49 lat od premiery „Rocky’ego”: historia, która uderza prosto w serce
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
49 lat od premiery „Rocky’ego”: historia, która uderza prosto w serce
Dlaczego opowieść o bokserze z Filadelfii pozostaje ponadczasowa.
Udostępnij

Autor zdjęcia: Getty Images
Pierwsza scena „Rocky’ego” rozgrywa się (niemal) równo 50 lat temu, wieczorem 25 listopada 1975 roku. Grany przez Sylvestra Stallone’a, Włoski Ogier – jak sam siebie ochrzcił w nadziei na lepszy PR – wymierza ciosy przeciwnikowi na ringu w obskurnej salce. Niewielki tłum buczy zniecierpliwiony. Słychać: „Jesteś lumpem!”. Nikt nie przyszedł tutaj specjalnie dla Rocky’ego. Ani też dla jego oponenta. Chodzi o akcję, adrenalinę i ewentualną marną wygraną w zakładach. Sam Balboa walczy za gorsze, z których organizator potrąca za szafkę, ręcznik i ciepłą wodę, każe też płacić podatek od zwycięstwa.
Rocky jako everyman — dlaczego mu kibicujemy?
Mimo że Rocky ma śmiertelne pięści, jest sprawiedliwym poczciwcem z pokorą znoszącym swoje marne życie. Czekamy na odmianę jego losu. Zasługuje na to. Lubimy takich bohaterów i im kibicujemy, tym bardziej wtedy, kiedy ich sytuacja ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Co prawda „Rocky” nie jest oparty na biografii Stallone’a, ale obaj z wszystkich sił walczyli do końca, tylko na zupełnie innych ringach.
Ring aktora nazywał się Hollywood.
Finalnie obraz o bokserze z filadelfijskich robotniczych slumsów został nominowany do 10 Oscarów, zgarnął cztery statuetki, w tym dla najlepszego filmu. Doczekał się pięciu kolejnych części i trzech spin-offów, a porównanie „to jak z »Rocky’ego«” na dobre weszło do kinofilskiego słownika.
Zanim jednak obraz stał się kultowy, Sylvester Stallone ledwo wiązał koniec z końcem. Rok przed premierą miał w banku 106 dolarów, z żoną oczekiwali na dziecko. Musieli sprzedać swojego psa, bo nie było ich stać na jego utrzymanie. Całą dodatkową kasę pochłaniał czynsz niewielkiego mieszkania w Los Angeles, gdzie małżeństwo przeprowadziło się z Nowego Jorku.
Co prawda aktor pojawiał się w filmach, ale na drugim planie (do legendy przeszło odrzucenie Stallone’a przez Coppolę przy kompletowaniu statystów do „Ojca chrzestnego”. Najwidoczniej był za mało włoski na film o włoskiej mafii). Za to tuż przed przeprowadzką zagrał jednego z młodocianych członków brooklińskiego gangu lat 50. w komediodramacie „Książęta z Flatbush”. Jego twarz pojawiła się nawet na plakacie. Dlatego postanowił spróbować swoich sił w fabryce snów. Na miejscu okazało się, że chociaż kojarzono aktora, producenci bardziej chcieli go wykiwać, niż zatrudnić.

Autor zdjęcia: Getty Images
Czasami jednak hollywoodzkie scenariusze pisze samo życie. Jakkolwiek banalnie to brzmi, w przypadku Sylvestra Stallone’a okazało się prawdą. Pewnej nocy poszedł obejrzeć pojedynek dwóch pięściarzy – Muhammada Alego z nikomu nieznanym Chuckiem Wepnerem. Walka wydawała się pretekstem do tego, by widownia mogła wyśmiać śmiałka, który odważył się wyjść naprzeciw mistrza świata. Czekano, aż Ali zatańczy swój taniec. Tymczasem Wepner nie tylko wytrzymał ciosy boksera, ale nawet posłał go na deski. Nastrój zebranych diametralnie się zmienił. Zaczęto kibicować underdogowi, który z minuty na minutę z nieudacznika stał się greckim bogiem.
Dla Stallone’a walka okazała się katalizatorem historii kopciuszka. Podobno pierwszy draft „Rocky’ego” powstał w zaledwie trzy dni. Chociaż bohater dostaje szansę walki o tytuł mistrza świata w wadze ciężkiej, to film jest głównie psychologicznym studium postaci, a bokserskich starć jest w nim niewiele.
Rocky jako portret męskości lat 70.
Tak naprawdę „Rocky” jest rozprawą o męskości i postrzeganiu mężczyzn w Stanach lat 70. (co jest zaskakująco aktualne również dziś). Balboa, mimo że dobry i uczynny (a może właśnie dlatego), jest postrzegany jako nieudacznik, lump z przedmieść, „worek mięcha”, jak mówią na niego na ulicy. Codziennie zmaga się z niskim poczuciem własnej wartości. Ma 30 lat i niczego nie osiągnął. Żarłocznie kapitalistyczny amerykański sen nie chce się spełnić.
Rywal Rocky’ego, Apollo Creed (fantastycznie gra go Carl Weathers) góruje nad nim klasowo i finansowo. Oprócz długiej serii nieprzerwanych zwycięstw ma w kieszeni tytuł mistrza świata w boksie. Inspiracja Muhammadem Alim, choć oczywista, ma głębszy sens. Oto czarny mężczyzna w rasistowskiej Ameryce wspiął się na sam szczyt, jest „właścicielem” firmy „Apollo Creed”, która zatrudnia wiele osób (też białych). Mało tego, na walkę z Balboą wjeżdża w przebraniu ojca założyciela Stanów Zjednoczonych, George’a Washingtona. Nie jest traktowany jako zagrożenie (co jest jednym ze stereotypowych przedstawień czarnych facetów w popkulturze). Postać stała się istotną, bo niejednoznaczną reprezentacją Czarnych w kinie.
Gdy Stallone pisał scenariusz, Hollywood miało na koncie około stu filmów bokserskich (ich produkcję pysznie wyśmiewa „Barton Fink” braci Coen!). Była również znana formuła szarego człowieka, który pokonuje system i dociera do szczytu (wystarczy wspomnieć obrazy Franka Capry czy Charliego Chaplina). „Rocky” udowodnił, że niektóre koncepcje się nie starzeją. Ale to nie jedyna wyróżniająca go cecha.
Męskość wrażliwa?
Nie bez znaczenia była autentyczność Stallone’a. Lata deprecjonowania jego umiejętności aktorskich pozwoliły mu gładko wejść w outsiderskie buty bohatera (choć i tak musiał walczyć – producenci żądali znanych twarzy, m.in. Ryana O’Neala i Burta Reynoldsa). Pomogło wyczucie reżysera Johna G. Avildsena. Tuż po premierze aktor powiedział, że Balboa „miał w sobie zapał, inteligencję i talent, by zostać bokserem, ale nikt go nie dostrzegał. Gdy wreszcie nadarzyła się okazja, wszyscy mówili: »On jest naprawdę dobry«. Dokładnie to spotkało mnie”. To główna paralela.
Nowatorskie było także spojrzenie na męskość, które dopuszczało słabość i możliwość porażki nawet w krainie sukcesu, jakim miała być Ameryka, a także portretowanie przyjaźni między facetami. Choć relacja Rocky’ego i Apolla zacieśni się w kolejnych odsłonach franczyzy, w „jedynce” Balboa nie kryje swojego uznania dla zasług przeciwnika. Podziwia go, ale nie zazdrości. Rywalizacja została zamknięta w liniach ringu.

Autor zdjęcia: Getty Images
Filmy sportowe zazwyczaj są kierowane stereotypowo, do (cis/hetero) mężczyzn. Brak w nich różnorodności. „Rocky” nie jest wyjątkiem, ale też nie wymagajmy cudów od filmu sprzed blisko pięciu dekad. Najczęściej jednak w bokserskich obrazach również kobieca reprezentacja kuleje do tego stopnia, że stała się memiczna. Żony lub partnerki są przeciwne walkom. Gdy bohater mimo to staje w szranki, biorą dzieci i wynoszą się do matki/siostry/koleżanki, jakby kobieca gromadka była glejtem na ich rację.
W „Rockym” pojawia się Adrian (świetna Talia Shire), która mimo uzasadnionych obaw wspiera Balboę. W kolejnych odsłonach jest jego partnerką zarówno w życiu, jak i w biznesie (bo i bohater sam „staje się” firmą). Kiedy po bokserskich sukcesach zwiększa się domowy budżet, a kobieta stroi się w drogie ciuchy, rozumiemy jej głód posiadania – podobnie jak jej partner zaliczyła awans klasowy.
Premiera „Rocky’ego” odbyła się w 1976 roku. Film na całym świecie zarobił około 225 milionów dolarów przy budżecie wynoszącym zaledwie milion. Przy tak wielkim sukcesie kontynuacje były tylko kwestią czasu. Choć są scenariuszowo uboższe, traktowanie ich jako odcinania kuponów jest krzywdzące. Każda część to komentarz do zmieniających się zarówno Ameryki, jak i świata, a także samego Sylvestra Stallone’a (im bardziej puchł jego portfel, tym mocniej rozrastało się jego umięśnione ciało). Co pozostało niezmienne – to rys delikatności, który jest widoczny w całej franczyzie. Tak jakby Rocky nigdy nie zapomniał o swojej przeszłości.
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota
Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
Filmy i seriale
Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV
Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.
Filmy i seriale
„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]
Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.
Filmy i seriale
Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach
Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent
Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.
Filmy i seriale
Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy
Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.
Filmy i seriale
Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video
Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.
Filmy i seriale
„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń
Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.