PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Filmy i seriale

W „Ojczyźnie” Paweł Pawlikowski wysyła Thomasa Manna do kąta

Biografie wielkich artystów często działają jak muzealne gabloty: wszystko stoi na swoim miejscu, tylko życia w tym niewiele. „Ojczyzna” próbuje uniknąć tej pułapki. Paweł Pawlikowski bierze Thomasa Manna, wsadza go w samochód i wysyła w podróż przez Niemcy 1949 roku. Problem w tym, że im dalej jedzie noblista, tym bardziej interesujący stają się wszyscy wokół niego.

Udostępnij

W „Ojczyźnie” Paweł Pawlikowski opowiada o Thomasie i Erice Mannach

Sandra Hüller i Hanns Zischler w „Ojczyźnie” Pawła Pawlikowskiego Autor zdjęcia: materiały prasowe, Agata Grzybowska

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
16.05.2026

Paweł Pawlikowski jest jednym z (przynajmniej) trzech reżyserów, którzy w swoich biorących udział w tegorocznym wyścigu po Złotą Palmę w Cannes filmach umieścili osobę piszącą. Pedro Almodovar w „Gorzkich świętach” pokazuje reżysera. Asghar Farhadi w „Historiach równoległych” – ekscentryczną pisarkę. Natomiast wspomniany Pawlikowski w „Ojczyźnie" – Thomasa Manna (co finalnie przyniosło mu nagrodę za reżyserię na wspomnianym festiwalu). Grubo. Gdy przyjmiemy, że twórcy wiele z siebie (jak nie całego siebie) zaszywają w portretowanych postaciach, dostajemy niezły ego trip. W takim razie może i dobrze, że noblista jest postacią drugoplanową, a może raczej – mniej obecną. Natomiast sama czynność pisania jest Pawlikowskiemu potrzebna m.in. do rozmyślań nad językiem i jego zawłaszczaniu (tu niemiecki to język nazistowskich oprawców), a także nad próbami wrzucenia pisarza do szufladki z podpisem: „ON JEST NASZ".


Mann w kącie 

W „Ojczyźnie” Mann (Hanns Zischler) przez reżysera (ale i historię) zostaje wysłany do kąta, skąd ma przemawiać o Goethem, wypowiadać mądrości, które mało kogo interesują, albo puścić ironiczną uwagę. Dla innych nie tyle ważne są słowa (chyba że wprost ujawniają sympatie sprzeczne z sympatiami interlokutora), co sama obecność pisarza. Ta jest tylko emblematem. Pierwsze skrzypce gra córka Manna, Erika (wybitna Sandra Hüller), persona non grata (tak w Niemczech, jak i w Stanach), która za ojca się wypowiada (wreszcie kobieta mówi za faceta!) w sytuacjach – nazwijmy to – organizacyjnych; jest jego asystentką, szoferką, redaktorką, przyjaciółką i fryzjerką. Para rusza czarnym mercem w kilkudniowy road trip po Niemczech Anno Domini 1949. To ich pierwsza wizyta w kraju, z którego wyjechali w 1933 roku. Trzy lata później naziści odebrali im obywatelstwo. Mann zgodził się jednak wrócić do swojej, teraz już podzielonej, ojczyzny, by odebrać Nagrodę Goethego. A właściwie – dwie nagrody. Ojciec z córką najpierw jadą do Frankfurtu, gdzie urodził się Goethe, aby otrzymać jedną wersję wyróżnienia przyznawaną przez rząd Niemiec Zachodnich, a następnie przekraczają granicę i pędzą do Weimaru, gdzie Goethe zmarł, by otrzymać drugą – od Niemców Wschodnich. 

Hanns Zischler jako Thomas Mann

Hanns Zischler jako Thomas Mann Autor zdjęcia: materiały prasowe, Agata Grzybowska

Jest to podróż kompaktowa. „Ojczyzna” liczy zaledwie 82 minuty. W teorii nie jest to niczym nowym, wszak poprzednie filmy reżysera („Ida” i „Zimna wojna”, które wraz z „Ojczyzną” tworzą nieoficjalną trylogię o powojniu) trwały równie krótko. Jednak tym razem – mam wrażenie – wątki są tylko inicjowane. Nie został Mann (celowo) wystarczająco spożytkowany, przez co czuję zwyczajny niedosyt.


Ledwo żywy Mann

Za sprawą genialnych czarno-białych zdjęć Łukasza Żala od pierwszej sekundy wpadamy w opowieść (kamera płynie po ulicy zbombardowanego Frankfurtu, a my dostrzegamy każdą cegłę, każdą belkę w zapadniętym dachu). Film otwiera Klaus Mann (August Diehl), pogrążony w depresji homoseksualny (zresztą jak Thomas Mann – o czym w „Ojczyźnie” cisza) syn noblisty, który w pełnej goryczy rozmowie z Eriką wyjawia (bardziej nam niż jej), że dotarł do kresu psychicznej wytrzymałości. Samobójstwo mężczyzny będzie jednak wykorzystane do przedstawienia chłodu ojcostwa. Nikt nie przerywa podróży. 

Thomas jest w filmie zjawą, która mało co czuje, choć wiele pamięta. Nawiedza kolejne przestrzenie, jednak ich nie zasiedla. Tylko czasami na moment się ożywia, jak podczas gali we Frankfurcie, gdy do Thomasa podchodzi dwóch elegancko ubranych młodych mężczyzn. Okazuje się, że są wnukami Wagnera i chcieliby, by pomógł im odbudować reputację ich dziadka oraz opery w Bayreuth po tym, jak dość niezręcznie wyszło na jaw, że Hitler okazał się najsłynniejszym wielbicielem kompozytora. Pisarz odpowiada chłopakom: „Wasza matka powinna stanąć przed sądem, a operę należałoby zrównać z ziemią”. Obejrzałbym jeszcze czterdzieści takich scen.

Sandra Hüller jako Erika Mann

Sandra Hüller jako Erika Mann Autor zdjęcia: materiały prasowe, Agata Grzybowska

Ich bin Erika Mann

Erika jest pełnokrwista. Tylko ona ukradkiem uroni łzę po bracie (choć go kochała, dalej brnie z ojcem w polityczne przepychanki między Wschodem a Zachodem). Jej także przyjdzie się rozliczyć z przeszłością. Na imprezie wpada na swojego byłego męża, aktora Gustafa Gründgensa (Joachim Meyerhoff), który przekonuje ją, że to Göring zabiegał o jego względy, a nie odwrotnie, oraz że – w przeciwieństwie do Eriki – nie miał możliwości „nieuczestniczenia” w tamtych Niemczech, bo musiał dalej pracować (prawdziwy artysta!). Kobieta go policzkuje.

Wizyta Mannów w Weimarze zbudowana jest na prostym kontraście do tego, co widzieliśmy we Frankfurcie. Zatem jest bidnie, przaśnie (chłopięcy chór wyśpiewuje – jeszcze nieoficjalny – hymn „nowych” Niemiec) i mocno socrealistycznie. Pije się kawę z cykorii lub kompot z buraka. Oficjele przechylają kieliszki z amerykańskim koniakiem i skazują oponentów do na nowo działającego Buchenwaldu. Thomas w Weimarze pozuje do zdjęć z popiersiami, odwiedza pokój, w którym umarł Goethe, słucha reżimowych pogadanek. Ale nadal go tam de facto nie ma. Gdy Erika na chwilę znika, my również odczuwamy pustkę po niej, bo tak naprawdę to kobieta niesie całą historię.


To nie biografia

Domyślam się, że Paweł Pawlikowski świadomie stosuje taki zabieg. To nie biografia Manna, nie reinterpretacja „Buddenbrooków” (choć reżyser inspirował się fragmentami? „Czarodzieja” Colma Tóibína). Thomas w „Ojczyźnie” jest metaforą powojennych Niemiec – kraju osobnego, niedopasowanego, ledwo żywego. Jest też narzędziem do rozmyślań nad starzeniem się artysty i tego, co po nim zostaje. Akurat po autorze „Śmierci w Wenecji” zostało dużo. Można czerpać.  

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI KA518830_Peugeot_HighRes Light

Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota

Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.

"Katastrofa w duecie": Marcin Dorociński i Ryan Reynolds w jednym filmie

Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV

Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.

Matt Damon i Zendaya w filmie „Odyseja”

„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]

Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.

„Jedyna” zdobyła wiele nominacji do Emmy

Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent

Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.

Oto najlepsze seriale 2026 roku

Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy

Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.

„Projekt Hail Mary” to nowość na Amazon Prime Video

Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video

Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.

„Wielki Łuk” to film oparty na faktach

„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń

Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.