PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
197 minut, miliardy pikseli i zero emocji. Co poszło nie tak z najnowszym „Avatarem”?
Technologiczny przepych, patriarchalne fantazje i emocjonalna pustka. Trzecia odsłona „Avatara” udowadnia, że postęp w pikselach nie zawsze oznacza postępu w myśleniu.
Udostępnij

Autor zdjęcia: materiały prasowe 20th Century Studios
Na pewno trudno będzie wam w to uwierzyć, ale należę do frakcji fanów i fanek Jamesa Camerona, która za najlepsze jego filmy uważa te z początków kariery. Kultowy „Obcy – decydujące starcie”, będący niby o (drugiej) próbie rozpierdzielenia ksenomorfa, choć tak naprawdę skrywa w sobie nawiązania do wojny w Wietnamie, krytykuje korporacje i jeszcze można go odczytać feministycznie. Podobnie kocham totalnie undergroundowego „Terminatora” i jego kontynuację („Dzień sądu”), która z większym budżetem na dobre zdefiniowała kino akcji. Nawet „Titanic”, choć kulawy scenariuszowo, tonie w oceanie mojego sentymentu do tego stopnia, że potrafię bez zająknięcia zaśpiewać z Céline Dion całe „My Heart Will Go On” (pisząc, właśnie odpaliłem YouTube’a – still got it!).
Rewolucja technologiczna
Okej, pierwszy „Avatar” z 2009 roku (dotychczas zarobił 2,9 mld dolców, co czyni go najbardziej dochodowym filmem wszech czasów) był przełomowy technologicznie (w skrócie: ruchy aktorów i aktorek komputer przetwarzał za pomocą technologii motion capture, po czym generował odpowiednie postacie na ekranie), co dało wcześniej niespotykanych w kinie realistycznych bohaterów i bohaterki oraz świat Pandory, czyli planetę, gdzie rozgrywa się akcja. Ale jego fabuła była prosta jak drut (i do tego rasistowska).
Pierwszy film opowiadał o ludzkich najeźdźcach, którzy próbowali skolonizować świat niebieskiego i rosłego ludu Na’vi z innej galaktyki, by eksploatować jego zasoby mineralne, posługując się przy tym „avatarami”, biologicznymi replikami wysyłanymi w sam środek ich społeczności. Taki właśnie „avatar”, Jake (Sam Worthington), niczym biały zbawca, postanowił uratować plemię (grane głównie przez niebiałych aktorów i aktorki), bowiem zakochał się w Neytiri (Zoe Saldaña) i slow lifie propsowanym przez lokalsów. Cameron kroczył po wcześniej utartych przez siebie szlakach – była krytyka konsumpcjonizmu i korporacji przeciwstawiona pochwale natury, rodziny i dawnego porządku. Mało to odkrywcze, a upupiające na pewno.
Przyznam się, że idąc na trzecią część „Avatara” – „Ogień i popiół”, niewiele pamiętałem z dwójki, „Istoty wody” (2022). Tyle tylko, że grała tam Kate Winslet, a także pojawiały się wieloryby, które miały swój język i komponowały muzykę. Może się mylę, ale moja dziura w pamięci nie za dobrze świadczy o projekcie, który Cameron chce rozwijać do końca swojego życia, a który wymaga wielkich nakładów zarówno technologicznych, jak i finansowych (budżet trójki to podobno 400 milionów dolców!).

Autor zdjęcia: materiały prasowe 20th Century Studios
Ogień, popiół i rasizm
Szczęśliwie już po pierwszych minutach „Ognia i popiołu” dowiadujemy się, że fabuła „Istoty wody” nie ograniczała się wyłącznie do historii wielorybów próbujących stworzyć własny whaleband. Wydarzyło się bowiem znacznie więcej – m.in. jeden z synów Jake’a i Neytiri zginął podczas próby ratowania Pająka (Jack Champion), jedynego człowieczego dziecka wśród Na’vi, adoptowanego przez wspomnianą parę (kumacie, jak Tarzan albo Uniesiona Pięść w „Tańczącym z wilkami”). Scenariusz mocniej koncentruje się na relacjach rodzinnych, są żałoba, trauma, wyrzuty sumienia i niechęć do tego, który przeżył. Tym bardziej, że Pająk jest synem kapitana Quaritcha (Stephen Lang). Ten co prawda został uśmiercony w „dwójce”, lecz teraz wraca jako „avatar” i kontynuuje misję wybicia Na’vi (choć de facto chodzi mu tylko o starcie z Jakiem, drugim samcem alfa. Nagrodą ma być synowska miłość. Takie to głębokie).
Quaritch spika się z Varang (Oona Chaplin), przywódczynią ognistego plemienia. Bohaterka to szalona wiedźma, pędzona rządzą zemsty, hormonami i niekontrolowanym pożądaniem seksualnym (w wersji PG-13). Wraz ze swoimi ludźmi skalpuje wrogów, a gdy odkrywa broń palną, niczego innego nie pragnie, jak tylko strzelać do niebieskiego celu. Czytelne są klisze z westernów, tych, w których rdzenni mieszkańcy Ameryki to zło wcielone. Z kolei w samej relacji Quaritcha z Varang pobrzmiewają echa rasistowskiego portretowania relacji białych mężczyzn z niebiałymi kobietami – mocno seksualnych, przemocowych, powiązanych z władzą i poczuciem kontroli.
197 minut udręki w 3D
Para współpracuje z ludźmi, którzy raz jeszcze atakują Pandorę i Na’vi. Rodzina Jake’a wielokrotnie jest atakowana, przez co musi uciekać, chować się, ale też odpierać atak. Bohaterowie i bohaterki robią na ripicie. Możemy mieć wrażenie, że James Cameron miał pomysł na krótki metraż i rozciągnął go do trzech godzin trójwymiarowej fabularnej udręki. Ładunek emocjonalny jest poniżej zera. Nazwijcie mnie dziadersem, ale trudno mi przejąć się śmiercią komputerowych postaci, sorry. Zresztą finał tej historii jest łatwy do przewidzenia. Matka natura (tutaj zwana Eywą) i jej odwieczne prawa zwyciężą. Można przysnąć na seansie.
U źródła projektu „Avatar” na pewno znajduje się godna pochwały chęć rozwoju efektów specjalnych (choć przyznam, że w „Ogniu i popiele” wyszło to przeciętnie. Zwłaszcza gdy na ekranie pojawiają się „zwyczajne” ludzkie twarze, wydają się jakby wygenerowane w starej wersji Photoshopa). Jednocześnie mam silne poczucie, że Cameron jako bardzo bogaty pan po siedemdziesiątce posiada zabawki, za pomocą których bez końca może generować wizję świata. W nim pod nieustannym obstrzałem (czyżby progresywnym?) są tradycyjne i mocno patriarchalne wartości. Heteroseksualną para wychowuje dzieci w zgodzie z prawami natury. Mężczyzna jest głową rodziny, ma decydujące zdanie. Kobieta, mimo że waleczna, wie, gdzie jej miejsce. Gdybyśmy mieli wątpliwości, Jake mówi w filmie: „Rodzina to nie demokracja”. Brzmi archaicznie. Niezależnie od stopnia zaawansowania technologicznego.
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota
Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
Filmy i seriale
Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV
Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.
Filmy i seriale
„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]
Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.
Filmy i seriale
Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach
Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent
Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.
Filmy i seriale
Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy
Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.
Filmy i seriale
Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video
Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.
Filmy i seriale
„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń
Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.