył niespełna 40-minutowy album z gatunku all killers, no fillers. Zaprosił reprezentantów kolektywu Opium, Homixide Gang, a zaraz wjeżdża z kawałkiem z Wizem Khalifą w wersji deluxe płyty. Sukcesy Polaka z Opoczna to nie przypadki. To lata ciężkiej pracy, wyrabiania kontaktów, a także konsekwencji w realizowaniu wizji. Wystarczy posłuchać „Przekazu myśli”, czyli najlepszej coachingowej porady, jaką możecie wdrożyć w życie. Za darmo. Odpuść łatwą dopaminę, jebać szczęście, co za chwilę znika. „Hollywood Smile” bankowo nie zniknie z radaru. Na długie lata. – Lech Podhalicz

Wiraszko – „Tak młodo się nie spotkamy”

Do solowego projektu lidera Much podchodziłam sceptycznie z uwagi na wszędobylskość milenialskiej nostalgii, która zaczyna uwierać mnie swoim konserwatyzmem albo nieznośnie przypominać, że kryzys wieku średniego czai się tuż za rogiem. Na szczęście Michał Wiraszko na „Tak młodo się nie spotkamy” ani przesadnie nie romantyzuje przeszłości, ani też pewnej właściwej dla siebie dozy romantyczności się nie wypiera. Raczej konstatuje, że życie przynosi mu więcej zwyczajnych wtorków i czwartków niż spektakularnych sobót i depresyjnych poniedziałków. Robi to z prostotą, o jakiej wielu przekombinowujących swoje teksty twórców może tylko pomarzyć. Jest w tym szczerość, frajda, trochę sentymentów, które nie urastają do rangi patetycznego manifestu pokoleniowego, ale pozwalają identyfikować się z drobnymi obserwacjami i emocjami, które każdy gdzieś w sobie nosi. 

Wreszcie – to ukłony dla muzycznych zajawek artysty, który pewnie – jak wielu polskich milenialsów – wzdychał do Maanamu, Ciechowskiego i Janerki. Ale na szczęście nie ględzi jak wychowany na Trójce i kupuje mnie nawet tam, gdzie wchodzi w rejestry krindżowości Lady Pank (Borysewicz pojawia się na płycie). Polecam nie tylko fanom Much i nie tylko starzejącym się milenialsom. – Paulina Januszewska

Stara Rzeka – „Wynoś się z mojego domu”

Dowód na to, żeby nie ruszać z podsumowaniami pod koniec listopada. Pierwszy od 10 lat album Kuby Ziołka w ramach – kultowego w pewnych kręgach – projektu Stara Rzeka ukazał się 5 grudnia. „Wynoś się z mojego domu” to absolutnie szczytowe osiągnięcie polskiej kultury. Tym razem artysta skręcił w przystępniejsze rejony – odrzucił hałas blackmetalowych gitar, zapomniał o świszczących krzykach. Postawił na odrealniony folk, kojącą akustyczność i magiczne syntezatory. Miejscami Oneohtrix Point Never, miejscami słowiański duch gdzieś z okolic Kaer Morhen albo Sierpca. Liczne spirytualne uniesienia gwarantowane. – Lech Podhalicz

Karuzelkaaa – „3L3M3NT”

U Karuzelki wszyscy jedzą. Jedzą dobrze, bo na elemencie warszawski raper syto ugotował. Połowa duetu Tonfa to człowiek aspirujący. Chce polepszyć stan życia, wyjść poza ograniczający underground. „3L3M3NT” jest projektem eksperymentalnym, z autorskim vibe’em, z unikatowym spojrzeniem na hip-hop. Hype na Karuzelkę powinien rozrastać się poza oddaną społeczność, którą stworzył na przestrzeni lat. Czas na neofitów.

Karol potrafi w chwytliwe melodie, rozwija się wokalnie i tekstowo, jest znakomitym producentem, z którego usług powinni korzystać topowi wykonawcy w kraju. Jest tu sound à la Tony Seltzer, jest melodyjna, zglitchowana elektronika, jest wysokie repeat value, są R&B i świadomy rap. Najświeższy sound w Polsce – myślicie wolniej niż Karuzelkaaa. – Lech Podhalicz

Gym Wisdom – „Gym Wisdom”

Podobno fani Gym Wisdom na koncerty przychodzą w strojach sportowych i z hantlami. Na niektóre z występów przyjeżdża też straż pożarna, ale co się wydarzyło w warszawskim Ladomku, niech tam zostanie. Ofiar w ludziach na szczęście nie było. Są za to zadowoleni zażywacze kultury muzyczno-fizycznej, do której zespół sam trenujący postpunka na dwóch gitarach zachęca bez presji pogoni za największym bicepsem. Właściwie mocno naigrywa się w swoich tekstach ze spoconej hipermęskości. Ale czy to oznacza, że debiutanckiego albumu chłopaków, których możecie znać z innych projektów, jak wspomniany wyżej Soyuz czy Klawo, nie można słuchać na siłowni? Można, a nawet trzeba. Wprawdzie sama nie testowałam, czy np. „Leg Days” dobrze wchodzi podczas przysiadów ze sztangą. Wiedząc jednak, że cała płyta sprawdza się przy każdej innej okazji, zamierzam namówić do tego testu trenera. I was też. – Paulina Januszewska

James Holden & Wacław Zimpel – „The Universe Will Take Care of You”

2025 rokiem międzynarodowych współprac polskich artystów i artystek. Antonina Nowacka i Sofie Birch, Resina i Aho Ssan, Piotr Kurek i Patrick Shiroishi. W końcu klarnecista Wacław Zimpel, który połączył siły z mistrzem elektroniki Jamesem Holdenem. „The Universe Will Take Care of You” to rozedrgany ambient w stylu Laaraji. Uduchowiony i medytacyjny. Słuchając płyty od deski do deski, faktycznie można uwierzyć w optymistyczny manifest zawarty w tytule. Poruszająca płyta stanowiąca antidotum na zdigitalizowaną, zagubioną rzeczywistość. – Lech Podhalicz

Soyuz/Союз – „Krok”/„Крок”

Czy rozgrzana brazylijskim słońcem słowiańska dusza traci swoją rześką melancholijność? Nie wiem, czy polsko-białoruski Soyuz/Союз stawiał sobie to pytanie podczas nagrywania nowego krążka. Na wydanym jesienią „Kroku”/„Кроку” słychać jednak, że wschód pozostający w czułym uścisku z południem ani trochę nie gubi swojego charakteru, a wręcz w rytmie bossa novy zyskuje na liryczności w mądrym, bo celnie dotykającym otaczającej rzeczywistości, wydaniu. 

Wyjazd muzyków do São Paulo twórczo bardzo się więc opłacił – także przez wzgląd na gościnne występy ważnych brazylijskich twórców: Tima Bernardesa, Sessa czy Marcela Cabrala na krążku, który ostatecznie dopieszczono w sztokholmskim studiu Svena Wundera i wzbogacono wrażliwością japońskiej artystki Manami Kakudo. Przede wszystkim jednak – nie po raz zresztą pierwszy – Soyuz swoją niepowtarzalność zbudował nie tylko na kulturowo-osobowej różnorodności, lecz także na multinstrumentalizmie, z którego wyłapiecie wyborne smyczkowe, dęte i harfowe aranżacje. Jest to jeden z tych albumów, które za każdym odsłuchem odkrywa się na nowo. – Paulina Januszewska

Ziomcy – „Skarb Państwa”

Ziomcy wypracowali sobie pozycję liderów outsiderskiego rapu. Brudne brzmienie, dekadencki przekaz. Toruńska ekipa robi brutalne prześwietlenie rzeczywistości. POV młodego, miłego, ambitnego człowieka, któremu los nie ułatwia życia. Nieustanny grind, krytyka konsumpcjonizmu, real talk dwudziestolatków. Coś mi głowę ciąży, ja muszę to wywietrzyć.

Przejarany styl, inspiracja ekipą 10k – Mike, Niontay, Sideshow – i przełożenie tego na polski grunt. Abstrakcyjna aura i zadymione przekminy. Ziomcy zasługują, podobnie jak Karuzelkaaa, na to, żeby zostać wreszcie zauważonym przez główny obieg. W końcu coś się dzieje, my po to jesteśmy. Czas na wyjście z mroku. – Lech Podhalicz

Kosma Król & Kania – „Polot”

Kosma Król to jeden z największych talenciaków w Polsce. Kumaty, zdolny i ambitny. Precyzyjny flow i inteligentne teksty. I wysoki poziom muzykalności. Wszystko na klasycznych, ale świeżo brzmiących beatach Kani. Zarówno sound, jak i liryka są u Kosmy bardzo dojrzałe. Mimo że ziomal ma dopiero 22 lata, sprawia wrażenie znacznie starszego – przynajmniej duszą i umysłem. „Polot” to truskulowy rap robiony przez młodych ludzi. Na sprawdzonym patencie i z głodem sukcesu, ale bez parcia na szkło. Album, który buja, daje do myślenia i mimo często słodko-gorzkiego vibe’a, nagradza optymizmem. – Lech Podhalicz

Patrick Shiroishi & Piotr Kurek – „Greyhound Days”

Saksofon zawsze odrzucał mnie swoją pretensjonalnością, ale duet Kurek & Shiroishi dokonał niemożliwego i odczarował mi ten instrument, pozwalając spędzić długie godziny przy ich wspólnym krążku „Greyhound Days”. Wszystko dzięki BBC Radio 3, które w 2024 roku poznało tych panów z sobą i dało początek pięknej muzycznej przyjaźni. Nie jestem w stanie logicznie wytłumaczyć własnej przemiany podczas odsłuchu efektów tego spotkania. Ale może w kontakcie z muzyką chodzi właśnie o magię symbiozy i wyczucie siły rezonansu, który wprawdzie może burzyć budynki, ale też wywoływać czułe dreszcze? 

Wydany przez Mondoj album gwarantuje na szczęście tylko te drugie, choć robi to bardzo niespiesznie, radykalnie przeciwstawiając się nieuważnej, przebodźcowanej rzeczywistości. Jeśli więc myślicie, że delikatność pierwszych dwóch utworów nie zapowiada rewelacji, koniecznie idźcie dalej i dajcie się zaskoczyć. Sądzę jednak, że zmuszanie się do czegokolwiek nie będzie tu konieczne, bo pozornie nudne saks i piano w tym połączeniu oczaruje nawet najbardziej rozkojarzonego słuchacza. Jedyny „must” dotyczy czasu – dajcie go sobie na „Greyhound Days” jak najwięcej. – Paulina Januszewska

Lech_Podhalicz_GQ_RAMKA

Dziennikarz popkulturowy GQ Poland z dekadą doświadczenia w branży. Charakteryzuje go wszechstronność – mimo że od lat kojarzony głównie z muzyką, tworzy także treści lifestyle’owe: o modzie, kinie, motoryzacji czy gamingu. Porusza tematykę związaną z męskością: od psychologii, przez zjawiska społeczne, po self-care.

Wcześniej przez wiele lat był związany z medium newonce, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego. Obecnie współpracuje również z CLOUT Festival, gdzie odpowiada za komunikację. W przeszłości pisał dla m.in. Going., Noizz, 4the20s, „Aktivist” czy Electronic Beats. Uwielbia wszystko, co związane z Japonią. Jest fanem ambientu, relaksuje go gotowanie, a jego ulubionym napojem jest zielona herbata.

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

Kasia Lins w sesji dla GQ Poland

Obywatelka K.L. powraca na scenę Męskiego Grania. Rozmowa z Kasią Lins

To jedyny festiwal, który podjął się promocji polskiej muzyki i sprawił, że jej słuchanie stało się modne. Męskie Granie pokazuje też transgresję miedzy płciami, pozwalając odkryć, że stereotypy rzadko odpowiadają rzeczywistości – mówi nam Kasia Lins.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Vinyl Corner w PRM Concept Store

Vinyl Corner w PRM to coś więcej niż miejsce z płytami

Niektóre miejsca odwiedza się po to, by konkretnie coś tylko kupić, ale są też takie, do których wraca się również dla atmosfery. PRM należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Warszawski Concept Store od początku powstał z myślą o ludziach, którzy traktują modę jako element stylu życia, a nie sezonowy trend. To właśnie w tym miejscu równie ważne jak perfekcyjnie skrojona koszula czy limitowane sneakersy są sztuka, design i muzyka. To ta ostatnia odgrywa w przestrzeni PRM wyjątkową rolę.

Otsochodzi RIOTT

Otsochodzi wraca z nowym albumem – są pierwsze single!

Jeden z topowych rodzimych artystów zapowiedział płytę i opublikował dwa premierowe utwory z nadchodzącego materiału.

LeonKrzesniak

Leon Krześniak przez lata pisał hity dla innych. Dziś opowiada własną historię

Niektórzy muzycy od pierwszego dnia marzą o świetle reflektorów. Inni wolą zostać kilka kroków za sceną. Tam, gdzie rodzą się piosenki. Leon Krześniak przez lata należał do tej drugiej grupy. Dziś aranżuje Orkiestrę Męskie Granie i występuje z własnym materiałem.

SL_SWAE LEE-SD_020126_CAR-CRASH_01_0670

Sentymentalny powrót do 2016 – Swae Lee urodzinową gwiazdą klubu Sen

Do Warszawy przyjedzie jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów współczesnego rapu.

Lech Janerka

Lech Janerka kończy karierę w wielkim stylu

Bas zrobiony z półki na kwiaty, zespół rockowy założony z żoną grającą na wiolonczeli, walka z tremą – kariera Lecha Janerki od początku wymykała się prostym rockandrollowym kliszom. Dziś 74-letni artysta żegna się ze sceną na startującym 16 lipca festiwalu w Jarocinie i wraca pamięcią do czasów zespołu Klaus Mitffoch, pierwszych występów na żywo, Jarocina i tego, co przez lata dawało mu muzyczną krzepę.

Madonna

Czy nowy album Madonny był skazany na sukces?

Owszem, Instagram już roi się od prześmiewczych rolek, na których najbardziej oddani fani ogłaszają „Confessions II” arcydziełem po kilku sekundach odsłuchu. Trudniej zbyć jednak zgodny ton profesjonalnych recenzji. Nawet krytycy, którzy przez ostatnią dekadę z rosnącym sceptycyzmem przyglądali się kolejnym wcieleniom artystki, dostrzegli w tej płycie coś, czego od dawna u niej brakowało – spokój.

Smolik w sesji dla GQ Poland

Smolik: „Najlepsze wspomnienia mam z grania na żywo

– Wolę dwudziestu ludzi w małym klubie, którzy naprawdę słuchają, niż tysiąc takich co gadają w trakcie grania – mówi nam Andrzej Smolik, którego pytamy o Męskie Granie, plany na przyszłość i siłę niezależności w muzyce.