PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
Kto powinien zagrać nowego Jamesa Bonda?
Do grona niepotrzebnie przedłużonych żartów można śmiało dorzucić wybór nowego aktora, który wcieli się w agenta 007.
Udostępnij

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland
Aktualizujemy nasz styczniowy tekst w obliczu nowych wieści z obozu nowego filmu o Jamesie Bondzie. W połowie maja dowiedzieliśmy się, że ruszają oficjalne castingi do jednej z najbardziej pożądanych ról w branży.
Nina Gold to prawdziwa wyjadaczka w temacie wyboru aktorów, odpowiedzialna wcześniej za selekcję do „Gry o Tron”, „The Crown”, filmów i seriali z uniwersum „Gwiezdnych Wojen” czy oscarowego „Hamneta”. Teraz wzięła na tapet znalezienie idealnego kandydata na agenta 007. Jak zapowiedziała: ma dosłownie ociekać seksapilem. To oczywiście podkręca szanse Jacoba Elordiego czy Calluma Turnera, który nie dość, że młodzi, to przystojni, charakterystyczni i świetnie zbudowani. Jak okaże się w rzeczywistości?
W tym roku ostatniemu filmowi z serii stuknie równo pięć lat. „Nie czas umierać” był przeciętnym zwieńczeniem znakomicie wykreowanego Bonda. Daniel Craig, chociaż początkowo pojawiało się wiele sceptycznych głosów, śmiało może stanąć obok legend: Rogera Moore’a, Seana Connery’ego czy Pierce’a Brosnana. Jego Bond był chłodny, brutalny, zdystansowany, charyzmatyczny i stylowy. Po odejściu z franczyzy momentalnie ruszyła maszyna: domysły, spekulacje i bukmacherskie zakłady. Kto będzie godnym zastępcą Craiga? Czy Bond powinien być biały lub czy powinien w ogóle być mężczyzną? W jakim kierunku powinna rozwijać się nieco zmurszała seria, która wytraciła dawny impet? Na te pytania wciąż szukamy odpowiedzi, której prawdopodobnie nie znają nawet producenci, Barbara Broccoli i Michael G. Wilson, oraz właściciele praw, czyli Amazon MGM Studios.
To nie miejsce na dywagacje o samym filmie – skupmy się na potencjalnych odtwórcach głównej roli. Silnych, stereotypowych, postawnych mężczyznach, którzy nie będą bali pociągać się za spust, uratować nowo poznaną dziewczynę z tarapatów, sączyć martini wstrząśnięte i niezmieszane oraz prezentować się znakomicie w smokingach. A może należy właśnie zerwać z oklepanym kanonem i wymyślić Jamesa Bonda na nowo?
Oczywiste wybory
Zacznę od powtarzających się od lat kandydatów. Takich, których wybór jest obecnie mało prawdopodobny i którzy zostali przemieleni na wszystkie możliwe sposoby. Nowym Bondem miał być Idris Elba, który nadal nieźle radzi sobie w kinie akcji i thrillerach. Byłem sporym fanem tego wyboru, ale chłop ma obecnie 53 lata i gdyby kolejny Bond byłby o odchodzeniu na emeryturę, może wtedy Elba miałby sens. W innym przypadku – za późno, sorry not sorry. Zresztą aktor sam odcinał się od spekulacji, bo męczyło go sprowadzanie wszystkiego do kwestii koloru skóry. Pełna zgoda, ile można.
Podobnie sytuacja wygląda z siłaczami: Henrym Cavillem czy Tomem Hardym. Pierwszy faktycznie wygląda jak agent 007 szyty na miarę, drugi byłby ciekawym, zmęczonym życiem wyborem, ale przecież to już było. Nieco mniej oczywistym, ale nadal bezpiecznym wyborem byłby Aaron Taylor-Johnson, który jest młodszą, mniej okiełznaną wersją Cavilla. Potężny mężczyzna, świetnie wypadający w garniturze i poprawny aktor. Zresztą Taylor-Johnson został niedawno ambasadorem zegarków Omega i tutaj dopatrywano się poszlak, bo szwajcarska marka jest również bondowskim atrybutem. Poza tym przewijali się Theo James czy James Norton (obaj nuda). I na tym koniec.

Jacob Elordi Autor zdjęcia: Getty Images

Callum Turner Autor zdjęcia: Getty Images
Młode pokolenie
Kiedy opadła początkowa ekscytacja, ekipa trzymająca władzę postanowiła, że Bond musi przejść całkowity lifting. Z marketingowego punktu widzenia ma to sens, bo seria powinna szukać młodszej grupy docelowej. Przy jednoczesnym zadowoleniu obecnej i tej, która dojrzewała z agentem 007 od wielu dekad. Powinni uniknąć nieznośnego poziomu wokeness, które na szczęście odchodzi do lamusa. Liczę, że unikną też niepotrzebnej tokenizacji na tle tożsamościowym i że nowy Bond po prostu będzie odświeżonym, cool, żartobliwym i ciekawym bohaterem. W grze dominuje kilka nazwisk, a najnowszym kandydatem jest Jacob Elordi. Gwiazda „Euforii” i „Frankensteina” spotkał się nawet z reżyserem nadchodzącego filmu, Denisem Villeneuve’em. Znowu byłby to oczywisty pick wśród młodej generacji: przystojny, doskonale się prezentujący i charyzmatyczny Bond. Australijczyk ma wszystko, żeby przyciągnąć nową publikę, zadowolić kobiety oraz odświeżyć wizerunek nieco zakurzonej postaci. Ma też podstawową wadę – narodowość, która byłaby zerwaniem z wieloletnią tradycją, bo w 007 zawsze wcielał się rodowity Brytyjczyk. Myślę, że to trudna kwestia, ale w ostatecznym rozrachunku może się okazać, że do przełknięcia.
Nietypowym wyborem z potencjałem byłby Callum Turner. Chłopak Duy Lipy i utalentowany aktor, który nie ma jeszcze statusu wielkiej gwiazdy. A taka rola mogłaby wywindować go mocno do góry. Analogicznie jak wybranego w 2005 roku Daniela Craiga, który jednak miał zupełnie inny, teatralny background. Turner posiada charakterystyczna urodę i solidny warsztat, a przy odrobinie szczęścia stworzyłby ciekawego bohatera. W powtarzanych jak mantra spekulacjach pojawiały się nazwiska Toma Hollanda, Harrisa Dickinsona czy Regé-Jeana Page’a. Żaden z aktorów nie wzbudza jednak u mnie większych emocji, w szczególności Holland, którego Bond mógłby stać się infantylnym i zupełnie nietrafionym wizerunkowo bohaterem. Wystarczy, że gra superbohaterskiego Spider-Mana.

Finn Bennett Autor zdjęcia: Getty Images
Czarne konie
Kto jeszcze? Niedawno na giełdzie pojawiło się nazwisko Finna Bennetta. Młody aktor notuje ostatnio świetną passę: czwarty sezon „Detektwa” i rola Aeriona Targaryena w „Rycerzu Siedmiu Królestw”. Przystojny, utalentowany i nieoczywisty. Nieśmiało wspomniano również Jonathana Baileya, Josepha Quinna czy Josha O’Connora, ale to chyba wyłącznie z potrzeby dorzucenia osobliwych twarzy do loterii. Obaj nie wydają się mieć realnych szans na angaż. Chociaż patrząc na dorobek i umiejętności O’Connora, byłby to na maksa ciekawy i odważny wybór. Wystarczy sobie wyobrazić połączenie ról z „Żywy czy martwy”, „Challengers”, „La chimera” i „The Mastermind”. Dostrzegam potencjał, ale nie oczekuję rewolucji.
Kluczowe pytanie brzmi: czy twórcy wybiorą bezpiecznego aktora, który zapewni im komercyjny sukces, będzie typowym crowd pleaserem i nie wzbudzi żadnych kontrowersji? Czy jednak pójdą w totalną przemianę i zaproponują nie tyle młodego, ile mało znanego i oryginalnego mężczyznę, który będzie budował dalszą karierę na postaci Jamesa Bonda? Jeśli miałbym wybierać, nie stawiałbym na Elordiego czy Hollanda, a szukał opcji w rodzaju Turnera czy nawet O’Connora. Może jest ktoś jeszcze, kogo nazwisko nie padło do tej pory, a Barbara Broccoli wyciągnie z rękawa nie asa, ale dżokera i zamknie wszystkim usta? W końcu Bond potrzebuje rozpędzonego hypetrainu, jak niezmieszane martini oliwki.
Dziennikarz popkulturowy GQ Poland z dekadą doświadczenia w branży. Charakteryzuje go wszechstronność – mimo że od lat kojarzony głównie z muzyką, tworzy także treści lifestyle’owe: o modzie, kinie, motoryzacji czy gamingu. Porusza tematykę związaną z męskością: od psychologii, przez zjawiska społeczne, po self-care.
Wcześniej przez wiele lat był związany z medium newonce, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego. Obecnie współpracuje również z CLOUT Festival, gdzie odpowiada za komunikację. W przeszłości pisał dla m.in. Going., Noizz, 4the20s, „Aktivist” czy Electronic Beats. Uwielbia wszystko, co związane z Japonią. Jest fanem ambientu, relaksuje go gotowanie, a jego ulubionym napojem jest zielona herbata.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota
Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
Filmy i seriale
Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV
Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.
Filmy i seriale
„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]
Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.
Filmy i seriale
Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach
Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent
Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.
Filmy i seriale
Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy
Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.
Filmy i seriale
Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video
Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.
Filmy i seriale
„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń
Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.