„Latarnie wszędzie dawno zgasły”, czyli Taco Hemingway sentymentalny
PARTNERZY SERWISU
Muzyka
„Latarnie wszędzie dawno zgasły”, czyli Taco Hemingway sentymentalny
Dwa lata po premierze refleksyjnego projektu „1-800-Oświecenie” warszawski raper wrócił z siódmym albumem. Czy Taco Hemingway trzyma formę? Czy znowu zachwyci miliony słuchaczy?
Udostępnij

Taco Hemingway Autor zdjęcia: Karol Grygoruk
Najnowszy materiał „Latarnie wszędzie dawno zgasły” to ponura kronika warszawskich nocy. Pełna zamroczonych, wręcz pijackich sprawozdań. Pełnych przelotnych spotkań, ryzykownych przygód. I nostalgii, która przecież jest nieodłącznym elementem twórczości Szcześniaka. Na samoświadomym „1-800-Oświecenie” Taco rozliczał się z przeszłością, dojrzewał jako mężczyzna i z dumą przyjmował unc status. A teraz?
Trójkąt warszawski A.D. 2025
Teraz skręca w mroczniejsze klimaty. Nawiązuje do storytellingu debiutanckiego albumu. Buduje teatralną narrację. Świszczące koła tramwajów, wieczna mgła czy pachnąca starym szlugiem i jarzyną stara Astra. Bohater, którego wykreował raper, snuje się po Warszawie niczym w „Złym” Tyrmanda albo doświadczona życiem postać z uniwersum Jakuba Żulczyka. Wszystko przeplatane stylizowanymi na PRL-owskie archiwa nagrywkami radiowymi. Drugoplanową bohaterka jest Ruda „odgrywana” przez wokalistkę Livkę, która jest w zasadzie jedynym featuringiem na płycie.
Taco Hemingway rapuje na truskulowych produkcjach The Returners, które przywodzą na myśl stołeczne trzepaki przełomu milenium. Słychać to zresztą w samplach, gdzie słynny producencki duet czerpie z historii ulicznego hip-hopu. Pojawiają się fragmenty starego Pezeta czy składu Grammatik, a Szcześniak dynamicznie opisuje surową rzeczywistość. Mówimy z Bogiem, choć w tym mieście Boga nie ma.
Muzyczny skład uzupełniają stali współpracownicy Hemingwaya. Nie zabrakło atutowego, Zeppy Zepa czy Rumaka – producentów, którzy pojawiali się regularnie na albumach 35-letniego rapera. Stylistycznie trzymają się konceptu płyty, jednak zdarza im się uderzyć w przyjaźniejsze tony. Utwory „Frasca✝✝✝i” czy „Bez s✝✝✝resu” i „Zakochałem się pod ap✝✝✝eką” to wręcz radiowe przeboje. Melodyjne refreny, przystępne bity, momentami taneczny klimat. Wszystko odpowiednio wyważone.
Oczekiwania vs rzeczywistość
Na „Latarnie...” artysta w znany dla siebie sposób odnosi się do rzeczywistości. Wrzuca pod rozkminę aktualne hasła: o klikalności contentu, o uzależniającym doomscrollingu, o kolejnych tiktokach, o odpalających nas triggerach. Szwenda się po mieście, zaliczając symboliczne i często uczęszczane lokalizacje. Najczęściej kursuje między dwoma Placami: Zbawiciela i Trzech Krzyży. Wypija fancy drinka w Pizzaiolo, nie pamięta, jak trafił do newonce.baru czy zaprzyjaźnia się z barmanem w SPATiF-ie. Kręci się przy restauracji Pod Gigantami. Później robi nocne gastro w kultowym kebabie Sapko. I tak to się kręci.
Taco opisuje Warszawę, w której intensywna woń kimchi zastąpiła zapach kalafiora. W której pobrzmiewają echa picia wódy na szoty, kompulsywnego palenia papierosów czy przelotnych zbliżeń. Podskórna nerwowość stolicy udziela się bohaterom słuchowiska. Raper wraca często do poprzedniej dekady, własnego dwudziestolecia, beztroskiego czasu. Najwyższe stężenie nostalgii jest odczuwalne numerze “✝✝✝ramwaje”, gdzie w refrenie pojawia się wokal Andrzeja Zauchy, a brzmienie zostało oparte na kultowym samplu z „Byłaś serca biciem”. Track przypomina klimatem twórczość duetu PRO8L3M, którzy często sięgali po polską klasykę. I również trzymali się nokturnowej tematyki.

Okładka albumu „Latarnie wszędzie dawno zgasły” Autor zdjęcia: materiały prasowe
Wartość sentymentalna
„Latarnie wszędzie dawno zgasły” to kolejny koncept album Taco Hemingwaya. Teraz cofa się do 2k12, używając nieco odmiennej stylistyki i nawiązując do poprzedniej dekady, kiedy kreowała się nowoczesna, światowa, korporacyjna Warszawa, jaką znamy dzisiaj. Kiedy Szcześniak przeżywał absolutny życiowy przewrót, jego kariera eksplodowała, a zamiast zostawać w domu pod kocem, wybierał całonocny melanż na mieście. Kiedy indie sleaze, dżinsy skinny i tęsknota za Jadłodajnią nie były milenialsowym sentymentem, ale zwyczajną codziennością. Dyktuje to zresztą finał albumu, z punktem kulminacyjnym w wyjątkowo refleksyjnym „Frasca✝✝✝i”, w którym Taco rzuca przemyśleniami: już na pogoń we mnie sił brak i nie bawi mnie ten spektakl, a w outro wybrzmiewa błagalne „ratunku!”. Sztuka skończona, latarnie zgasły, można się rozejść.
Dziennikarz popkulturowy GQ Poland z dekadą doświadczenia w branży. Charakteryzuje go wszechstronność – mimo że od lat kojarzony głównie z muzyką, tworzy także treści lifestyle’owe: o modzie, kinie, motoryzacji czy gamingu. Porusza tematykę związaną z męskością: od psychologii, przez zjawiska społeczne, po self-care.
Wcześniej przez wiele lat był związany z medium newonce, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego. Obecnie współpracuje również z CLOUT Festival, gdzie odpowiada za komunikację. W przeszłości pisał dla m.in. Going., Noizz, 4the20s, „Aktivist” czy Electronic Beats. Uwielbia wszystko, co związane z Japonią. Jest fanem ambientu, relaksuje go gotowanie, a jego ulubionym napojem jest zielona herbata.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Muzyka
Leon Krześniak przez lata pisał hity dla innych. Dziś opowiada własną historię
Niektórzy muzycy od pierwszego dnia marzą o świetle reflektorów. Inni wolą zostać kilka kroków za sceną. Tam, gdzie rodzą się piosenki. Leon Krześniak przez lata należał do tej drugiej grupy. Dziś aranżuje Orkiestrę Męskie Granie i występuje z własnym materiałem.
Muzyka
Sentymentalny powrót do 2016 – Swae Lee urodzinową gwiazdą klubu Sen
Do Warszawy przyjedzie jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów współczesnego rapu.
Muzyka
Lech Janerka kończy karierę w wielkim stylu
Bas zrobiony z półki na kwiaty, zespół rockowy założony z żoną grającą na wiolonczeli, walka z tremą – kariera Lecha Janerki od początku wymykała się prostym rockandrollowym kliszom. Dziś 74-letni artysta żegna się ze sceną na startującym 16 lipca festiwalu w Jarocinie i wraca pamięcią do czasów zespołu Klaus Mitffoch, pierwszych występów na żywo, Jarocina i tego, co przez lata dawało mu muzyczną krzepę.
Muzyka
Czy nowy album Madonny był skazany na sukces?
Owszem, Instagram już roi się od prześmiewczych rolek, na których najbardziej oddani fani ogłaszają „Confessions II” arcydziełem po kilku sekundach odsłuchu. Trudniej zbyć jednak zgodny ton profesjonalnych recenzji. Nawet krytycy, którzy przez ostatnią dekadę z rosnącym sceptycyzmem przyglądali się kolejnym wcieleniom artystki, dostrzegli w tej płycie coś, czego od dawna u niej brakowało – spokój.
Muzyka
Smolik: „Najlepsze wspomnienia mam z grania na żywo
– Wolę dwudziestu ludzi w małym klubie, którzy naprawdę słuchają, niż tysiąc takich co gadają w trakcie grania – mówi nam Andrzej Smolik, którego pytamy o Męskie Granie, plany na przyszłość i siłę niezależności w muzyce.
Muzyka
Co po samcu alfa? Męskość według Nicka Cave'a i Viagra Boys
W tłumie różnej maści wynalazców nowej męskości na skomplikowane czasy, okazuje się, że nie trzeba wymyślać koła na nowo. Wystarczy sięgnąć po prostotę wrażliwości i antymaczystowskiego luzu – tak, jak robią to Viagra Boys i Nick Cave. Nie sądzę jednak, by którykolwiek z nich uważał się za autorytet. Całe szczęście.
Muzyka
Andrea Bocelli zaśpiewał na Placu Świętego Marka w Wenecji. Pokazał, że wszystko zaczyna się od odwagi, by zmienić własną historię
Wenecja to Włochy w pigułce. Miasto zbudowane na wodzie, pełne pałaców, mostów i legend sprzed setek lat. Wydaje się miejscem, w którym czas płynie inaczej. Ale właśnie tu, gdzie przeszłość mówi do nas bogactwem sztuki na każdym kroku – usłyszałam ciekawą opowieść o przyszłości. Nie o sztucznej inteligencji. Nie o cyfryzacji. Nawet nie o technologii. Opowieść zmianie, do której prowadzą determinacja, odwaga i wiara we własne możliwości. Wyśpiewał ją sam Andrea Bocelli.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Muzyka
Rusza Erste Letnie Brzmienia 2026. Kogo usłyszymy w aż pięciu polskich miastach?
Jest taki moment w lecie, który trudno dokładnie nazwać. Miasto trochę zwalnia, światło robi się miękkie, a dźwięki niosą się dalej niż zwykle. Siedzisz gdzieś na trawie albo stoisz pod sceną i nagle łapiesz się na tym, że wszystko się zgadza.