„Pillion”: film o facetach, którzy nie chcą iść na terapię
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
„Pillion”: film o facetach, którzy nie chcą iść na terapię
– Męskość z „Pillion”, choć nieheteroseksualna, jest XX-wieczna. W trakcie seansu widziałem więcej „czerwonych flag” niż na pochodzie pierwszomajowym – mówi queerowy artysta wizualny Paweł Żukowski, z którym rozmawiamy o wchodzącym właśnie do polskich kin filmie Harry’ego Lightona.
Udostępnij

Alexander Skarsgård i Harry Melling jako Colin i Ray w filmie „Pillion” Autor zdjęcia: materiały prasowe
Jedni nazywają go „najgorętszym dom-comem roku”, inni krytykują za romantyzowanie przemocy i przepuszczanie queerowej fantazji przez patriarchalne filtry. Wszyscy jednak zgadzają się co do tego, że „Pillion”, który 20 lutego doczekał się polskiej premiery, nie pozostawia widza obojętnym. Rzadko zdarza się bowiem, by kino głównego nurtu tak otwarcie podejmowało temat gejowskich fetyszy i kinków, a jednocześnie opowiadało o nich w konwencji przewrotnego romansu.
Jedni nazywają go „najgorętszym dom-comem roku”, inni krytykują za romantyzowanie przemocy i przepuszczanie queerowej fantazji przez patriarchalne filtry. Wszyscy jednak zgadzają się co do tego, że „Pillion”, który 20 lutego doczekał się polskiej premiery, nie pozostawia widza obojętnym. Rzadko zdarza się bowiem, by kino głównego nurtu tak otwarcie podejmowało temat gejowskich fetyszy i kinków, a jednocześnie opowiadało o nich w konwencji przewrotnego romansu.
Film to brytyjsko-irlandzka koprodukcja i pełnometrażowy debiut reżyserski Harry’ego Lightona, który zainspirował się powieścią „Box Hill” Adama Marsa-Jonesa i za stworzony na jej podstawie scenariusz otrzymał nagrodę m.in. na festiwalu w Cannes. Fabuła „Pilliona” skupia się na nieśmiałym Colinie, który wikła się w intensywną relację (master-niewolnik) z charyzmatycznym, dominującym Rayem, członkiem gejowskiej motocyklowej społeczności praktykującej BDSM (albo fantazji na jej temat). W te role wcielają się Harry Melling i Alexander Skarsgård – duet, który zdecydowanie zachwycił recenzentów.
Reżyser z kolei – jak sam opowiadał w wywiadach – przygotowywał się do pracy, spędzając czas z członkami klubu Gay Bikers. Część z nich została konsultantami i pojawia się w filmie. Jednak deklarowana bliskość z tą społecznością, a nawet występ Jake’a Shearsa ze Scissor Sisters na dalszym planie nie uciszyły sporów o to, czy „Pillion” faktycznie reprezentuje queerową tożsamość, czy jedynie cynicznie wykorzystuje stabuizowaną estetykę do opowiedzenia klasycznej (by nie napisać: patriarchalnej) historii o władzy i pożądaniu.
Między innymi to pytanie zadałam Pawłowi Żukowskiemu, queerowemu artyście wizualnemu, który w swojej praktyce łączy sztukę z aktywizmem i poruszając tematy relacji, seksualności, fetyszy oraz napięć polityczno-społecznych, dokonuje gejowskiej emancypacji. Jego projekty, jak „Archiwa Queerowej Niezgody”, dokumentują nieheteronormatywną obecność w warszawskiej przestrzeni miejskiej, a akcje w przestrzeni publicznej, np. „LGBT to ja”, przeciwstawiają się ostracyzmowi wobec wykluczanych społeczności.
Prace Żukowskiego były pokazywane w prestiżowych instytucjach, m.in. w Tom of Finland Foundation w Los Angeles, Museo Reina Sofia w Madrycie czy QueerANarchive w Splicie, a niedawno w bytomskim CSW Kronika podczas wystawy „Daddies, kings and sissy boys” światło dzienne ujrzało jedna z jego najnowszych dzieł – inspirowany Solidarnością napis „Homoseksualność”.
Paulina Januszewska: O jakiej społeczności opowiada „Pillion”?
Paweł Żukowski: O społeczności facetów, którzy zrobią wszystko, żeby tylko nie pójść na terapię.
Śmiejesz się, a ja pytam zupełnie poważnie. Gdybyś miał ich jakoś konkretniej scharakteryzować to…
Ciężko mi tak jednoznacznie odpowiedzieć, bo istnieje przecież subkultura gejów motocyklistów, istnieje społeczność BDSM, a także emocjonalnie niedostępni i atrakcyjni mężczyźni po czterdziestce. Teoretycznie więc wszystko się zgadza, ale kiedy z tych zbiorów spróbujesz uzyskać część wspólną, która miałaby jakąś realną reprezentację „na żywo”, wychodzi to słabo. Odnoszę wręcz wrażenie, jakby „Pilliona” nakręcił heteroseksualny reżyser. Takie same odczucia mam wobec dwójki głównych aktorów. Ale o ile Skarsgård i Melling mogą zagrać gejów, o tyle scenarzysta nie stworzy wiarygodnej opowieści, nie konsultując się ze społecznością, którą sobie wymyślił.

Kadr z filmu „Pillion”. Na zdjęciu: Alexander Skarsgård i Harry Melling Autor zdjęcia: materiały prasowe
Harry Lighton broni się błogosławieństwem Gay Bikers dla swojego filmu, ale prawdą jest, że miał spędzić z nimi zaledwie weekend. Jak zatem odbierasz historię Colina i Raya jako queerowy widz, a jak oceniasz ją z punktu widzenia artysty wizualnego?
Szczerze? Przez cały film obserwowałem chłopaka, który próbuje zaistnieć w niekomfortowej dla siebie relacji i uczciwie kibicowałem mu, kiedy upominał się o uznanie swoich uczuć. W „Pillionie” najbardziej zabrakło negocjacji „kontraktu”, który jest kluczowy dla kinkowych relacji. Wprawdzie ustalanie zasad może być z filmowego punktu widzenia nudne, ale jest czymś niezbędnym w tzw. prawdziwym życiu. Mam problem z tym filmem jako reprezentacją jakiegoś niesprecyzowanego queerowego środowiska i z tym, że określany jest jako komedia. Mnie nie było do śmiechu, ale daję plusa za pokazywanie gołych, 50-letnich facetów na ekranie w myśl zasady, że wszystkie ciała są piękne.
Co mimo wszystko uznałeś w „Pillionie” za najbardziej uczciwe?
Najuczciwsze w tym wszystkim są kostiumy, scenografia i charakteryzacja, a także pusty regał projektu Dietera Rahmsa w mieszkaniu Raya, który przypomina mi film „American Psycho”. Oprócz tego przemawia do mnie postać matki Colina, która żyje w tradycyjnym związku i zwyczajnie martwi się o przyszłość syna. Ale to nie ratuje postawy reżysera/scenarzysty, która wydaje mi się bardzo wykalkulowana. Lighton z różnych informacji na temat istniejących w naszym środowisku zjawisk zlepił historię, w której nie kleją się fakty. Mam wrażenie, że została przeznaczona dla heteryków i jest opowiadana z etnograficznego punktu widzenia – zupełnie jak w „Życiu seksualnym dzikich w północno-zachodniej Melanezji” Bronisława Malinowskiego.
Mówiłeś, że kink to przede wszystkim ustalenia i świadome wypracowywanie reguł, a nie efektowna stylistyka. Colin w pewnym momencie przestaje się zgadzać na warunki dyktowane przez Raya…
Widziałaś film, więc wiesz, że relacja się rozpada, kiedy jej zasady zaczynają być poddawane dyskusji. Filmowa estetyka bywa uwodzicielska: fetyszyści są przedstawiani jako bardzo malowniczy choćby z tego powodu, że stroje, które noszą, świetnie się prezentują i łatwo przyciągają uwagę. Zresztą queerowy świat przeżywa dziś renesans zainteresowania motocyklami, na które coraz częściej wsiadają także dziewczyny – i wizualnie robi to duże wrażenie. Ja jednak mam do motocyklistów, niezależnie od płci, osobisty dystans, bo zwyczajnie straszą mi pieska.
Zatrzymajmy się przy facetach. Gejowscy motocykliści reprezentują dosyć określony i bliski stereotypom macho model męskości. Jakie wzbudza on napięcia i czy może odpowiadać na wyzwania współczesności poszukującej nowych wzorców?
Wiesz, skończyłem bardzo dobre liceum na Saskiej Kępie. Na tej samej Saskiej Kępie w baszcie mostu Poniatowskiego działała knajpa dla motocyklistów, dokąd chodziłem na wagary. Paradoksalnie była to jedna z niewielu bezpiecznych przestrzeni dla queerów w Warszawie lat 90. Przesiadujący tam faceci w średnim wieku ubrani w skórzane kombinezony byli dla nas, nastolatków, mili. Sprzedawali nam piwo, patrząc na podrabiane legitymacje szkolne, a często też przepędzali skinheadów, kiedy ci kręcili się w pobliżu. Pamiętaj, że mówię o czasach, gdy nawet za „zbyt fajne” buty można było w najlepszym razie je stracić, a najgorszym – dodatkowo oberwać. Z knajpy w baszcie pamiętam więc nie szorstki i przemocowy, lecz opiekuńczo-pobłażliwy rodzaj męskości, z którym spotkałem także już po czterdziestce, gdy wylądowałem w Los Angeles na rezydencji artystycznej w Tom of Finland Foundation. Przesiadywałem wtedy w The Eagle – słynnej knajpie dla skórzaków. Ale wówczas to ja byłem tym gościem, który mówił młodszym: „Lepiej już nie pij, zamówię ci taksówkę”.

Paweł Żukowski (z lewej) z Durkiem Dehnerem, współzałożycielem Tom of Finland Foundation. Tom of Finland, właśc. Touko Valio Laaksonen (1920–1991), to kultowy fiński artysta, rysownik. Jego twórczość przedstawiająca homoerotyczne, wyidealizowane i mocno zmaskulinizowane wizerunki mężczyzn zrewolucjonizowały kulturę gejowską Autor zdjęcia: archiwum prywatne
A jaka męskość pojawia się w „Pillion”?
Dwudziestowieczna i oparta na patriarchalnym przekonaniu o tym, że konsent jest opcją, a nie podstawą relacji. Takie „prawdy” wtłacza się też homoseksualnym facetom, którym trudniej potem wytłumaczyć, że coś robią nie tak, bo „przecież nie biją kobiet”, więc o jakich pratriarchalnych zachowaniach mowa? Narracja promująca film jest z kolei utrzymana w takim tonie, że to Ray ma być postacią, z którą „każdy facet” powinien się utożsamiać.
Ray to klasyczny bad boy, który wybiera ghosting, gdy coś idzie nie po jego myśli albo robi się zbyt poważnie.
Dlatego po obejrzeniu filmu czułem ogromny niesmak. Dwa lata terapii najwyraźniej sprawiły, że w trakcie seansu widziałem więcej „czerwonych flag” niż na pochodzie pierwszomajowym. Tak jak powiedziałem wcześniej – ten film jest o facetach, którzy bardzo nie chcą iść na terapię i pada na niebezpieczny grunt. Mężczyźni rzadko potrafią rozmawiać o uczuciach, osoby z backgroundem religijnym nie potrafią rozmawiać o seksie, a homoseksualistom odbiera się prawo głosu w debacie publicznej. Z tego powstaje bardzo wybuchowe kombo.
Jaki model władzy, pożądania lub zależności pozostaje dla Ciebie otwarty po tym filmie – taki, na który próbujesz odpowiadać w swojej sztuce?
Jeżeli miałbym tę filmową władzę do czegoś porównać, to do Koalicji Obywatelskiej, która przed każdymi wyborami niepisanym kodem sugeruje jakąś obietnicę społeczności LGBT+, a po wyborach znika, przez cały czas traktując nas jako obywateli trzeciej kategorii. Moje projekty artystyczne często bazowały na sprzeciwie wobec opresji władzy. Mam background aktywistyczny i nie bardzo chcę wykluczać ten obszar ze swoich prac, uważam, że on je w naturalny sposób wzbogaca. W 2024 roku, na zaproszenie Narodowej Galerii Sztuki „Zachęta”, wyreżyserowałem performance inspirowany datą powstania jednej z prac z kolekcji – rokiem 1985.
Dlaczego akurat tym?
Wtedy zaczęła się w Polsce akcja Hiacynt, wymierzona przeciwko mężczyznom nieheteronormatywnym oraz pracującym seksualnie. W moim performansie aktorzy siłowali się na rękę w sali pełnej ludzi. Zależało mi na tym, żeby podkreślić: jako środowisko jesteśmy silniejsi, gdy z sobą współpracujemy. Ten performance miał być też hołdem dla początku samoorganizacji ruchów gejowskich w Polsce, samoorganizacji wobec opresyjnej władzy.
Jak popkultura sięgała do tej pory po kink? I kiedy robiła to w sposób prawdziwie pionierski dla kwestii reprezentacji osób LGBT+?
Najbardziej przełomowy moim zdaniem był film Williama Friedkina „Cruising” z 1980 roku, w którym policjant pod przykrywką wchodzi w „podziemny” świat gejowskich klubów w Nowym Jorku. To rzeczywistość pełna seksu, fetyszy i realnego niebezpieczeństwa, bo w tym środowisku grasuje morderca gejów. Choć w „Cruising” wystąpiło wiele osób z tego światka (który w przeciwieństwie do tego z „Pilion” istniał naprawdę), film został oprotestowany przez inną część społeczności queerowej. Ja go oglądałem z rodzicami na VHS. To było coś niesamowitego. Obiecałem sobie wtedy, że kiedy dorosnę, będę chodzić na takie imprezy. I faktycznie chodziłem. W „Cruising” oglądałem facetów tańczących półnago w obskurnych klubach i mimo że gdzieś tam grasował morderca, miałem wrażenie, że świetnie się bawią. W „Pillion” nie ma absolutnie niczego, co mógłbym jako dorastający gej zobaczyć i powiedzieć sobie: „Jest to fascynujące, chcę, żeby moje życie tak wyglądało”.
Jak wykorzystujesz kink w swojej praktyce artystycznej?
Kink jest potężnym narzędziem emancypacyjnym, w warstwie fetyszowej może być bardzo „uplifting”, bo każdy dobrze wygląda w skórach czy w lateksie, a w warstwie BDSM uczy stawiania i respektowania granic. Interesuje mnie nie tylko jego estetyka, lecz także polityczność. W trakcie wspomnianej wcześniej rezydencji w Tom of Finland Foundation spędziłem bardzo dużo czasu w jej archiwach pełnych sztuki erotycznej. Niestety, znalazłem tam bardzo dużo prac, które zestawiały symbolikę III Rzeszy i przyjemność seksualną. To nie jest przypadek.
Z czego wynikał?
Z konkretnej historii. Część amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Europie podczas II wojny światowej sypiała z nazistami. Atrakcyjne mundury i zakazana relacja sprawiły, że swastyka „miło im się kojarzyła”. Po powrocie do USA niektórzy z weteranów współtworzyli lokalne środowiska motocyklowe i do związanej z tym estetyki bezrefleksyjnie dodawali faszystowskie emblematy. W ten sposób powstało chaotyczne, problematyczne połączenie, z którym skórzana społeczność w USA do dziś nie do końca potrafi się zmierzyć. Ja trafiłem do archiwum w momencie pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, więc nie mogłem patrzeć na te obrazy wyłącznie jako na historyczną ciekawostkę czy estetyczny kod.
W obliczu realnej wojny i odradzających się imperialnych narracji ta symbolika przestała być „fetyszem”, a stała się politycznym znakiem. To właśnie ten kontekst sprawił, że postanowiłem wziąć na warsztat prace Toma: łączyłem sylwetki jego modeli z motywami antyfaszystowskimi i aktywistycznymi. Zależało mi na tym, żeby ci seksownie ubrani (albo rozebrani) mężczyźni stanęli po właściwej stronie historii – żeby erotyczny potencjał nie reprodukował przemocy symbolicznej, lecz wspierał emancypację.
Więcej w tym temacie:
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota
Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
Filmy i seriale
Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV
Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.
Filmy i seriale
„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]
Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.
Filmy i seriale
Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach
Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent
Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.
Filmy i seriale
Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy
Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.
Filmy i seriale
Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video
Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.
Filmy i seriale
„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń
Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.