Największe inspiracje Marczyka, Wrony, Bukowieckiego i Malarza? One
PARTNERZY SERWISU
WIDEO
ARTYKUŁ PARTNERSKINajwiększe inspiracje Marczyka, Wrony, Bukowieckiego i Malarza? One
Kto kochał się w Angelinie Jolie? Jak mamy motywowały ich do treningów w chwilach największych słabości? Czego nauczyli się od koleżanek po fachu i którą z nich podziwiają najbardziej? Odpowiadają: Mikołaj Marczyk, Andrzej Wrona, Konrad Bukowiecki i Arkadiusz Malarz.
Udostępnij
Gdy zapytasz sportowca, skąd bierze siłę, odpowiedź często nie mieści się w tabelach wyników i planów treningowych. Czasem ma imię i jest kobietą, o czym świadczą kulisy sukcesów czterech wybitnych polskich sportowców: kierowcy rajdowego Mikołaja Marczyka, siatkarza Andrzeja Wrony, lekkoatlety Konrada Bukowieckiego i piłkarza Arkadiusza Malarza.
Zaprosiliśmy ich do naszej redakcji, gdzie wrócili wspomnieniami do swojego dzieciństwa, największych osiągnięć, a także trudnych wyznań. W każdym z tych momentów mogli liczyć na wsparcie i inspirację wielu kobiet. Których? Zobaczcie w filmie, w którym osobiste historie gwiazd sportu łączą się z uniwersalnymi wskazówkami na dobre i spełnione życie dla każdego. Takie, w którym najważniejsze są relacje.
– Kobiety nauczyły mnie cierpliwości, chociaż u mnie z nią ciężko. (…) Ale także tego, żeby mimo przeciwności losu nigdy się nie poddawać i dążyć do wyznaczonego celu, być dobrym człowiekiem i szanować drugą osobę – mówi Arkadiusz Malarz, wskazując na swoją mamę, teściową, którą nazywa drugą mamą, i żonę Darię. To właśnie one służyły mu wsparciem m.in. po powrocie z Cypru, gdzie grał w Ethnikos Achna. Cztery miesiące zajęło mu znalezienie klubu w Polsce, co piłkarz wspomina jako jeden z najbardziej niepewnych momentów w karierze.
Żona i mama to także najważniejsze kobiety w życiu Konrada Bukowieckiego. Obie obok emocjonalnej podpory służyły specjalizującemu się w pchnięciu kulą lekkoatlecie także zawodową radą. Żona Natalia Bukowiecka sama jest sportowczynią i multimedalistką olimpijską, specjalizuje się w biegu na 400 metrów. Mama Bukowieckiego – Danuta – oprócz pracy w szczycieńskiej Akademii Policji zajmuje się logistycznym zapleczem kariery syna i ma silne związki ze sportem. W przeszłości biegała 400 metrów przez płotki i uzyskała tytuł wicemistrzyni świata w pięcioboju policyjnym.
W wyznaniach pozostałych sportowców nie zabrakło rodzinnych bohaterek, ale nasi rozmówcy wskazali też, jak ważnymi figurami były dla nich kobiety zasłużone w sporcie. Mikołaj Marczyk wśród wielu podziwianych nazwisk wymienia polską himalaistkę Wandę Rutkiewicz, doceniając jej determinację i pionierstwo. – Wiem dobrze, że osiągać takie sukcesy w tamtych czasach w himalaizmie, będąc kobietą, to było ogromne wyzwanie – podkreślił rajdowiec reprezentujący ORLEN Team. Marczyk docenia też kobiety, np. Sarę Fernández Palazuelos, w roli pilotek rajdowych, wskazując, że często radzą sobie w tej roli lepiej niż mężczyźni.
Od Andrzeja Wrony z kolei dowiedzieliśmy się, kim jest jego ulubiona ikona popkulturowa. To Angelina Jolie, którą siatkarz podziwia od 30 lat. W dzieciństwie z kolei imponowały mu prymuski, a później najbardziej przebojowe dziewczyny w szkole. Pewnie dlatego – jak sam przyznaje – związał się z aktorką Zofią Zborowską, której przebojowości bez wątpienia nie można odmówić.
Transkrypcja
Pierwsza kobieta mojego życia: mama. Czego mnie nauczyła?
Mikołaj Marczyk: Nie są to pojedyncze słowa, a bardziej pamiętam jej zachowania, jej rzetelność i uwagę, którą dawała mi jako dziecku. Pamiętam, że gdy zajęcia w podstawówce kończyły się o godzinie 13:35, to mama już stała pod szkołą, żeby albo zawieść mnie na kolejne dodatkowe zajęcia, albo żeby mieć czas, żeby odrobić ze mną pracę domową. Co z perspektywy czasu oceniam, że było naprawdę wymagające nie dla mnie jako dla dziecka, ale to było wymagające dla niej jako do dojrzałego i dorosłego rodzica.
Andrzej Wrona: Z takich tekstów, które mi utkwiły, ale takich z przesłaniem merytorycznym dla mnie i gdzieś tam często mi powtarzała właśnie, żeby żeby znać swoją wartość, żeby być pewnym siebie, żeby nie bać się walczyć o swoje. One wszystkie mi przyświecają przez całe moje życie, ale to co mi tak dzwoni w uszach to, że jak gdzieś wyrzucają cię drzwiami, to trzeba wchodzić oknem po prostu i i walczyć o swoje. Moja mama takie miała amerykańskie podejście, nie wiem czy w ogóle jest tego świadoma. że że właśnie, że jestem najlepszy, że bardzo często mi to to powtarzała, mimo tego, że w różnych aspektach życia nie byłem najlepszy, ale ale potem w sporcie mi się to przydało, żeby właśnie walczyć o to, udowadniać, że jestem lepszy od przeciwników po drugiej stronie siatki czy czy w każdej rywalizacji.
Konrad Bukowiecki: Zdecydowanie pamiętam, ja dosyć długo mieszkałem z rodzicami. Wyprowadziłem się tak naprawdę w wieku 20 chyba dwóch albo trzech lat. To jak zapytałeś o te jakieś takie teksty, to pierwsze co mi się w zasadzie rzuciło do głowy, może to nie będzie zbyt, mam nadzieję, że możecie to wypikać. Moja mama miała takie powiedzenie: zawsze jak mnie coś prosiła i czegoś nie zrobiłem, to ona zawsze mówiła tak: „No i co? I i gówno”. Więc i z tego z tego z tego ją na pewno pamiętam. No moja mama była bardzo, bardzo zapracowaną na pewno kobietą, bardzo dużo pracowała, ale też też wiem, że zarówno mojego brata jak i mnie dużą dużą miłością darzyła, więc bardzo się nami opiekowało, bardzo jej zależało na tym, żebyśmy wyrośli na na porządnych ludzi i i oczywiście sport był gdzieś tam w moim życiu od zawsze. Ona też mnie prowadzała na treningi, natomiast ona też duży duży nacisk na edukację stawiała.
Arkadiusz Malarz: Przede wszystkim to były takie dwa dwa fajne teksty, gdzie gdzie do dziś cały czas pamiętam, jak yyy pierwszy tekst to mama y gdy się z bratem pytaliśmy mamy, kiedy będzie obiad, no to zawsze odpowiadała, że jak się ugotuje. Moja mama była kochaną, ale bardzo skromną osobą, bardzo pracowitą, którą wszyscy ludzie dookoła kochali i szanowali, więc taka była moja mama. To je uwielbiałem za dzieciaka!
Mikołaj Marczyk: No myślę, że w moich młodzieńczych latach ogromne znaczenie miały dla mnie polskie sportsmenki. Pamiętam sukcesy na kortach tenisowych Agnieszki Radwańskiej. Anita Włodarczyk, prawdziwa legenda sportów olimpijskich, która która pokazywała siłę zarówno tą fizyczną jak i tą psychiczną.
Andrzej Wrona: Pamiętam jakieś takie pierwsze miłości w podstawówce. Nie wiem czy to jest wydaje mi się, że chłopaki się często kochają w jakiś swoich nauczycielkach, ale też ale też w koleżankach z klasy. Mi się chyba zmieniło, bo ja na początku podstawówki to się skrycie kochałem w takiej najmądrzejszej dziewczynie u nas w klasie, która była najlepsza ze wszystkich przedmiotów. Potem mi się zmieniło i się kochałem w innej, która była taką właśnie najbardziej przebojową, najgłośniejszą, może tak powiem. taka, która zawsze jak trzeba było pójść po kredę czy po gąbkę, no to ona się pierwsza wyrywała i zgłaszała, jak trzeba było coś załatwić w sekretariacie, to ona. Więc trochę mi się zmieniło z tej z tej najmądrzejszej do do najgłośniejsze na najgłośniejszą. Pozdrawiam swoją żonę. Nie żartuję. Ja z popkultury to myślę, że zdecydowanie Angelina Jolie. w tamtych czasach 30 lat temu to to była to była taka moja miłość popkulturowa.
Konrad Bukowiecki: Jak pewnie każdy chłopak gdzieś tam w w wieku dojrzewania. Oczywiście te hormony mi też buzowały. Miałem taką jedną swoją pierwszą dziewczynę, którą serdecznie pozdrawiam z mojego z mojego miasta ze Szczytna. Natomiast pamiętam, że zawsze po tym jak zobaczyłem pierwszą część Transformersów, tam Megan Fox występowała, to pamiętam, że Megan Fox była zdecydowanie moją takim takim moim crushem i później chyba wszystkie jej filmy obejrzałem. Zabójcze Ciało.
Arkadiusz Malarz: Brytyjska piosenkarka Samantha Fox. To była taka moja miłość platoniczna za dzieciaka, to wiem, że że ona mi bardzo się podobała. Już pal licho, jak śpiewała, ale bardziej jak wyglądała. To pamiętam za dzieciaka, jak już człowiek no tak się interesował. Tylko nigdy nie udało mi się do niej dodzwonić. Może to i lepiej. A jeżeli chodzi o takie podkochiwanie się, to pamiętam jak byłem w szóstej klasie podstawówki i z ósmej klasy podobała mi się bodajże taka Marzena. No i tak podkochiwałem się troszeczkę.
Kobieta, która inspirowała mnie w momentach trudnych:
Mikołaj Marczyk: Gdzieś 2 lata przed zdobyciem Mistrzostwa Europy w rajdach samochodowych miałem możliwość spędzenia dnia na torze z wyjątkową parą ludzi, czyli z Olą Mirosław i jej mężem Mateuszem. Jeździliśmy cały dzień na torze, natomiast jeszcze więcej czasu spędziliśmy poza autem. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami i podejście Oli naszej złotej olimpijki myślę, że było dla mnie bardzo ważne, uczące i dające siłę pod względem tego, że sukces to jest przechodzenie od porażki do porażki z niegasnącym optymizmem. I tak było na mojej drodze sportowej.
Andrzej Wrona: Ten okres taki młodzieżowy, no to zdecydowanie moja mama, która na jakimś tam etapie poświęciła swoją swoją karierę zawodową, żeby wychowywać mnie i mojego brata. Wszystko oczywiście było ogarnięte w domu. Dopiero jak się wyprowadziłem z domu, to zobaczyłem, no że jednak te ubrania to się same nie upiorą i nie uprasują, a lodówka jak nie pójdę na zakupy między treningami, no to nie będzie pełna.
Konrad Bukowiecki: No zdecydowanie jest to jest to moja żona. Nie ma nie ma tutaj w ogóle o czym mówić. Będę się powtarzał, ale ale no Natalia jest jest świetnym jest wybitnym sportowcem, jednym z najlepszych w historii. Ona też rozumie, co to znaczy faktycznie troszeczkę troszeczkę spaść. No bo nie oszukujmy się, no w sporcie w sporcie czasami jest czasami jest dobrze, czasami jest źle. Natomiast faktycznie gdzieś tam w mojej karierze, głównie przez kontuzje i różne jakieś tam inne zawirowania, tych tych dołków u mnie było faktycznie sporo i bardzo jestem wdzięczny Natalii za to, że była przy mnie, bo bo ona doskonale to rozumiała, potrafiła mnie dobrze wesprzeć jakby w momentach, w których też już ja tak nie do końca dawałem radę i też już przeglądałem jakieś oferty pracy, żeby żeby żeby wiedzieć, co zaraz będę robił po po zakończeniu kariery. To faktycznie ona przy mnie była. Mam ją cały czas teraz przy sobie. To jest moja żona i miałem trudny czas.
Arkadiusz Malarz: Miałem trudny czas po powrocie z Grecji, z Cypru, ostatnim moim klubem, gdzie grałem na Cyprze i wróciłem. No i nie rozumiałem, bo przez cztery miesiące nie potrafiłem znaleźć klubu i byłem bez klubu. Indywidualnie trenowałem sobie w Ząbkach, że było blisko do tego, że żebym się poddał, ale ale dzięki dzięki przede wszystkim też y mojej żonie to nie zrobiłem tego. No i później jak czas pokazał to się opłaciło, bo bo ta kariera tak się potoczyła, że ja w wieku 37 lat wyszedłem na Bernabeu, gdzie niedawno zawodników takich jak Cristiano Ronaldo, Karim Benzema, Garret Bale, Kelor Navas, Sergio Ramos, Marcelo oglądałem w telewizji i trzymałem za nich kciuki, no bo jestem panem Realu, gdzie mogłem z nimi wyjść ramię w ramię na Santiago Bernabe i zagrać przeciwko nim mecz. To chyba ten człowiek na górze może coś takiego tak wymyślić, bo nikt inny by jeżeli ktoś by powiedział, że ja nie mogę znaleźć klubu i trenuję w Dlorkanie Ząbki, za cztery lata będę 5 lat grał w Lidze Mistrzów, no to bym powiedział, puknijcie w głowę. No nie ma szans, żeby coś takiego się spełniło.
Czego nauczyłeś się od kobiet w swoim życiu?
Mikołaj Marczyk: Myślę, że cały czas mogę się uczyć zorganizowania, wielozadaniowości, umiejętności, uwagi względem tak wielu różnych rzeczy, które dzieje się dookoła, uważności, wrażliwości, y takiej emocjonalności. Mam wrażenie, że pewna predyspozycja kobiet y do bycia pilotkami rajdowymi jest nawet trochę wyższa niż mężczyzn ze względu na to, że są tak bardzo wielozadaniowe, tak zorganizowane, zazwyczaj lekkie, co się przydaje w samochodzie rajdowym. Tutaj godna podziwu jest Sara Fernandez, czyli mistrzyni Europy w rajdach samochodowych pilotka, z którą niejednokrotnie walczyłem i wiem dobrze, że kobiety świetnie spisują się nie tylko za kierownicą, ale również na prawym fotelu.
Andrzej Wrona: Pod kątem zawodowym no to jakby bycie z nią i i z dziewczynkami, no to nauczyło mnie właśnie tego takiego odseparowywania czasu zawodowego od od domowego, od prywatnego, ale nie wiem jaka to jest cecha jak ją nazwać ładnie. Myślę, że też też gdzieś takiej spontaniczności.
Konrad Bukowiecki: Nauczyłem się tego, że że lepiej mieć święty spokój niż rację. Chyba muszę znowu wspomnieć jednak o mojej mamie, bo moja mama poza tym, że że jest, że jest cudowną kobietą, to też ona też kiedyś była sportowcem, też teraz pracuje z dzieciakami, trenuje dzieciaki i pamiętam takie sytuacje, kiedy ja jako młody zawodnik gdzieś tam mówiłem jej, że mam nie chce mi się iść na trening, coś tam, nie wiem, mam pewnie milion różnych fajniejszych rzeczy do do roboty z kolegami gdzieś na podwórku. No to to pamiętam taką rozmowę z mamą, jak ona mi to tłumaczyła tak obrazowo, że jak ja dzisiaj nie pójdę na trening, to to jest tak jak ja bym budował dom, jak ja bym budował jakąś ścianę, jakiś mur i każdy ten trening jeden to jest jedna cegiełka do tego muru. Jak jak ja dzisiaj nie pójdę na ten trening, to tej cegiełki po prostu nie będzie w tym, w tej całej układance, w tej całej ścianie.
Arkadiusz Malarz: Nauczyły mnie cierpliwości, chociaż ciężko u mnie jest cierpliwością, ale staram się. Tego właśnie mnie nauczyły i zaraziły i staram się no być cierpliwy, chociaż ciężko jest. Przede wszystkim to jak one podchodziły do życia. Moje mamy, też moja żona, upór do tego, do dążenia, żeby być cały czas lepszym każdego dnia. Myślę, że że takie cechy przede wszystkim miłość, żeby szanować drugiego człowieka, bo myślę, że od kobiet można naprawdę bardzo dużo się nauczyć i i patrzeć jak one dają sobie z tym wszystkim radę, bo bo to, że one są silne, to wiemy, ale że potrafią robić tysiące rzeczy i i jeszcze mieć na kolejne czas i siłę, to to jest podstawa. jak one są wytrwałe. Myślę, że tego mnie nauczyły, żeby mimo przeciwności losu nigdy się nie poddawać i dążyć do celu tego wyznaczonego swojego, żeby być dobrym człowiekiem, żeby szanować drugą osobę. Myślę, że że tego najbardziej mnie nauczyły i za to im dziękuję.
„Ona mnie inspirowała”.
Mikołaj Marczyk: Myślę, że musiałbym tutaj powiedzieć o Wandzie Rutkiewicz, wyjątkowej polskiej himalaistce, sportsmence, ale również organizatorce. Jestem fanem y jej wywiadów z przeszłości. Wiem dobrze, że osiągać takie sukcesy w tamtych czasach w himalaiźmie, będąc kobietą, to było ogromne wyzwanie.
Andrzej Wrona: No moja mama, Zosia, moja babcia to są takie trzy kobiety, myślę, mojego mojego życia.
Konrad Bukowiecki: Bardzo trudne pytanie i i to jest tak, jakbyś zapytał dziecko, czy kocha bardziej mamę, czy tatę. Tak, w mojej sytuacji mam mam cudowną żonę i cudowną mamę i to wydaje mi się, że to są dwie najważniejsze kobiety. Znaczy nie wydaje mi się, jestem przekonany, że są dwie najważniejsze kobiety w moim życiu. Cenię je na takim samym równym poziomie, bo bo mama mnie wychowała. Wydaje mi się, że może nie mi oceniać, ale wydaje mi się, że na porządnego człowieka, a Natalia daje mi bardzo, bardzo dużo szczęścia. Jest, jest najcudowniejszą kobietą, jaką znam i też dlatego pewnie jest, jest moją żoną, z czego, z czego też jestem bardzo bardzo dumny i z tego się bardzo cieszę.
Arkadiusz Malarz: Moje kobiety to cztery w moim życiu, czyli dwie mamy. Moja mama i i moja teściowa. Ja nienawidziłem słowa teściowa, bo akurat dane mi było tak, że spotkałem niesamowitą kobietę i to była moja druga mama, czyli mama Darii też świętej pamięci, trzecia najważniejsza moja żona. No i czwarta teraz jedna z moich najważniejszych, moja córka.
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Tagi
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Zajawki
Sztuka, design i nowoczesna mobilność. Relacja z Art Evening EXLANTIX
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Zegarki i akcesoria
Charakter i funkcja, czyli zegarki pilotów, które podbiły niebo i nadgarstki
Sport
W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie